Dobra szkoła opłaca się wszystkim

Narzędzia
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

jakość edukacjiNie tylko osoby zajmujące się edukacją mają silne poczucie, że dotychczasowa praktyka nauczania szkolnego jest już nieskuteczna. Na szkołę narzekają uczniowie, rodzice... i sami nauczyciele. Nie wspominam już o instytucjach profesjonalnie powołanych do działań na rzecz edukacji, które wyraźnie czują, że obecny stan rzeczy jest mało satysfakcjonujący.

 

Głosy o kryzysie szkoły i edukacji płyną z całego świata. Z kimkolwiek się rozmawia z tzw. obszaru oświatowego w Anglii, Szwajcarii, Francji, Szwecji, Danii, USA itd., zawsze podstawowym tematem jest problem wyczerpania się funkcjonującego modelu praktyki szkolnej i potrzeba wprowadzenia zmian na lepsze, tzn. zmian na rzecz lepszej, innej, nowej szkoły. Wniosek pierwszy może brzmieć tak: ten problem – kryzys w edukacji – ma charakter ogólnoświatowy, więc i wynikać może z pewnych tendencji ogólnych.

Teraz pora na bajkę. Dawno temu... Wyobraźmy sobie program nauczania i model szkoły dla ucznia – neandertalczyka. Wiedza i umiejętności potrzebne do funkcjonowania, czyli do przeżycia i rozumienia świata, mogły być sprowadzone do takich problemów jak: łowiectwo, podtrzymywanie ognia i posługiwanie się pięściakami (z niedokładnie obrobionego kamienia). W neolicie – program mógłby zostać poszerzony o: lekcje rysunku na skałach, tworzenia nowych narzędzi (np. drapaczy, rylców i grotów do strzał) i posługiwania się nimi, ewentualnie jeszcze dla zaawansowanych wprowadzono by budownictwo. Obrzędy i rytuały inicjacyjne „wyrównywały” poziom symboliczno-emocjonalny (duchowy). Wszystko to składało się na niezbędny pakiet „umiejętności życiowych”. Zmiany następowały powoli. A człowiek miał czas, żeby się do nich przygotować.

Zobaczmy więc, co dzieje się obecnie: przyrost wiedzy na świecie (lub inaczej, liczba wiadomości) podwaja się co kilka lat (w informatyce, w naukach ścisłych i technologiach). W zakresie nauk humanistycznych nadzwyczaj trudno jest ustalić podstawowy kanon umiejętności tzw. wykształconego (lub obytego) człowieka. Zatem współczesny człowiek, aby sprostać zmieniającej się rzeczywistości, musi: rozumieć ją, wpływać na nią i ją współtworzyć – musi uczyć się przez całe życie. Nie istnieje punkt „dosyć“. Prawdopodobnie wiec, potocznie mówiąc, należy tego człowieka nauczyć: jak się samemu uczyć, jak oceniać swoje postępy i jak planować swój stały rozwój, stałe doskonalenie umiejętności i wiedzy, czyli nauczyć, jak to robić „na własna rękę”.

Coraz bardziej też popularne staje się hasło: wszystkich ludzi łączy jedna cecha wspólna – każdy jest inny. Terminy: zmiana, ruch, różnorodność, tolerancja, specjalizacja, zaczynają wyznaczać główny trop myślenia o człowieku i jego funkcjonowaniu w świecie. Kończą (skończyły?) się czasy wielkich narracji, wielkich mędrców, omnipotentnych erudytów. Teraz już nikt nie ma patentu na całość.

Jak więc zostać „jasnowidzem” i przewidzieć, jaka konkretna wiedza i jakie konkretne umiejętności przydadzą się naszemu uczniowi za kilka (kilkanaście) lat, kiedy wejdzie on na rynek pracy, zacznie żyć w określonej rzeczywistości (teraz trudnej do zdefiniowania, bowiem także podlegającej nieuniknionym procesom zmian). Jaki będzie ten świat? Czy będzie to jeszcze bardziej zatomizowana rzeczywistość? Czy będzie zapotrzebowanie na specjalistów od wybranego skrawka świata? Czy ludzie będą jeszcze pisać do siebie listy, czy tylko wysyłać informacje e-mailem? Czy będzie zapotrzebowanie na specjalistów globalnych? Juz teraz najpopularniejsze książki to telefoniczne lub streszczenia streszczeń. A co z interakcjami międzyludzkimi, emocjami i uczuciami? Czy człowiek przyszłości będzie człowiekiem samotnym?

Czego wiec należy uczyć? Z badań wynika, że dorośli jeszcze korzystają i uczą się z książek, ale dzieci i młodzież szybciej uczą się z Internetu, telewizji i to w rytmie MTV. No cóż, wychowanie przy pomocy „elektronicznej niańki” zmieniło ich preferencje percepcyjne. I nie można się z tym nie liczyć. Ale też – przy całym tym radzeniu sobie z „elektronicznym” światem – pozostaje problem, którego przynajmniej na razie nie rozwiąże żaden komputer. Jest to jeden z najważniejszych problemów człowieka, od wieków brzmiący tak: kim jestem, dokąd idę i po co to wszystko?

Problem ten niegdyś był załatwiany serią specjalnych ceremonii i obrzędów, w tym inicjacją w dojrzałość. Teraz nie ma prawie nic, zaś potrzeba wspólnoty, wrażeń, uczuć czy potrzeba znalezienia jakichkolwiek „połączeń”, aby włączyć się z poczuciem sensu w rzeczywistość, domaga się zrealizowania. I to w wypadku każdego człowieka.

W tych najważniejszych obszarach, jakimi są m.in.: kształtowanie obrazu samego siebie, kształtowanie relacji ja-świat, pokonywanie problemów osobistych i społecznych, które docierają do świadomości dzieci (jak przemoc, alkoholizm, narkomania, zagrożenia ekologiczne) – dzieci są pozostawiane same sobie. W pewnym momencie zaś wymaga się, aby dziecko zachowywało się w sposób „dorosły”, odpowiedzialny! Ludzie robią więc, co wiedzą, robią to, czego się nauczyli, zaobserwowali w swoim świecie, aby czuć się dobrze.

Jedni mają szczęście wychowywać się w przyjaznym im, korzystnie stymulującym rozwój środowisku, inni mają mniej szczęścia, zatem poddawani są (mniej lub bardziej) chaotycznej stymulacji różnej jakości oddziaływań wychowawczych domu i środowiska rówieśniczego, mass mediów, lektur, kina itp.

Sama szkoła także nieco przypomina więżę Babel. Kilkanaście języków opisywania i wyrażania świata: biologia, fizyka, matematyka, język ojczysty i języki obce, geografia, historia... Czym się żywi euglena, jaką rybę jadł Wokulski, wzór na prędkość światła, Urszulka i jej poetyckie talenty, bogactwa mineralne Meksyku, cierpienia młodego Wertera i krucjaty dziecięce... Nowa lekcja, nowy język, inna epoka. Zdarza się, że uczeń nawet się nie dowie, że cały czas jest mowa o tym samym. Fakty, daty, wykresy, słówka, wzory, skrawki... rozrzucona układanka świata do zapamiętania i zapomnienia.

Dociekliwe dziecko szuka połączeń i pyta nauczyciela fizyki: czy efekt fotonowy występuje w fotosyntezie? No tak, ale to było zbyt trudne pytanie... Co dalej? Jak można na to reagować? Co można zrobić, aby czas spędzony przez ucznia w szkole, tj. około 20 tysięcy godzin, był dla niego pożyteczny? Bo jeżeli będzie to czas pożytecznie i sensownie spędzony – wtedy i praca nauczyciela będzie odbierana jako pożyteczna i sensowna. A kiedy czujemy, ze nasza praca, nasze oddziaływania mają głębszy sens – jesteśmy bardziej zmotywowani, zaangażowani, także do poszukiwań nowych, lepszych rozwiązań, jesteśmy bardziej otwarci, spokojni, nastawieni na zrozumienie drugiego człowieka, współpracę i niesienie pomocy, tam gdzie jej potrzeba.

Stawiam pytanie: a jak wy sami chcielibyście, żeby było? Jak sami wyobrażacie sobie lepsza szkołę, bardziej dostosowaną do realiów życia, do przyszłości, w której znajdzie się wasz uczeń? Czego chcielibyście go nauczyć? Odwołajcie się, proszę, do swojego doświadczenia. Pomyślcie, co wam najbardziej doskwierało w karierze szkolnej, co było dobre? Co wynieśliście ze szkoły w sensie wiedzy, umiejętności, wyobrażeń o życiu, wartości i przekonań na swój temat? Czego się nauczyliście o sobie? Co było faktycznie ważne dla waszego życia, a bez czego zupełnie dobrze sobie radzicie? Pomyślcie, jak można pogodzić obie perspektywy: własnych doświadczeń i przewidywanych doświadczeń potrzebnych dziecku do sprawnego, samodzielnego funkcjonowania w świecie za ileś tam lat?

Do czego może służyć szkoła? Jak wykorzystać zasadnicze możliwości tej struktury, czyli długotrwałe i systematyczne jej oddziaływania? Wydaje się, że z analizy rozmaitych naukowych opracowań, raportów o stanie edukacji, praktycznej obserwacji i doświadczeń, z całej tej masy postulatów, wniosków, zaleceń wydobywa się taka myśl: ważniejsza jest generalnie umiejętność rozumienia świata i siebie niż zdobywanie wiedzy (zwłaszcza owej encyklopedycznej, skrupulatnie dzielącej świat na niezależne porcje wiadomości). W zasadzie, dość jednomyślnie uznaje się, ze w podstawowym zestawie umiejętności powinny się znaleźć:

  • umiejętność myślenia, myślenia kreatywnego, myślenia w działaniu (myślenia historycznego, myślenia w kategoriach procesów i systemów, myślenia o konsekwencjach, myślenia w różnych konwencjach...);
  • jak i umiejętność poszukiwania i znajdowania informacji, oceny, weryfikacji, wykorzystania, odróżniania źródeł informacji, umiejętność samodzielnego uczenia się i autoewaluacji (samooceny – umiejętność niezwykle obecnie lekceważona);
  • umiejętność integracji wiedzy i osiągania kompetencji, składających się z różnych umiejętności, pochodzących z rozmaitych doświadczeń osobistych i grupowych;
  • umiejętność współpracy ze wszystkimi podmiotami zaangażowanymi w dane działanie (umiejętność przyjmowania ról, kształtowanie odpowiedzialności za zespołowe wyniki pracy), a więc...
  • umiejętność sprawnego porozumiewania się ze sobą i innymi.

Powyższy zestaw umiejętności jest przeznaczony dla uczniów. Człowiek, który opanował takie umiejętności, wydaje się dobrze przygotowany do samodzielnego życia: wie, rozumie, potrafi. Z perspektywy nauczyciela, z perspektywy szkoły, zmusza to do zmiany myślenia o filozofii procesu kształcenia i tym samym – określa potrzebę rekonstrukcji praktyki pracy w szkole na co dzień.

Zmienia to też model kształcenia nauczycieli, którzy nie funkcjonują tu jako eksperci przedmiotowi, ale staja się ekspertami od nauczania: aktywnymi przewodnikami ucznia, doradcami edukacyjnymi, wykorzystującymi potencjał ucznia dla realizacji jego kariery edukacyjnej i to w pełnej akceptacji dla faktu, że każdy człowiek jest inny i ma prawo do wyboru własnej drogi życiowej. Zadaniem dobrego nauczyciela jest uczyć tak, aby uczeń sam się zaczął uczyć. Można tego dokonać „metoda trzech kroków“:

  1. należy organizować sytuacje sprzyjające samodzielnemu uczeniu się (sytuacje aktywizujące procesy uczenia się),
  2. należy wyposażać uczniów w techniki i narzędzia uczenia się i myślenia,
  3. należy zachęcać i „popychać” ich do uczenia się, czyli rozwoju.

Czy można zaakceptować taki tok rozumowania, takie warunki i zasady prowadzenia edukacji szkolnej? Proces edukacji to stałe wywieranie wpływu. Edukacja jest zawsze skierowana na określony cel, który powinien być zdefiniowany poprzez mierzalne kryteria i... sensowne zastosowanie. Podstawowe narzędzie edukacji to komunikacja. Zachowania ucznia są uwarunkowane jego osobistą interpretacją świata, która jest zawsze nieco inna niż nauczyciela. Uczeń nie jest „ograniczonym” osobnikiem. Jego wybrane zachowania wynikają z braku umiejętności rozwiązywania problemów i ograniczonego zestawu odpowiedzi w danym kontekście (właściwym dla danej fazy rozwojowej).

Nauczyciel powinien zaakceptować i wykorzystać umiejętności i wiedzę ucznia. Najważniejsze – to nawiązanie odpowiedniego kontaktu. Nauczyciel jest odpowiedzialny za efekty edukacji szkolnej... uczeń także, pod warunkiem, że jest odpowiednio wyposażony w techniki i narzędzia sprzyjające procesom uczenia się. Zmiany w procesie edukacji zachodzą w wymiarze (co najmniej): poznawczym, behawioralnym, afektywnym, relacji i symboli. Nauczyciel jest bardzo ważną osobą w organizacji procesu uczenia się ucznia. Jak by to było, gdyby nowa szkoła polegała głównie na wspieraniu kariery edukacyjnej każdego ucznia? Każdy z czytelników niech teraz sam sobie odpowie, czy warto, aby tak właśnie było?

(Gazeta Szkolna, 23.11.2007)

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie