Efekt świętego Mateusza albo rzecz o jakości edukacji

fot. Fotolia.com

Narzędzia
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Wielu nauczycieli, uczniów oraz ich rodziców zna zapewne przypowieść o talentach. Opowiada ona historię trzech sług, którzy otrzymawszy od swojego pana na przechowanie pieniądze, w dwóch przypadkach je pomnożyli a w jednym nie, gdyż sługa zamiast je wykorzystać, zakopał aby oddać w kwocie jaką otrzymał na przechowanie. Na ogół wspominając tę przypowieść podkreśla się jakie to ważne, by korzystać ze swoich talentów, pracować nad ich pomnażaniem. Uczenie się jest ważne, a pomnażanie wiedzy i umiejętności to kluczowa powinność każdego ucznia. To żal, że nie wszyscy to rozumieją. Większy być może jednak, że nie wiedzą dlaczego.

Różnorodność, która czyni nierówność

Jak w przypadku większości historii biblijnych, interpretacja i tej, wziętej z ewangelii św. Mateusza, wcale nie jest ani prosta, ani zbyt oczywista. Zwrócił na to uwagę amerykański socjolog Robert Merton, który skupił się nie na tym, że jeden ze sług nie skorzystał z powierzonego mu talentu, ale na tym, że najwięcej skorzystał ten, który otrzymał ich najwięcej. Tłumaczy to wers, który mówi, że: „…wszelkiemu mającemu będzie dano, i obfitować będzie, a temu, który nie ma, i to, co się zda mieć, będzie wzięto…”. Jednym słowem dla pomnażania czegokolwiek potrzebny jest na wejściu jakiś wkład - im większy, tym efekt bardziej spektakularny. Tak właśnie wygląda spopularyzowane przez Mertona zjawisko, które opisał jako tzw. efekt św. Mateusza. Zjawisko, którego przejawem może być rozwój i osiągnięcia uczniów czy studentów pochodzących z zamożniejszych rodzin. Tych zwłaszcza, którzy trafiają do lepszych szkół i stają się lepiej wykształceni, niż ich ubożsi koledzy. Każdy ma prawo do edukacji. Ten jednak, który może z tego korzystać pięciokrotnie bardziej zyskuje najwięcej. Kto tylko na poziomie podstawowym – co się zda mieć, będzie mu wzięte.

Gettyzacja edukacji?

Edukacja, w myśl podstawowych założeń większości krajów demokratycznego świata, stanowi jeden z podstawowych warunków egalitaryzmu społeczeństw. Nie tylko bowiem „wszyscy rodzimy się równi wobec prawa”, ale też powinniśmy mieć zagwarantowany taki sam dostęp do instytucji decydujących o naszym rozwoju. Dlatego gwarancja powszechnego dostępu do nauki jest i powinna być obowiązkiem państwa. Z pozoru proponowane rozwiązania wydają się być wymarzone i podkreśla niezwykłą dbałość państwa o losy swoich nieletnich obywateli. Z pozoru, jako że opisywane zobowiązanie ogranicza omawiany efekt św. Mateusza. Pełny, zróżnicowany i rzeczywiście powszechny dostęp do szkół mają bowiem tylko ci, którzy mogą korzystać z realnie szerokiego spektrum możliwości. Na przykład dzieci z dużych miast, z dobrze uposażonych domów, wywodzące się ze środowisk, dla których edukacja jest ważna. Żyjemy jednak w świecie, w którym - jak napisał w swojej książce „Gniew” Tomasz Markiewka: „…zewsząd słyszymy, że samorealizacja jest naszym obowiązkiem: mamy wziąć sprawy we własne ręce i być ludźmi sukcesu. Jednocześnie stworzyliśmy warunki społeczne, w których stosunkowo niewielu ludzi może się tym sukcesem cieszyć (…) nawet tak wyjątkowe jednostki jak Edison i Gates zdobyły swoją pozycję tylko dlatego, że wspierał je szereg instytucji zbiorowych: infrastruktura naukowa umożliwiająca im zdobycie wiedzy i eksperymentowanie w jej obrębie; prawo spółek i inne przepisy prawa handlowego, dzięki którym mogli potem zbudować swoje firmy”. Dlatego tak trudno się mi zgodzić z tą częścią rodziców, którzy mówią, że państwo powinno im oddać ich pieniądze, a oni sami lepiej zadbają o edukację swoich dzieci. Oddać, czyli odebrać tym, którzy i tak mają mniej. Żeby mając do dyspozycji pięć talentów dojść do dziesięciu. Tym zaś co mają jeden, odebrać i ten a w konsekwencji zamknąć możliwość jakiegokolwiek rozwoju.

Wykorzystanie internetu

Edukacja domowa to na ogół intensywna oraz celowa praca uczestniczących w niej uczniów oraz ich rodzin i znajomych. To gotowość, chęć i zaangażowanie w wykorzystanie wszystkich możliwości osobistego rozwoju dziecka. Wzrost kompetencji i nierzadko doskonałe wyniki uczestników tego procesu nie biorą się znikąd. Zwolennicy różnych form nowej edukacji podkreślają nieograniczone możliwości jakie stwarzają olbrzymie zasoby internetu. Chodzi o bezpośredni dostęp do każdego ucznia. Możliwość przygotowywania treści i zadań skrojonych na miarę poszczególnych uczniów. To wszystko tylko część prawdy. Tu również działa efekt, który sposób szczególny wykazał kanadyjski psycholog Keith Stanovich. Badał on rozwój nauki czytania i pisania z uwzględnieniem poziomu tych umiejętności z jakimi uczniowie przychodzili do szkoły. Udowodnił, że ci, którzy przychodzili do szkoły ze środowisk, które wyposażyły ich w podstawowe kompetencje w tym zakresie, z łatwością i coraz bardziej je umacniali. Uczniowie pozbawieni tych atrybutów musieli pracować więcej, co odbierali jako niesprawiedliwość oraz porażkę w efekcie mniej chętnie czytali i pisali i pogłębiali swoje braki w stosunku do lepiej sobie w tym zakresie radzących. Jedną z konsekwencji tego stanu rzeczy jest zakres możliwości korzystania z zasobów internetu. Czytający szybciej i łatwej kojarzący ze sobą rozmaite treści mogą się uczyć samodzielnie a nawet przygotowywać do skutecznego uczenia innych. Czytający wolniej, ale w miarę dobrze radząc sobie z możliwościami cyfrowymi, mogą rozwijać się tworząc rozmaite projekty z wykorzystaniem wybranych programów czy aplikacji bądź korzystać z gotowych gier i wzmacniać swoje kompetencje jako gracza. Ci zaś, którzy nie dysponują odpowiednimi umiejętnościami w zakresie czytania i przetwarzania informacji, a dodatkowo funkcjonują w obszarze rozmaitych ograniczeń sprzętowych czy dostępu do szybkiego internetu- po prostu tracą. Korzystają tylko z możliwości podstawowych, bez refleksji i bez możliwości wykorzystywania ich dla rzeczywistego rozwoju. Zasoby internetu są dostępne dla wszystkich. Problem polega na tym, że nie wszyscy są gotowi czy wystarczająco zdeterminowani by z nich skorzystać (nie wszyscy też są świadomi tego, że są takie zasoby).

Co może szkoła?

Wiele wskazuje na to, że pierwsza rzecz, której powinna się wyzbyć szkoła i nauczyciele, to zdecydowani odstąpić od strategii zapisanej w cytowanej ewangelii. Uznawszy, że każdy z nas dysponuje innymi zasobami, pomyślmy raczej o tym, jak wzmocnić tych, którzy otrzymali mniej, by mogli mnożyć nie tylko w dwójnasób, ale na tyle, na ile zdołają. Szkoła może i powinna być środowiskiem zróżnicowanego stymulowania rozwoju. Miejscem, w którym każdy będzie mógł pomnażać swoje talenty, bez względu na to, z jakimi zasobami do niej trafił. Wtedy zapewnimy w miarę zrównoważony rozwój społeczny.

 

Notka o autorze: Jarosław Kordziński – obserwator rzeczywistości edukacyjnej w Polsce i na świecie. Autor, między innymi wydanej w 2022 roku przez Wydawnictwo Wolters Kluwer książki „Edukacja wyzwolenia szkól i nauczycieli”. 

Źródła:

  • Rudolf Farys, Matthew effects in science and the serial diffusion of ideas: Testing old ideas with new methods. Quantitative Science Studies (2021) 2 (2), MIT Press Direct.
  • Jessica Boschen, The Matthew Effect in Early Reading - Important Things to Know, whatihavelearnedteaching.com, 2022.

 

Edunews.pl oferuje cotygodniowy, bezpłatny (zawsze) serwis wiadomości ze świata edukacji. Zapisz się:
captcha 
I agree with the Regulamin

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie