Przeciwdziałanie wypaleniu zawodowemu jest możliwe

fot. Fotolia.com

Narzędzia
Typografia

W Polsce mało mówi się o wypaleniu zawodowym nauczycieli. Po przeczytaniu pewnego artykułu (odnośnik na końcu) postanowiłam o tym napisać. Przeważnie nauczyciel wypalony zawodowo zmienia zawód, a kwituje się to stwierdzeniem – „Nie był dobry, nie nadawał się do zawodu” lub „Znalazł łatwiejszą i lepiej płatną pracę”. Dlaczego czasami ludzie, którzy pełni nadziei i zapału przychodzą do pracy w szkole tracą go i poturbowani psychicznie zmieniają pracę?

Na to pytanie krążą dwie utarte odpowiedzi.

1. Nie nadawali się do zawodu, bo nauczycielem trzeba się urodzić.
2. Nie otrzymali odpowiedniego wykształcenia na studiach.
Z żadną z powyższych się nie zgadzam.

Po pierwsze moim zdaniem nauczycielem człowiek się staje, a nie rodzi. Ważna jest tu chęć i zaangażowanie, które przy odpowiednim wsparciu środowiska potrafią nauczyciela doprowadzić do profesjonalizmu. Kluczowe jest tu wsparcie.

Po drugie nauczycielowi nie wystarczy kształcenie wstępne, a nawet praktyki w szkole, potrzebna jest samodzielna praca w szkole i ciągłe doskonalenie. Tu ogromną role mogą odegrać inni nauczyciele w szkole, o ile sami nie są już wypaleni.

Dla mnie lekiem na wypalenie jest próbowanie nowych rozwiązań i współpraca pomiędzy nauczycielami.

W artykule, który mnie zainspirował do tego wpisu, jest ważne rozpoznanie, że wypalenie zawodowe jest chorobą całej szkoły, a nie poszczególnego nauczyciela. Według autorek w procentach w USA sytuacja wygląda tak: "Powszechnie pojęcie wypalenia zawodowego łączy się z nauczycielami z 30 letnim stażem, pracujących niestrudzenie, aby każdy z uczniów osiągał sukces. Mniej znany jest przypadek młodego nauczyciela. Badania pokazują, że 20% nowych nauczycieli opuszcza szkołę przed upływem trzech lat. W szkołach miejskich w dzielnicach przemysłowych 50% opuszcza szkołę przed upływem 5 lat pracy. Ci nauczyciele nie otrzymują żadnego wsparcia w podejmowaniu lub nie decyzji o opuszczeniu zawodu."

Spotykam się z nauczycielami z dużym stażem, którzy są zmęczeni nauczaniem, ale to nie jest wypalenie zawodowe. Obowiązki szkolne są tak wyczerpujące, że nauczyciel nie jest w stanie im podołać. Planowanie prace, wymagania władz, kontakty z dużą grupą ludzi, koncentracja podczas lekcji (5-6 godzin dziennie absolutnego skupienia), sprawdzanie prac uczniów, rozwiązywanie problemów wychowawczych, dodatkowe obowiązki szkolne, dokumentacja. Można byłoby długo jeszcze wymieniać.

Ale wypalenie zawodowe moim zdaniem przychodzi dopiero wtedy, gdy nauczyciel przestaje mieć przyjemność z pracy, gdy jest ona tylko ciężkim obowiązkiem. Z takiego stanu trudno wyjść, gdyż karmi się on rutyną i przyzwyczajeniami.

Znam przypadki uzdrowień. Wtedy, gdy nauczyciela porwie nowe wyzwanie, gdy się w nie zaangażuje, wtedy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wraca chęć do pracy i zainteresowanie uczniami i nauczaniem. Jednak tego leku nie da się zaordynować, bo nie każde wyzwanie działa na każdego nauczyciela, jak nie każde lekarstwo służy każdemu pacjentowi.

Innym lekiem jest docenienie pracy nauczyciela. Ale kto i jak ma doceniać? Nagroda pieniężna w tym przypadku mało daje. Również wyróżnianie na tle innych nauczycieli działa dość krótko. Nauczyciel musi sam zobaczyć, że robi coś wartościowego. Takie docenienie jest możliwe ze strony uczniów, ale ono przeważnie przychodzi po w czasie, więc trudno jest je wykorzystać.

Temu lekowi nie sprzyja też samo miejsce pracy. Często w szkole panuje rywalizacja pomiędzy nauczycielami, wtedy docenienie jednego nauczyciela może być odbierane jako nagana dla pozostałych. Tylko kultura współpracy w gronie pedagogicznym sprzyja przeciwdziałaniu wypaleniu zawodowemu. Czyli współpraca jest lekiem zapobiegawczym.

Podsumujmy – jakie mamy leki na wypalenie zawodowe:

  • Nowe, ciekawe wyzwania
  • Docenienie pracy nauczyciela
  • Współpraca nauczycieli

Jeśli idąc do szkoły nauczyciel ma w perspektywie nowe, ciekawe wyzwania, docenienie ze strony innych nauczycieli, uczniów, dyrekcji i rodziców oraz czekają na niego życzliwe koleżanki i koledzy z którymi można ciekawie porozmawiać o nauczaniu i którzy są gotowi do pomocy, to po prostu nie można się wypalić.

W cytowanym artykule autorki zwracają uwagę na zmianę, która powinna w szkole zajść: "potrzebna jest zmiana standardów w kierunku oddania uczniom części odpowiedzialności za ich naukę, a rolę nauczycieli określać jako facylitatorów procesu uczenia się uczniów, zamiast narzędzi do dostarczania wiedzy uczniom".

Całkowicie się z tym zgadzam i upowszechniając ocenianie kształtujące staram się na to zwracać uwagę. To uczeń się uczy, a nauczyciel mu w tym pomaga. Jeśli odpowiedzialność leży tylko po stronie nauczyciela, to ona go przytłacza. Nie ma siły na wyzwania, ucieka w rutynę i powoli idzie w kierunku wypalenia.

Taka zmiana, o tym też piszą autorki, wymaga odejścia od rozliczania nauczyciela tylko przy pomocy wyników, jakie osiągają uczniowie. Nikt nikogo na siłę nie nauczył, a jeśli się to udało, to na krótko i nie było to głębokie uczenie na którym nam zależy. Nauczycielom potrzebne są szkolenia, w jaki sposób dokonać zmiany mentalnej dotyczącej swojej roli jako nauczyciela. Bardzo trudno jest uwierzyć, że rezygnując ze zmuszania uczniów do nauki, na rzecz zachęcania ich do niej, osiągną oni wysokie wyniki.

Autorki artykułu poświeciły dużo miejsca wypaleniu zawodowemu nowego nauczyciela. Zanim opowiem o ich wnioskach, pozwolę sobie na własne obserwacje.

Ja sama zaczynałam pracę w Politechnice Warszawskiej jako bardzo młoda osoba. Przydzielono mi doświadczonego opiekuna, którego zajęcia obserwowałam przez pół roku, a potem prowadziłam zajęcia pod jego obserwacją. Dało mi to mnóstwo. Nauczyłam się przygotowywać do zajęć, robić notatki, obserwować pracę studentów. Dopiero tak przygotowana zaczęłam prowadzić własne zajęcia ze studentami. Była to znacznie lepsza szkoła niż wszelkie kursy pedagogiczne. Jednak warunkiem sukcesu był świetny opiekun dr Chmaj. W szkole też są opiekunowie stażu. Ale często mało od nich można się nauczyć, a czasami nie całkiem wskazanych rzeczy. A to jest niezwykle ważne. Nowy nauczyciel ma bardzo małe doświadczenie, w czasie kształcenia wstępnego miał kilka godzin praktyk, ale nie wiadomo u jakiego czeladnika i jednak były to tylko godziny. Praca z klasą na całym etapie nauczania, jest zupełnie inną dziedziną sportu. Nauczyciel prowadzący klasę musi ogarniać cały program, wszystkich uczniów i mieć w perspektywie jeszcze ich egzaminy. Nie nauczymy się tego wizytując kilka lekcji, to jest możliwe tylko we własnym doświadczeniu.

Zauważmy jednak, że mamy bardzo dobrego opiekuna stażu. Przy okazji, skąd go brać, gdy ta praca jest tak skromnie opłacana. Ten wspaniały opiekun chce jak najwięcej przekazać swojemu podopiecznemu. Zaczyna popełniać ten sam błąd, co z uczniami, nadmiernie go obciąża. Za dużo zadań, za dużo obowiązków. I już na tym etapie młody nauczyciel może mieć objawy wypalenia zawodowego – „To nie dla mnie, nie dam rady”.

Fragment z artykułu: "Nowi nauczyciele stoją przed zadaniem przygotowania się do pracy w pełnym wymiarze godzin i poradzenia sobie z oczekiwaniami w stosunku do ich pracy. Potrzebny jest spójny, kompleksowy i trwały program w stosunku do nowych nauczycieli. Program ten powinien obejmować zarówno nowych nauczycieli, jak i ich mentorów. Przez pierwszy rok pracy nowego nauczyciela współpraca z mentorem musi być planowa i skoncentrowana na efektach, to przeciwdziała chaosowi we współpracy."

W artykule autorki wspominają, że wypalenie zawodowe może być zaraźliwe. Jak to pracuje? Jeśli atmosfera wśród nauczycieli jest negatywna, jeśli panuje rywalizacja, jeśli nie rozmawia się o nauczaniu i problemach z nim związanych, to poszczególny nauczyciel nie ma znikąd pomocy, zaczyna o sobie myśleć źle, boi się podejmować wyzwania (możliwość porażki i krytyki ze strony innych nauczycieli) i w końcu zaczyna się wpalać od środka.

Czasami kultura panująca w pokoju nauczycielskim ciągnie nauczyciela w dół, nie wypada być zadowolonym z uczniów, nie wypada interesować się nowymi metodami.

Wiele razy obserwowałam, jak nowy nauczyciel przez brak akceptacji grona pedagogicznego odchodził z zawodu. Najpierw przydzielano mu słabego opiekuna (bo nikt nie chciał), potem dawano mu trudną klasę (bo starsi stażem odmawiali jej nauczenia), w trakcie roku szkolnego wyśmiewano się z podejmowanych przez niego sposobów nauczania, a na koniec stwierdzano, że się chyba nie nadaje.

Zakończę cytatem z artykułu: "Wypalenie zawodowe stanowi problem wśród nowych nauczycieli i nauczycieli z 30-letnim stażem. Powoduje odejście z zawodu wartościowych nauczycieli, a na tym cierpią wyniki uczniów. To jest zła wiadomość. A dobra to, że jest możliwość przeciwdziałania wypaleniu zarówno nowych nauczycieli, jak i wszystkich nauczycieli pracujących w szkole."

 

Korzystałam z artykułu Jill Berkowicz and Ann Myers, "Reversing Teacher Burnout is a Possibility Within Reach", Educational Week, sierpień 2017.

 

Notka o autorce: Danuta Sterna – matematyczka, pracowniczka naukowo-dydaktyczna Politechniki Warszawskiej (1974-1986), od 1990 roku nauczycielka matematyki w szkołach publicznych i niepublicznych, autorka publikacji dla nauczycieli i materiałów metodycznych, trenerka programu Szkoła Ucząca Się, kierowniczka Akademii SUS prowadzącej szkolenia dla nauczycieli, autorka książki „Ocenianie kształtujące w praktyce”. Niniejszy wpis pochodzi z jej bloga w partnerskiej platformie Edunews.pl – www.osswiata.pl. 

 

Edunews.pl oferuje cotygodniowy, bezpłatny (zawsze) serwis wiadomości ze świata edukacji. Zapisz się:
captcha 

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie