fot. Fotolia.com

Szkoły

Komunikacja pomiędzy szkołą i rodzicami chyba ciągle kuleje. Z różnych przyczyn. Z jednej strony mamy do dyspozycji pełen zestaw narzędzi komunikacyjnych, żeby wspomnieć tylko e-dzienniki, telefony, e-maile, coraz częstsze serwisy społecznościowe, no i oczywiście spotkania i rozmowy w szkole. Z drugiej – zbyt rzadko je wykorzystujemy. A może i zbyt wąsko, zbyt sztampowo.

fot. Fotolia.com

Szkoły

Akcja #słowaMająMoc zatacza coraz szersze kręgi. Po rozmowach przyszła pora na działania. Od poniedziałku startuje Tydzień Życzliwości. Póki co weźmie w nim udział moja #PotwornieFajnaKlasa, ale kto wie, jak sytuacja się potoczy.

fot. Fotolia.com

Szkoły

Nie będę ukrywał – mam alergię na konkursy. Wywołaną przesytem, bo w edukacji jest ich tyle, że trudno ogarnąć. Wśród tego mrowia najwyższą rangę mają imprezy kuratoryjne, a także pomniejsze, ale o zasięgu co najmniej powiatowym, dające laureatom i finalistom korzyści przy rekrutacji do szkół wyższego szczebla. Cały szereg kolejnych, to przedsięwzięcia komercyjne. Płaci się w nich zazwyczaj kilka złotych od głowy, w zamian za co uczniowie mogą sprawdzić się w konkurencji z rzeszą anonimowych przeciwników, zajmując, dajmy na to, fantastyczne ósme miejsce, przy dyskretnie przemilczanym fakcie, że siódme okupuje kilkudziesięcioosobowa grupa zdobywców jednego punktu więcej; podobnie jest z miejscem szóstym, piątym i pozostałymi. Stawkę uzupełniają niezliczone imprezy międzyszkolne, firmowe, klasowe, organizowane przez kogo się tylko da: od wielkich koncernów, poprzez władze samorządowe, instytucje kulturalne, organizacje społeczne, placówki oświatowe, po wychowawczynie ze świetlicy.

fot. Joanna Krzemińska CC-BY

Szkoły

Ocenianie kształtujące jest dla mnie najlepszym sposobem przekazania dziecku informacji na temat jego umiejętności. Od jakiegoś czasu wciąż doskonalę system, dzięki któremu przepływ komunikatów będzie sprawny i czytelny. Zarówno dla dziecka i rodzica, jak i nauczyciela.

fot. Fundacja Think!

Szkoły

Badania wskazują, że z dbałością zaprojektowane sale lekcyjne są pozytywnie skorelowane z zaangażowaniem uczniów, co z kolei może wpłynąć pozytywnie nie tylko na ich samopoczucie, ale również na osiągane w szkole wyniki.

fot. Fotolia.com

Szkoły

„Edukacja powinna być nieobowiązkowa, choć nadal bezpłatna i ogólnie dostępna” - takie wezwanie przeczytałem ostatnio na jednym z portali społecznościowych. Zaraz potem natrafiłem na pełną emocji refleksję nauczycielki o trudnych relacjach z uczniami, dalej o toksycznych rodzicach, a także o braku zrozumienia dla kondycji nauczyciela we współczesnym świecie.

fot. Stanisław Czachorowski

Uczelnie

Za moment kolejny semestr i kolejny "początek" z zajęciami. Przygotowuję się do nowych przedmiotów jak i do starych, kolejny raz realizowanych. Ale chcę spróbować czegoś nowego. Po pierwsze, żeby samemu się nie nudzić, nie odczuwać znużenia, że "ciągle to samo". Po drugie, żeby odkrywać na przykład nowe metody edukacyjne, nowe narzędzia dydaktyczne. I po trzecie żeby eksperymentować na sobie i na studentach a potem o rezultatach opowiadać, dyskutować.

fot. Fotolia.com

Uczelnie

Prawie co trzeci Polak przyznaje się do plagiatowania lub ściągania na egzaminach, mimo że z konsekwencji tych czynów zdaje sobie sprawę aż 91% ankietowanych – wynika z sondażu SW Research na zlecenie Plagiat.pl. Polacy masowo plagiatują czyjeś utwory, chociaż 3/4 z nas deklaruje, że nie akceptuje tego zjawiska. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego dostrzegło ten problem kilka lat temu i przygotowuje antyplagiatową rewolucję na uczelniach. Czy wyjdzie ona jednak szkolnictwu na dobre?

fot. Stanisław Czachorowski

Uczelnie

Kilka słów o szkole, zapisanych na papierze toaletowym, aby dodatkowo wzmocnić przekaz młodzieńczego buntu. To był rok 1980 lub rok później, albo rok wcześniej. Liceum ogólnokształcące i gazetka ścienna, redagowana przez uczniów. Z wierszami, satyrą, ogłoszeniami, rysunkami. I ta sentencja, wygrzebana gdzieś w prasie lub książkach. Albo zasłyszana od starszych kolegów. To było blisko 40 lat temu. I wtedy już uwierał tamten sposób nauczania - przynajmniej jego fragmenty. Uczenie się dla samego uczenia, bez poczucia sensu, że jest to ważne, że się do czegoś przyda.

fot. Stanisław Czachorowski

Uczelnie

Nie tylko w kontekście najnowszej ustawy o szkolnictwie wyższym warto zadać sobie pytanie "Po co nam są potrzebne uniwersytety?" Odnoszę wrażenie, że duża część dyskusji o reformach w nauce i edukacji, także na poziomie wyższym, sprowadza się do namiętnego omawiania szczegółowych rozwiązań, ale bez pytania o cel i sens. Na tytułowe pytanie można udzielić z grubsza trzech różnych odpowiedzi.

fot. Stanisław Czachorowski

Uczelnie

Po co jest uniwersytet? Czy tylko do prowadzenia badań, których efekty opublikowane zostaną w międzynarodowych czasopismach, praktycznie niedostępnych dla mieszkańców? Co roku na świecie publikowanych jest ponad 2,5 miliona publikacji naukowych. Naukowcy nie są w stanie przeczytać wszystkich nawet tych w swojej wąskiej specjalności...

fot. European Students Network

Uczelnie

Już od 20 lat polscy studenci mogą korzystać z przywileju wymiany międzynarodowej w ramach programu Erasmus, a przyjeżdżający do Polski młodzi ludzie są obdarzeni wsparciem ze strony Erasmus Student Network.

fot. Fotolia.com

Przyszłość edukacji

Jako nauczyciel codziennie zastanawiam się po co idę do klasy, czego powinni nauczyć się moi uczniowie, czego powinnam nauczyć się ja sama. Sprawy oczywiste, a jednak nie do końca. Dzisiaj wiem, że wolę zapalić choć jedną iskierkę w tych dziesiątkach wpatrzonych we mnie oczu niż mieć 100% zdawalności klasy na teście ósmej klasy.

fot. Fotolia.com

Przyszłość edukacji

Jak przygotować dzisiejszych uczniów do życia w świecie, w którym większość czynności i prac będą prawdopodobnie wykonywać roboty i komputery? Na temat edukacji i wyzwań, jakie czekają nasze społeczeństwa w (niedalekiej) przyszłości, dyskutowano także podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos.

Fot. Domena publiczna - Pixabay.com

Przyszłość edukacji

Żaden system edukacji nie jest doskonały – wszystko na świecie ciągle ewoluuje i zmienia się, zatem również szkolnictwo powinno być w nieustannej zmianie. Problem w tym, że przygotowując założenia systemu edukacji dziś, tak naprawdę powinniśmy myśleć z perspektywą minimum 12 lat naprzód, a najlepiej 15-20. Uczeń idący dziś do szkoły będzie żył w świecie zapewne różniącym się dość mocno od tego, w którym dziś żyjemy. Jak z tym wyzwaniem radzą sobie inne kraje?

(C) Edunews.pl

Przyszłość edukacji

Podwaliny pod współczesny system oświatowy położone zostały w pierwszej połowie XIX w., kiedy w państwie pruskim wprowadzono obowiązek szkolny a samą szkołę zorganizowano na podobieństwo fabryki. Nauczyciele stali się obsługiwaczami pasa transmisyjnego przekazującego wiedzę z podręczników do kajetów a sami uczniowie – obiektami do formowania w oparciu o sztywno ustalone normy jakości. Mieli się ćwiczyć w dyscyplinie i punktualności wedle jasnych i jednolitych dla wszystkich programów.

fot. Fotolia.com

Przyszłość edukacji

Dlaczego w fińskiej szkole uznano, że nauczanie przedmiotowe należy uzupełnić nauczaniem tematycznym? Publikujemy fragmenty wywiadu z panią Kirsti Kauppi, Ambasadorem Finlandii w Stanach Zjednoczonych, który stanowi ciekawe odniesienie do celów związanych z edukacją, wyznaczonych sobie przez ONZ we wrześniu 2015 (UN 2030), w kontekście szerszych celów społecznych takich jak pokój, dobrobyt i świadomość środowiska naturalnego.

Współczesny świat w coraz mniejszym stopniu jest pewny i przewidywalny. Coraz częściej jesteśmy zaskakiwani różnymi zjawiskami i wydarzeniami, których nie potrafiliśmy przewidzieć. W takim świecie powinniśmy zwracać uwagę na to, że edukacja musi prowadzić nieprzerwanie do nabywania nowych umiejętności, które pozwolą adaptować się do ciągle zmieniających się warunków – uważa Mark Prensky, amerykański pisarz, badacz mediów i internetu, specjalizujący się w tematyce edukacyjnej.

fot. Wydawnictwo Naukowe PWN

Poczytaj

Wydawać by się mogło, że w obszarze edukacji nie powinny funkcjonować mity i uproszczenia – wszak są to procesy, które powinny prowadzić do rozwoju osobistego, pogłębienia wiedzy i umiejętności. Nic bardziej mylnego. W sferze edukacji funkcjonuje wiele mitów i uproszczeń, które bardzo często powodują, że uczenie się staje się nieskuteczne lub wręcz przeciwskuteczne. Warto sięgać po literaturę naukową i prace badawcze, aby upewnić się, czy wybrane metody i formy edukacji rzeczywiście przyniosą zamierzony skutek.

fot. Stanisław Czachorowski

Poczytaj

Przyrodę można obserwować wszędzie, i w mieście, i na wsi, i na wycieczce. I można odkrywać niezwykłości świata dla siebie i dla innych. Książkę Marzenny Nowakowskiej pt. „Safari za progiem domu”, wydana przez Zonę Zero w 2018 roku, gorąco polecam jako inspirację do prowadzenia takich właśnie obserwacji. Gdziekolwiek jesteś. I o każdej porze doby i roku.

fot. Fotolia.com

Poczytaj

Albo wydanie papierowe jest już démodé albo na czasopismach edukacyjnych nie za bardzo da się zarobić... Prawdopodobnie dlatego tak mało mamy w branży oświatowej rzeczywiście dobrych publikacji, które inspirują i odkrywają przed nami nieznane światy edukacji (a może i te niby-znane, ale nie do końca zrozumiane). Warto zatem wspomnieć o dwóch interesujących zbiorach, które pojawiły się pod koniec tego roku.

fot. Fotolia.com

Poczytaj

„Nie wolno zostawiać świata takim, jakim jest” – pisał Janusz Korczak. W myśli tej zawiera się głębokie wezwanie do działania, do zmiany tego, co zastaliśmy. Przenika też ona jedną z ciekawszych książek, które napisał z myślą o dzieciach – „Bankructwo małego Dżeka”. Bohaterami jej są dzieci, ale prawdę mówiąc jest to książka, którą powinni przede wszystkim przeczytać dorośli – rodzice, nauczyciele i wychowawcy.

fot. Pxhere.com

Poczytaj

O otaczającym nas wszechświecie, dzięki postępowi nauki i technologii, wiemy coraz więcej. Ale im więcej wiemy, tym więcej pojawia się pytań.

fot. Fotolia.com

Poczytaj

Memy są „genami kultury”. Ich przykładami są idee, melodie, plotki, teorie naukowe czy elementy programu nauczania. Marek Kaczmarzyk w swojej najnowszej książce pt. "Szkoła memów. W stronę dydaktyki ewolucyjnej" wyjaśnia, w jaki sposób memy przenoszą się między umysłami oraz jakie ma to znaczenie dla uczenia się i rozwoju dziecka.

Ostatnie komentarze

Nowa Podstawa Programowa starego nauczania

Narzędzia
Typografia

system oświatyZa osiem lat Internet będzie zdecydowanie dominującym medium, stacjonarny komputer obsługiwany myszką będzie zdecydowanie trącił myszką. Według dzisiejszych szacunków ilość wiedzy technicznej będzie się wtedy podwajać co kilka dni. Za osiem lat w Polsce zakończy się wdrażanie nowej Podstawy Programowej, które właśnie rozpoczęto.

Autorzy tego tekstu sprawdzili, co w świetle powyższego nowa Podstawa Programowa oferuje ośmioletniemu dziś, cyfrowemu tubylcowi i doznali tzw. efektu aptekarskiego ("przed użyciem wstrząsnąć").

Dziś liczba Polaków korzystających z Internetu mija magiczną granicę 50%, liczba komórek przekracza liczbę ludności, a malejąca sprzedaż stacjonarnych komputerów przegrywa z pochodem urządzeń przenośnych, naręcznych i kieszonkowych. Do sklepów trafiły gry obsługiwane ruchami dłoni po dowolnej płaszczyźnie, w przestrzeni lub ruchami całego ciała. W świecie pojawiły się objawy dominacji Internetu jako medium zaczynającego dystansować już nawet telewizję.

W Polsce jest to pierwszy rok ośmioletniego cyklu wdrażania nowej Podstawy Programowej. Sprawdziliśmy, co w tym kontekście nowa Podstawa Programowa oferuje urodzonemu w świecie komórek, komputerów i Internetu ośmiolatkowi jako wiano dla jego przyszłości…

Zgodnie z nową Podstawą Programową ośmiolatek, uczeń trzeciej klasy szkoły podstawowej powinien (tradycyjnie) czytać książki (więcej - lepiej). Jednocześnie musi teraz (uwaga: idzie nowe) używać także komputera (z daleko idącym umiarkowaniem).

Przed ośmiolatkiem tradycyjnie ukryto fakt, że ślęczenie nad książką męczy wzrok, nadweręża kręgosłup i ogranicza kontakty społeczne! Dlaczego dziś warto o tym pisać? Bo zadbano, aby ośmiolatek wiedział, że praca przy komputerze męczy wzrok, nadweręża kręgosłup i ogranicza kontakty społeczne (autor powyższego zdania ma do niego szczególne prawo, ponieważ w swoich szczenięcych latach u schyłku  ery przedcyfrowej nabawił się krótkowzroczności oraz kilku wad kręgosłupa właśnie wskutek nagminnego nadużywania książek; dziś takie same przypadłości zostałyby przypisane efektom nadużywania komputera).

Ośmiolatkowi nie jest zdaniem autorów Podstawy Programowej potrzebna do czytania książek znajomość fachowych terminów związanych z budową książki i introligatorstwem (oczywiście słusznie), ale  jednocześnie uczeń musi „poprawnie nazywać główne elementy zestawu komputerowego”.

Nie nakazano uczyć ośmiolatka poprawnej metodologii przekładania kartek w książce, ale jednocześnie nakazano nauczenie go posługiwania się myszą. Dlaczego to ważne? Bo warto byłoby wiedzieć, iż o ile nowoczesny komputer nie jest istotnie bardziej szkodliwy dla kręgosłupa i oczu niż książka, o tyle nadużywanie myszy szybko prowadzi do bardzo uciążliwego, powszechnego dziś, leczonego operacyjnie uszkodzenia nadgarstka. Warto także przypomnieć, że już w pierwszym roku wprowadzania tego urzędowego obowiązku użycia myszy sprzedaż komputerów stacjonarnych (obsługiwanych standardowo właśnie myszą) spada na rzecz szybko rosnącej liczby laptopów, netbooków i smartfonów wcale nie wyposażonych w mysz, a zamiast tego obsługiwanych padami, głaszczkami, dotykowymi ekranami etc., o których Podstawa wcale nie wspomina. Za lat kilka (po pełnym wdrożeniu Podstawy) standardem obsługi będzie nawet nie pad, ale raczej szybko zyskujące popularność głaskanie ekranu lub dowolnej powierzchni wieloma palcami lub ruchy ciała w przestrzeni; skądinąd z pewnością zdrowsze i bardziej intuicyjne zarówno od trzymania myszy, jak i od przewracania kartek. Z pewnością także upowszechni się werbalna interakcja z komputerem. Myszy będą wtedy pewnie produkowane głównie dla polskich szkół (żeby było na czym uczyć obsługi... myszy). Czy w ogóle warto w dokumencie  rangi Podstawy Programowej wyliczać explicite tego rodzaju narzędziowe umiejętności?

Cykl samego wdrażania Podstawy Programowej zaplanowano na osiem lat. Przy dzisiejszym tempie zmian technologicznych, ekonomicznych i społecznych jest  to cała epoka. Ważniejsze jest, że szkoła winna uczyć dla przyszłości i chciałoby się, by dla wszystkich odpowiedzialnych za kształt edukacji było to oczywiste. Bardzo wyraźnie można dostrzec, iż nowa Podstawa Programowa w zakresie edukacji wczesnoszkolnej została opracowana z (odchodzącego w przeszłość) punktu widzenia cyfrowego imigranta i dla instrukcjonalnego dydaktyka, bez refleksji nad obiektywnymi trendami.

Opis wymagań ucznia po klasie I i klasie III opiera się o niższe kategorie taksonomiczne Niemierki, nie dotykając np. konstruktywistycznej taksonomii Blooma. Uczeń nadal ma być:

  • encyklopedią - " poprawnie nazywa główne elementy zestawu komputerowego", zna zagrożenia wynikające z korzystania z komputera, Internetu i multimediów", 
  • odtwórcą - "przegląda wybrane przez nauczyciela strony internetowe (np. stronę swojej szkoły), odtwarza animacje i prezentacje multimedialne, wpisuje za pomocą klawiatury litery, cyfry i inne znaki, wyrazy i zdania".

Nota bene w kwestii najbardziej popularnego urządzenia komunikacyjnego w historii ludzkości Podstawa Programowa nie milczy tylko w jednym miejscu: "uczeń klasy trzeciej (...) rozpoznaje (...) telefon komórkowy".

Nowe media informacyjno-komunikacyjne (wśród wymienionych w innym miejscu explicite mediów nawet nie ma Internetu) zostały w stosunku do tradycyjnych potraktowane asymetrycznie i jest to asymetria ukierunkowana na przeszłość oraz stan zastany. Podkreśla wybiórczo zagrożenia, nie wykorzystuje możliwości, nie dostrzega trendów. Szkoda, że nie postawiono przed uczniem twórczych wyzwań lub ograniczono pola jego aktywności (np. zgodnie z Podstawą uczeń "tworzy teksty i rysunki", ale już nie tworzy dźwięków, muzyki ani filmów. Dzieci chętnie i masowo tworzą filmy, nagrywają "empetrójki", robią zdjęcia, montują remiksy. Chodzą, jedzą i śpią z komórkami. Za główne źródło informacji uznają Internet. Nadal będą to robić, także bez pomocy i opieki szkoły, poza szkołą lub i wbrew szkole. Nożyce między szkołą i jej otoczeniem  nie przestaną się przy nowej Podstawie Programowej rozwierać. Szkoda, że przy tworzeniu Podstawy nie dopuszczono do głosu "cyfrowych tubylców" lub znawców tej materii. Nie skorzystano wystarczająco z osiągnięć pedagogiki konstruktywistycznej.

W Polsce trwa właśnie w najlepsze debata nad  zapisami, kiedy dzieci zacząć uczyć czytać i pisać, ale nie słychać ani jednego pytania czym i na czym pisać. Już przed paroma laty autorzy tego tekstu, w jednym z najlepszych edukacyjnie krajów świata, naocznie przekonywali się, jak łatwo, naturalnie i chętnie ośmiolatki w szkole posługują się bezwzrokowym pisaniem na klawiaturze. Zgodnie z tamtejszymi programami nauczania dzieci bardzo wcześnie uczą się pisać, właśnie na klawiaturze, bo przyjęto tam przyjazny dla uczniów punkt widzenia: opanowanie wielkich liter i umiejętności pisania na klawiaturze jest łatwe dla dzieci już w wieku, kiedy ręczne pisanie jest jeszcze zbyt trudne.

Nowa Podstawa Programowa jest. Trudno oczekiwać, aby nie miała wad, ale też nie ma powodów, aby jej nie móc modernizować już teraz. Im szybciej, tym lepiej - to pilne! Kluczowym problemem jest jednak trwały brak radykalnie nowoczesnej obudowy metodycznej oraz systemu motywacyjnego dla nauczycieli do wprowadzania zmian w tym zakresie. To jednak temat na odrębne rozważania.

[Notki o autorach: Sabina Furgoł pracuje w Regionalnym Ośrodku Metodyczno-Edukacyjnym „Metis” w Katowicach; Lechosław Hojnacki pracuje w Kolegium Nauczycielskim w Bielsku–Białej]