System testocentryczny, czyli jak urosnąć od mierzenia

Narzędzia
Typografia

Od samego mierzenia nic nie rośnie, wie to każdy ogrodnik. Aby rośliny dobrze się rozwijały trzeba je podlewać, nawozić, wyrywać chwasty, przycinać i zwalczać szkodniki. Podobnie rzecz się ma ze szkolną nauką. Inne aktywności rozwijają poszczególne kompetencje, a inne służą ewaluacji.PHOTO: FOTOLIA

Wiele zadań, jakie można znaleźć w podręcznikach i zesztytach ćwiczeń w istocie rzeczy nie zasługuje na miano ćwiczeń, ponieważ niczego nie rozwijają, a są jedynie instrumentem pomiaru. Należą do nich np. zadania wielokrotnego wyboru lub typu prawda czy fałsz. Jeśli uczeń zna odpowiedź, zrobi zadanie, jeśli nie ma odpowiedniej wiedzy, to w najlepszym przypadku może próbować trafić. Sprawdzanie wiadomości jest przerwą w procesie uczenia się. W tym czasie uczniowie niczego nie rozwijają i nie poznają nic nowego. Jest to jednak niezbędny element procesu dydaktycznego, ponieważ w naszym systemie na koniec semestru każdy uczeń musi zostać oceniony.

W imię konieczności oceniania skracamy czas przeznaczony na naukę i przeznaczamy część lekcji na pomiar dydaktyczny. Dzięki temu nauczyciel może postawić diagnozę i zastanowić się, jaką wybrać „terapię”. Byłam kiedyś na wywiadówce w gimnazjum, na której nauczycielka języka polskiego powiedziała, że nasze dzieci mają problemy z wyszukiwaniem w tekstach kluczowych pojęć. Do takiego wniosku doszła po przeprowadzonym właśnie teście. Zapowiedziała, że na lekcjach zrobi kolejne testy, ale prosiła też rodziców, byśmy również w domu robili je z dziećmi. Gdy spytałam, czy nie sądzi, że test pokazał, iż nasze dzieci mają problemy z czytaniem, więc powinny więcej czytać, była szczerze zdziwiona. Po jakimś czasie można przeprowadzić kolejny test, który pokaże, czy zastosowana terapia jest skuteczna, ale zanim kolejny raz przystąpi się do mierzenia, trzeba zaplanować zadania, które umożliwią uczniom rozwijanie kompetencji, z którą mają problemy. Bez tego kolejne mierzenie nie ma najmniejszego sensu. To tak, jakby lekarz stawiał diagnozę i nie zastanawiał się nad terapią.

Szkoła z ADHD

W dzisiejszej szkole na nic nie ma czasu, wszystko robi się w pośpiechu, a więc siłą rzeczy powierzchownie. Nawet, gdy testy pokazują duże deficyty, nauczyciele nie wracają już do tych zagadnień, bo muszą realizować kolejne hasła programowe. W systemie testocentrycznym uczniowie przestali być punktem odniesienia.

Wprowadzenie testów po każdym etapie edukacji wydatnie skróciło czas przeznaczony na naukę. Im więcej mierzenia, tym mniej czasu na zajmowanie się omawianymi zagadnieniami. Ale to nie jedyny minus testów. Ich wprowadzenie ma również negatywny wpływ na rozwijanie kreatywności, kompetencji interpersonalnych, jak choćby współpracy w grupie. Zainicjowane przez uniwersytet w Oslo badanie ROSE pokazuje też, że im więcej testowania, weryfikowania i certyfikowania, tym mniejsza motywacja do nauki i większy sceptycyzm młodych ludzi wobec szkolnej nauki.

Jeśli szkołom zależy na podniesieniu wyników nauczania, to muszą zastanowić się nad proporcjami między czasem przeznaczonym na mierzenie (testy) i uczenie się. Typowo testowe zadania prowadzą jedynie do płytkiego przetwarzania informacji, a to nie inicjuje intensywnej pracy mózgu. Rozwijanie kompetencji i tworzenie z nowych informacji trwałej struktury wiedzy wymaga zupełnie innego typu zadań. Jedynie te, które wymuszają głębokie przetwarzanie, umożliwiają wykorzystanie potencjału mózgu. Warto pamiętać, że jest ono możliwe wtedy, gdy nauka bazuje na motywacji wewnętrznej, która oparta jest na osobistych zainteresowaniach i fascynacji. Ale kto potrafi rozbudzić fascynację testami?

Efektywna nauka możliwa jest tylko wtedy, gdy uczniowie poznają fascynujące zagadnienia, gdy pracują nad projektami, gdy ucząc się rozwijają kreatywność, gdy mogą być innowacyjni, ale nie wtedy, gdy „tłuką” kolejny test za testem. Od mierzenia jeszcze nikt nie urósł, ale wielu straciło motywację. Tak działaja nasze mózgi, czas abyśmy wyciągnęli z tego wnioski i zastanowili się, w imię czego odbieramy uczniom radość uczenia się.

Osoby zainteresowane zagadnieniem odsyłam do mojego artykułu „Dlaczego ściągi są lepsze od zeszytów ćwiczeń”, który ukazał sie w grudniowym numerze „Psychologii w Szkole”.

Notka o autorce: Marzena Żylińska jest wykładowcą metodyki w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych w Toruniu i w Dolnośląskiej Szkole Wyższej we WrocławiuZajmuje się też wykorzystaniem nowych technologii w nauczaniu. Prowadzi seminaria dla nauczycieli, współorganizuje europejski projekt "Zmieniająca się szkoła". Autorka książki "Postkomunikatywna dydaktyka języków obcych w dobie technologii informacyjnych". W przygotowaniu jest jej nowa książka "Neurodydaktyka, czyli nauczanie przyjazne mózgowi". Prowadzi swój blog pod adresem http://osswiata.nq.pl/zylinska/.

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie