Aż chce się nie wierzyć

Narzędzia
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Nauczyciele mają ciężką pracę. Ciągłe przekleństwa, przepychanki i wyzwiska. Brak szacunku, więc też brak możliwości prowadzenia zajęć. Znikomy wpływ na otaczającą młodzież, a wielkie wymagania od innych. Nic dziwnego, że najchętniej rzuciliby pracę „w cholerę” i pokazali tym wstrętnym „bachorom”, gdzie ich miejsce w szeregu. Czyżby?photo: istockphoto.com

Z zażenowaniem przeczytałam artykuł Nauczyciele są bezradni: aż chce się bić Małgorzaty Święchowicz w tygodniu Newsweek. Przyznaję – łatwiej byłoby mi uwierzyć, że dziennikarka wszystko zmyśliła na potrzeby swojej promocji, jednak statystyki (czy to policyjne, czy sądowe), mówią co innego. Nauczyciele są coraz bardziej agresywni, skarżą się na brak możliwości kontrolowania sytuacji podczas zajęć i – to dodam z własnych obserwacji – niewiele robią, aby te sytuacje zmienić.

Praca w osławianych gimnazjach jest trudna – podobnie jak praca w szkole podstawowej i średniej. Nie uważam, żeby istniał powód, aby mówić: „Praca w gimnazjum to prawdziwa męczarnia”. Takie zajęcia wymagają po prostu innych umiejętności, nowych rozwiązań, odpowiedniego reagowania. I choć jest to trudne – przecież stosunkowo nowe, a ponoć wszystko, co nieznane, budzi jakiś opór – jestem przekonana, że możliwe do realizacji.

Co pozostało mi z okresu gimnazjalnego? Żal do Pani z matematyki, że poniżała nas przy tablicy, tłumacząc, jakimi jesteśmy głąbami. Złość do chemiczki, bo nie wymagała od nas absolutnie niczego. Rozczarowanie dyrekcją, która nie wyznaczyła nam odpowiedniego zastępstwa na czas długiej nieobecności Pani od fizyki. Zdziwienie, gdy zgłaszając nauczycielowi dyżurującemu fakt palenia papierosów w ubikacji, usłyszałam: „Teraz jem drożdżówkę”. Smutek z powodu braku wiary w mój talent humanistyczny. Kółko taneczne, na którym chwalone były tylko dwie osoby. Smutek na twarzy nauczycielki niemieckiego, która nie potrafiła zapanować nad klasą. Jednak najbardziej, naprawdę najbardziej pamiętam Panią Elę. Polonistkę, która – przyłapując mnie na ściąganiu – powiedziała: „Przecież bez problemu sobie z tym poradzisz. Po co to robisz?”. Polonistkę, której mogłam ufać, mówić o swoich lękach. Osobę, która była przede wszystkim człowiekiem – i swoimi zachowaniem nauczyła mnie nie tylko obłędnie trudnej gramatyki, lecz (przede wszystkim) odrobiny życia.

Dlatego dziwię się nauczycielom, którzy niewiele robią, aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat pracy z młodzieżą. Jaki jest sens gonienia za kolejnymi papierkami studiów podyplomowych, skoro nie potrafimy wykorzystać w swoim działaniu elementów, przykładowo, terapii behawioralnej? Ilu z nas interesuje się fundacjami wspierającymi edukację, ilu z nas – nauczycieli – zwraca się do specjalistów z prośbą o pomoc? Wreszcie – ilu z nas woli powiedzieć „Tutaj nic nie da się zrobić”? Przecież tak jest i łatwiej, i szybciej. A i współczucie innych się znajdzie.

Nie skomentuję więc wypowiedzi części pedagogów, których "poznałam" w artykule Pani Święchowicz. Uważam, że określenie "nauczyciel" jest w tym przypadku sporym nadużyciem. Za dużym, jak na liczbę osób ambitnych, które chętnie podjęłyby się pracy w szkole.

Notka o autorce: Sandra Walecka prowadzi własny blog poświęcony tematyce edukacyjnej – Edukacja z piątej strony. Zapraszamy!

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie