Szkoła w okopach (2). Mit wykształcenia

Narzędzia
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times
system oświatySzkoła prowadzi uczniów pod prąd, niezgodnie z najważniejszymi kierunkami rozwoju nauki, techniki, demokracji, ekonomii, kultury, sztuki, potrzebami współczesności i przyszłości. W części I zawarłem apel o niezapychanie mózgu ucznia - uczyć korzystania z zasobów pamięci konwencjonalnych i cyfrowych, wykorzystać wiedzę w książkach, bazach danych, Internecie.
 
Ale bądźmy ostrożni i nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Absolwenci naszych szkół powinni jednak coś wiedzieć. „Obowiązek szkolny to relacja zachodząca między państwem a obywatelem. Jej celem jest uzyskanie przez obywatela odpowiedniego poziomu wiedzy.” Odpowiedni poziom wiedzy to wykształcenie. Nasza edukacja jest zbudowana na micie wykształcenia. Człowiek wszechstronnie wykształcony – ideał, którego ucieleśnieniem jest przedwojenny inteligent (co ciekawe, kojarzony raczej z jedną płcią). Przeciwieństwem jest człowiek niewykształcony lub słabo wykształcony, niedouczony. W myśl tego modelu, uczeń powinien zdobywać najwyższe oceny z wszystkich przedmiotów, zdać maturę jak najlepiej i ukończyć jakieś studia. Miarą sukcesu młodego człowieka jest poziom jego wykształcenia, a miarą wykształcenia jest ilość szkół, które ukończył i średnia ocen.  Mamy tu do czynienia z kodem kulturowym, który wywodzi się z dalekiej przeszłości. Niestety, staje się on coraz bardziej anachroniczny, a nawet szkodliwy.

Oto uproszczona lista „szkód”. System skoncentrowany na ocenianiu poziomu wiedzy wprowadza wyraźny podział na uczniów lepszych i gorszych. To z kolei, stanowi pożywkę podtrzymującą anachroniczne podziały i antagonizmy w społeczeństwie „dorosłych”: wykształceni – niewykształceni, lepsi – gorsi, ważniejsi – mniej ważni. Jak często mówimy naszym dzieciom: staraj się, żeby zostać lekarzem, inżynierem, prawnikiem, a jak ci się nie powiedzie, to zostaniesz piekarzem, fryzjerem lub mechanikiem. Tak jakby życie było wyborem zero-jedynkowym: sukces albo porażka. Szkoła w okopach nie przyjmuje do wiadomości, że piekarz, fryzjer i mechanik, nie mając wszechstronnego wykształcenia i wysokiej średniej, mogą być tak samo pożyteczni dla społeczeństwa oraz wieść szczęśliwe i wartościowe życie, jak lekarz, inżynier czy prawnik. Fryzjer może być mistrzem w swoim fachu, cieszyć się dużym wzięciem wśród klientów i wysokimi dochodami, działać aktywnie w jakiejś NGO, uprawiać ogród lub fotografię, pasjonować się hokejem lub operą.

Paradoksalnie, paradygmat wszechstronnego wykształcenia opartego na wiedzy, hamuje i niszczy wszystkich uczniów – słabsi nie są w stanie sprostać wymaganiom, silniejsi nie mają okazji do optymalnego rozwoju swoich uzdolnień. Presja na maturę i studia wyższe powoduje ich deprecjację. Spada ranga uczelni i wykształcenia zwanego wyższym. Młody człowiek kształci się po maturze dalej, bo tak trzeba, bo nie ma innego wyjścia. Efektem są dobrze wykształceni bezrobotni, których rozmowa z potencjalnym pracodawcą może wyglądać tak:
 – Z czym przychodzisz? – Z piątkami. – Co potrafisz? – Dobrze zaliczam testy. Mimo, a może z powodu, boomu edukacyjnego, ciągle słychać narzekania na obniżanie się poziomu nie tylko wiedzy „szkolnej” absolwentów, ale również ogólnej orientacji w otaczającej rzeczywistości, umiejętności komunikacji, kultury osobistej, zdolności do współdziałania, itd.

Zatem zapytajmy: jak wyprowadzić szkołę z okopów i w którą stronę ją skierować? Wydaje się, że odpowiedź znamy: zmienić paradygmaty oświaty powszechnej.

Dotychczasowy system edukacji zbudowany jest na następujących założeniach:
»  Wszyscy ludzie otrzymują od szkoły ten sam, jednorodny zasób wiedzy do opanowania.
» Wiedza podzielona jest na obszary, zwane przedmiotami, zgodnie z tradycją akademicką.
» Co 45 minut, każdy mózg, niezależnie od swoich właściwości, musi przeskakiwać do innego obszaru. 
» Szkoła ocenia poziom opanowania wiedzy każdego ucznia, w każdym z obszarów. Uzyskane oceny są najważniejszym wyznacznikiem efektów pracy ucznia, nauczyciela i szkoły.
Taki model, który został ukształtowany w XIX wieku i coraz bardziej rozmija się z rzeczywistymi potrzebami współczesnego człowieka i społeczeństwa.

To stwierdzenie stało się już oklepanym banałem: szkoła przestała być najważniejszym źródłem informacji o świecie, szczególnie tych o charakterze faktograficzno-encyklopedycznym. Ale mamy do czynienia z paradoksem: szkoła okopała się pod sztandarem z napisem „my damy tobie najlepszą wiedzę i najlepiej ciebie ocenimy”. Bo rzeczywiście tak dawniej było – szkoła miała niemalże monopol na wiedzę. Gwałtowny rozwój nośników informacji, jakimi są książki, prasa, radio, telewizja, Internet i cyfrowe bazy danych przełamały ten monopol już dawno. Dlatego szkoła powinna radykalnie zmienić swoją funkcję przekaźnika wiedzy: z co – na jak i po co, z ucz się i zdawaj – na wybieraj i działaj.

Matematyka - bywa ciekawa; pozwolić iść utalentowanym daleko i wysoko, a słabym powoli, czasem niech nawet podrepczą w miejscu.

Fizyka, chemia, biologia – bywają fascynujące. Jak wyżej. Zamiast „pędzić z materiałem”, skupić się na dokładnym pokazaniu na czym polegają metody, eksperymenty, weryfikacje hipotez, modele, teorie naukowe. Ukazać różnice między wiedzą naukową i nienaukową. Przedstawiać nie tylko obszary wiedzy, ale także jej granice, pytania i wątpliwości, przedmioty sporów. Biologia, to nauka również o twoim ciele.

Nauka o języku polskim. Nudna gramatyka może być bardzo ciekawa. Jak wyżej. Ty tworzysz swój język, twój język określa ciebie.

Nauka o literaturze. Tu widzę jeden z największych paradoksów oświatowych: szkoła zabija chęć do czytania. Poznawaniu literatury oraz innych dziedzin sztuki i kultury powinny towarzyszyć emocje, fascynacje, wątpliwości, spory i dyskusje. Bez tych czynników nauka „polskiego” staje się tylko nudnym obowiązkiem Szkoła nie jest w stanie „obsłużyć” tak ogromnego obszaru zgodnie z tradycyjnym schematem. Najważniejszym zadaniem szkoły na tym polu w XXI wieku jest pokazanie człowiekowi jak ogromna jest różnorodność szeroko pojętej kultury materialnej i duchowej, jak wielkie możliwości wyboru ma każdy nas. Co wybierasz i jakie to ma dla ciebie znaczenie – to powinno być przedmiotem rozważań na lekcjach nazywanych obecnie „język polski”. Nie przeczytałeś „Chłopów”, bo to nudna lektura? Trudno, nie ma tragedii. Zatem teraz posłuchaj tych, którzy przeczytali. Niech opowiedzą co ich zafascynowało. Następnym razem ty opowiesz o książce, która nie była dla ciebie nudna.

To tylko kilka przykładów przesunięcia paradygmatów. I jeszcze jeden, dotyczący edukacji w każdym obszarze: pokazywanie pożytków z wiedzy, a więc nie tylko nauka matematyki, historii, geografii, ale także nauka o matematyce, o fizyce, o geografii. Zapytajmy obecnych uczniów: po co uczysz się, do czego przydaje się ta biologia lub fizyka? Co odpowiedzą?

Wydaje się, że przed nami zmiana lub przesunięcie paradygmatów edukacji: konieczność – możliwość, przymus – wybór, uczyć się – działać, wiedzieć – poszukiwać. Pozostaje zapytać: jak wyjdziemy z okopów – wszyscy jednocześnie, czy „kto pierwszy ten lepszy”?
 
Notka o autorze: Wiesław Mariański jest byłym nauczycielem. Jak mówi, do szkoły uczęszcza od 48 lat – najpierw jako uczeń, potem jako nauczyciel, teraz jako rodzic. Prowadzi blog Głos rodzica.
 

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie