Cyfryzacja polskiej szkoły a dozwolony użytek edukacyjny

Narzędzia
Typografia

Trwająca dyskusja nad zmianami prawa autorskiego powinna dotyczyć także edukacji. W przypadku szkół obecne zapisy prawne nie nadążają za rzeczywistością i zamiast wzmacniać kreatywność nauczycieli i uczniów bardzo ją ograniczają. Do tego dochodzi brak wiedzy i świadomości, w jaki sposób nauczyciele i uczniowie dziś mogą korzystać z dozwolonego użytku edukacyjnego. Już wkrótce Centrum Cyfrowe przedstawi raport dotyczący reformy prawa autorskiego dla edukacji. Dziś chcemy rozpocząć dyskusję o tym, co nas uwiera w prawie autorskim z perspektywy edukacji.fot. sxc.hu

Polska szkoła coraz śmielej wybiera ścieżkę, na której korzystanie z komputera i Sieci staje się absolutną normą. Dotyczy to zarówno pracy na lekcji i w domu w czasie przygotowywania zajęć, jak i odrabiania pracy domowej, czy wykonywania dodatkowych ćwiczeń. Wraz z postępem pojawia się wiele pytań o zgodne z prawem wykorzystania wszelkich treści i materiałów obecnych w obiegu edukacyjnym, zarówno w wersji cyfrowej jak i tradycyjnej. Jesteśmy w trakcie (przynajmniej deklarowanych przez urzędników) wielkich zmian w edukacji, które muszą dotyczyć także, a może nawet przede wszystkim obszaru cyfryzacji szkolnictwa. Projekt „Cyfrowa szkoła” zakłada przecież rozwijanie u nauczycieli i uczniów kompetencji w zakresie stosowania technologii komunikacyjno–informacyjnych. Trudno sobie wyobrazić pełne powodzenie tego projektu bez szerokiej kampanii edukacyjnej, informacyjnej i zakrojonych na jak najszerszą skalę działań uświadamiających, co można legalnie robi dziś, jakie czekają nas wyzwania związane z cyfryzacją edukacji i czego potrzeba, aby tym wyzwaniom sprostać.

Wydaje się, że wdrażanie takiego projektu jak „Cyfrowa szkoła” jest idealnym momentem rozpoczęcia działań w zakresie edukacji medialnej, ale zagadnieniu nie poświęcono do tej pory szczególnie dużo refleksji. Tymczasem nie chodzi przecież tu już tylko o pytania dotyczące kopiowanie fragmentów książek przy użyciu rozgrzanej nieraz do czerwoności kserokopiarki, przy której, w czasie szkolnej przerwy, stoją podenerwowani nauczyciele. Katalog obszarów poszerzył się i wciąż poszerza o legalność korzystania z zasobów multimedialnych, czy dzielenia się wiedzą przy wykorzystaniu materiałów pozyskanych z innych źródeł, w tym przede wszystkim Internetu. Chodzi o przyszłość, w której rosnącą rolę będę odgrywać cyfrowe podręczniki i materiały edukacyjne, powszechne korzystanie z wirtualnych platform, korzystanie z coraz liczniej wykorzystywanych w działaniach edukacyjnych aplikacji, programów, narzędzi do prezentacji itp. Cyfrowa szkoła w pełnym wymiarze, skutecznie spełniająca swoją rolę w czasach zmieniających się wymagań edukacyjnych to miejsce, które daje pełnię możliwości dzielenia się wiedzą i efektami nauczania w relacjach nauczyciel – uczeń. Dziś tego brakuje.

Im więcej stawiamy pytań, tym częściej okazuje się, że obecne obowiązujące zapisy dotyczące prawa autorskiego w kontekście instytucji edukacyjnych wymagają specjalnej refleksji i przede wszystkim zmian. Gdy oddamy nauczycielom głos okazuje się, że realizacja działań edukacyjnych metodą projektu jest dosyć utrudniona w sytuacji, gdy każdy projekt edukacyjny powinien być oryginalnym utworem, w którym na prawach cytatu możemy jedynie włączać urywki lub drobne utwory, obowiązkowo podając nazwisko autora. Projekt, którego sednem jest analiza utworu czy utworów, których nie można opublikować w całości bez pewności, że nie robimy niczego niezgodnie z prawem wydaje się być niepełny i ograniczony. Trudno nauczycielom w sytuacji, w której mają do czynienia z tak szeroką paletą źródeł stawiać sobie nieustająco pytanie – co z prawami autorskimi.

Ograniczenia i utrudnienia to nie wszystko, istnieją również inne wątpliwości w obszarze „cyfryzacji”. Dotyczą one na przykład umieszczania i dzielenia się materiałami na otwartych platformach edukacyjnych, na których nie ma jasności w kwestii praw autorskich. Pojawia się pytanie - skąd uczniowie i nauczyciele maja wiedzieć, kto ma prawa autorskie do wybranych utworów? Ile czasu zajęłyby próby ich zdobycia? Czy bez potrzebnych zmian może okazać się, że uczniowie mają uczyć się pracując z internetem, ale najpierw muszą przeprowadzić śledztwo, czy wolno korzystać ze zdjęć, tekstów i materiałów, do których ktoś może mieć prawa autorskie. W takiej sytuacji, w każdej szkole trzeba będzie zatrudnić prawnika. Prawdopodobieństwo takiej sytuacji pokazuje przykład Niemiec. Jedna z opiekunek międzynarodowego projektu edukacyjnego opowiadała mi niegdyś, że gdy chciała opublikować na otwartej platformie edukacyjnej oraz stronach internetowych obu szkól zebrane materiały – linki do filmów zebranych w Sieci, czy skany z gazet, niemiecki partner namówił ją do odstąpienie od tego pomysłu, tłumacząc, że szkolny prawnik spodziewa się pozwów dużych kancelarii prawniczych wynajętych przez wydawców, tropiących łamanie prawa np. przez instytucje naukowe.

Trudno sobie wyobrazić, że każda polska szkoła z powodu ograniczeń i niejasności będzie zatrudniać prawników.

Jednocześnie okazuje się, że nienadążanie prawa autorskiego za cyfryzującą się edukacją to jedno, a brak świadomości środowiska szkolnego o obecnych możliwościach to drugie. Wciąż wydaje się, że możliwości legalnego wykorzystania treści w działaniach edukacyjnych nie są szeroko rozpowszechnione. Brakuje przede wszystkim wiedzy i świadomości. Wśród edukatorów i uczniów brakuje chyba również odwagi, aby po tę wiedzę sięgać, tym bardziej, że wspomniana cyfryzacja poszerza jedynie wątpliwości. Efekt jest taki, że co prawda nauczyciele mówią, że prawo autorskie jest ważne, jednak nie reagują w sytuacji, gdy mają do czynienia z ewidentna sytuacją plagiatu ze strony ucznia, co pokazują doświadczenia m.in. organizacji pozarządowych pracujących co dzień ze szkołami. Deklaracja, że temat jest istotny nie idzie w parze z edukacją i praktyką w sytuacji, gdy mają do czynienia z problemem.

Brak wiedzy i świadomości prowadzą również do tego, że nauczyciele i uczniowie nie zdają sobie sprawy, że przepisy dają im przywileje. Co gorsza, ma się wrażenie, że szkoła jest, co zaskakujące, miejscem kampanii i działań, które tylko wzmacniają przekonanie, że „nie można niczego w szkole kopiować” a oglądanie filmu (nawet fragmentu) na lekcji narusza prawa autorskie twórcy. Mam tu na myśli projekty typu „Legalna Kultura”, w której rozwój kultury i edukacji są na wtórnym miejscu w stosunku do praw twórców.

Warto zastanowić się, czy taka postawa nie spowoduje, że pomimo możliwości, które niesie ze sobą cyfryzacja edukacji, nauczyciel a co za tym idzie uczeń pozostaną przy swojej rozgrzanej kserokopiarce, zamiast dowiedzieć się, jak legalnie korzystać i dzielić się zasobami, pochodzącymi z różnych źródeł, czyli jak w pełni korzystać z technologicznego rozwoju. Przecież zamiast zwiększać świadomość prawa nauczyciele oraz uczniowie mogą wyrobić sobie przekonanie, że najlepiej zatrzymać się na tym, co już wiedzą kosztem rozwoju. Tym bardziej, że – jak przyznają nauczyciele w rzeczywistości szkolnej (rzeczywistości „nieustannego pośpiechu i rozbudowanej formalizacji” – jak określają ją sami nauczyciele) liczą się przede wszystkim normy, standardy i efekt końcowy a nie budowanie u siebie i uczniów świadomości, w tym przypadku prawnej.

Tymczasem polskiej edukacji tego, czego bardzo brakuje to otwartość i kreatywność. Stąd istotna wydaje się potrzeba szerzenia wiedzy i świadomości możliwości, które niesie ze sobą cyfryzacja szkół. Oraz potrzeb zmian w zapisach prawa, tak aby podążały one za zmianami w edukacji.

Zakres dozwolonego użytku edukacyjnego

W tej chwili działalność szkół w zakresie legalności korzystania z zasobów zależy od zasad dozwolonego użytku. Dozwolony użytek został ustanowiony w celu zabezpieczenia ważnych interesów publicznych, w tym dostępu do wiedzy, nauki i edukacji. To konkretne zapisy w prawie autorskim dają w tej chwili podstawę uczestnikom „sytuacji edukacyjnych” do legalnego korzystania z określonych zasobów. Problem w tym, że przede wszystkim nauczyciele mają problem z zdefiniowaniem dozwolonego użytku. Z drugiej strony pojawia się pytanie, czy rolą nauczyciela jest zastanawianie się, jak wygląda kwestia autorstwa materiałów, z których korzysta, jaki jest ich status. Wydaje się, że nauczyciel powinien uczyć korzystając z jak największej otwartości dostępnych materiałów i możliwości dzielenia się efektami pracy z innymi bez obaw, że postępuje niezgodnie z zasadami. Stąd też jedną z kluczowych potrzeb w zakresie reformy prawa autorskiego dla edukacji jest rozszerzenie zakresu przedmiotowego dozwolonego użytku.

Tymczasem dziś zapisy w obszarze dozwolonego użytku regulują szczegółowo kwestie legalnego korzystania z zasobów i treści w czasie lekcji, czy imprez szkolnych, w sposób który nie przystaje do rzeczywistości. Wraz z katalogiem dozwolonego użytku idą zapisy wskazujące również na ograniczenia dotyczące miejsca rozpowszechniania zasobów edukacyjnych, czy sposobów dzielenia się efektami działań edukacyjnych, np. prezentacjami gromadzące efekty działań projektowych prowadzonych przez klasę.

Na co dziś pozwala dozwolony użytek w obszarze edukacji?

Ten tekst ma charakter edukacyjny i jego celem jest przedstawienie najważniejszych korzyści płynących z dozwolonego użytku edukacyjnego. Ale chodzi o coś więcej – o rozpoczęcie debaty na poziomie zarządzających systemem oświaty, którzy wciąż nie próbują wpływać na Ministerstwo Kultury Dziedzictwa Narodowego oraz Ministerstwo Edukacji Narodowej w celu przeprowadzenia zmian, mogących ułatwić pracę edukacyjną. Wraz ze zmianami, które sprawią, że dozwolony użytek będzie nadążał za cyfryzacją i obejmował nie tylko określone obecnie w prawie instytucje publiczne, ale również np. organizacje pozarządowe powinna pójść szeroko zakrojona kampania informacyjna na temat praw autorskich i otwartości w edukacji.

O niektórych działaniach można dziś tylko pomarzyć, ale wydaje się, że na dłuższą metę powinno brać się je poważnie pod uwagę. Pomysłów jest zresztą więcej. Kluczowe wydaje się przygotowanie nauczycieli do pracy z kwestiami własności intelektualnej w edukacji już od poziomu studiów pedagogicznych. W instytucjach publicznych i organizacjach pozarządowych powinny funkcjonować telefony zaufania i punkty konsultacji prawnej, a w Sieci powinny się znaleźć specjalnie przygotowane narzędzia do umieszczania pewnych i sprawdzonych treści, co do których nie ma żadnych wątpliwości prawnych. Może być ich jeszcze więcej, jeśli do wszystkich zainteresowanych dotrze, że edukacja jest dobrem, które stoi ponad interesami posiadaczy praw autorskich.

***

Projekt Centrum Cyfrowego „Reforma prawa autorskiego dla edukacji” to kontynuacja projektu zawierającego propozycje reformy prawa autorskiego dla bibliotek. Projekt zaczął się od warsztatów eksperckich, powstaje rozbudowany materiał prawny oraz materiały edukacyjne.

Notka o autorze: Marcin Grudzień jest koordynatorem projektów z zakresu edukacji medialnej i trenerem w Fundacji Nowe Media, uczestnikiem warsztatów eksperckich „Reforma prawa autorskiego dla edukacji”, wykładowcą w Społecznej Akademii Nauk w Warszawie.

Tekst jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz autora i Centrum Cyfrowego Projekt: Polska. Treść licencji jest dostępna na stronie: http://creativecommons.org/licenses/by/3.0/pl/legalcode

Edunews.pl oferuje cotygodniowy, bezpłatny (zawsze) serwis wiadomości ze świata edukacji. Zapisz się:
captcha 

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie