Pandemia stała się tematem dominującym w każdej dziedzinie życia, bo w naszej globalnej wiosce dotknęła niemal wszystkich. Edukacja nie jest wyjątkiem. Każdy publicysta, choćby amator (kłaniam się), czuje się zobowiązany powiedzieć w tej kwestii coś mądrego… Wysyp analiz, diagnoz i recept trudno wprost ogarnąć. Nie sposób nie poddać się minorowemu nastrojowi z nich przebijającemu.

Czy powinniśmy zajmować się teraz umiejętnościami społeczno-emocjonalnymi uczniów. Czy jest to w ogóle możliwe, gdy całą energię poświęcamy nauce ujętej w programie szkolnym? Trudna sytuacja uczniów wymaga, może jak nigdy wcześniej, właśnie tych umiejętności. Kluczowe znaczenie ma umiejętność radzenia sobie z lękiem. Jeśli uczniowie czują, że nie mają kontroli nad swoją przyszłością to, czują się niepewni i to dominuje ich myślenie i nie maja przestrzeni na uczenie się.

Bardzo żałuję, że Bozia poskąpiła mi talentu graficznego i nie umiem narysować satyrycznego autoportretu pt. „Dyrektor szkoły w szponach obłędu”, choć jego wizję z każdym dniem mam coraz bardziej klarowną. Wygląda, mniej więcej tak:

Ten artykuł będzie miał wydźwięk polityczny. Z góry przepraszam, bo nauczycielowi nie wypada. Jako wychowawca powinienem omijać kwestie powiązane z polityką, choćby dlatego, że rodzice moich uczniów mają różne poglądy, a wprowadzanie jakiegokolwiek dysonansu pomiędzy nimi, a tym, co mógłbym głosić, mając ogromny wpływ na uczniów jako Pan Dyrektor, byłoby po prostu nieprofesjonalne. Jesteśmy jednak na blogu, którego odbiorcami są głównie dorośli, więc pozwolę sobie zaprezentować swój pogląd, nie tyle zresztą na takie czy inne ugrupowanie lub jego lidera, co na pewne zjawiska ze sfery wartości. Na tym polu bowiem spotykają się, a przynajmniej powinny, polityka z pedagogiką.

Artykuł, a właściwie szkic reformy edukacji Jaka edukacja w dobie przemysłu 4.0?, napisany przez Marka Metryckiego i Piotra Zaborowicza mocno mnie poruszył. Niestety, pewnie wbrew intencjom autorów, nie rzuciłem się natychmiast do wprowadzania proponowanych tam „zmian”, bo gdyby ktoś w Polsce prowadził adekwatną statystykę, to takich manifestów „zmiany paradygmatu”, na różnym poziomie merytorycznym i o różnym zasięgu rażenia, prawdopodobnie doliczyłby się kilku dziennie. Wyżej wspomniany jest bardzo dobrze napisany i nie można zarzucić mu nic, oprócz… oczywistości i powielania mitów.

Myślę i myślę, jak opowiedzieć o tym, że ocena sumująca nie oddaje stopnia opanowania wiedzy i umiejętności. Jak pokazać komuś nieprzekonanemu niedoskonałość takiego systemu oceniania? Przecież tak łatwo dodać cyferki i wyciągnąć średnią, tylko czy to właściwe wnioski?

Zdalne nauczanie nauczyło mnie wielu rzeczy. Tego, że nie powinnam uczyć własnych dzieci. Że rozmowa jest ważniejsza, niż rozwiązanie dziesiątej, piętnastej czy dwudziestej karty pracy. Nauczyło mnie też, a właściwie uświadomiło jeszcze mocniej coś, co od dawna przeczuwałam: oceny są bezsensu.

Więcej artykułów…

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie