Szkoła w epoce płynnej nowoczesności (2)

Narzędzia
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Zbyt rzadko stawiamy pytanie, które wydaje się być dla edukacji kluczowe: czy nowoczesne narzędzia TIK są narzędziami rozwoju, czy raczej zniewolenia człowieka? A jeśli są narzędziami rozwoju, to dlaczego wyniki kształcenia na wszystkich w zasadzie szczeblach nauczania są coraz gorsze? Dowodem mogą być wyniki matur z 2011 r. (średnio zdało je ok. 75% absolwentów, a w niektórych szkołach matury nie zdał nikt) bądź też wyniki testów PISA, w których polscy uczniowie wypadają bardzo źle w rozwiązywaniu zadań wymagających niestandardowego myślenia.PHOTO: FOTOLIA

Sir Ken Robinson, uznany w świecie lider w dziedzinie rozwoju innowacyjności i zasobów ludzkich wymienia trzy cechy niezbędne dla istnienia procesu twórczego:

  • odnalezienie właściwego dla swoich twórczych mocy środka wyrazu;
  • zdolność do kontrolowania tego środka;
  • potrzeba swobody eksperymentowania [Robinson, 2010, s. 167].

Cechą kreatywności jest różnorodność. Dla jednych środkiem wyrazu jest pędzel i akwarele albo też dłuto i drewno, dla innych wybrany instrument muzyczny bądź własny głos, jeszcze inni są wirtuozami tańca, piłki nożnej, roweru czy wspinaczki górskiej, a naukowiec do zaprezentowania swojej kreatywności potrzebuje kartkę papieru i ołówek, dobrze wyposażone laboratorium, często też możliwie duże grono słuchaczy.

Ale środek wyrazu to nie tylko narzędzie, to także obszar, w którym chcielibyśmy działać. Nie można być po prostu naukowcem – trzeba zajmować się konkretną dyscypliną naukową. Wiemy, że w dzisiejszych czasach narzędziem ogniskującym aktywność większości młodych ludzi jest podłączony do Internetu komputer. Jakkolwiek jest to urządzenie wielofunkcyjne, o bardzo bogatych możliwościach, jednak ze zwykłych rozważań statystycznych wynika, że nie jest ono w stanie zastąpić całego bogactwa różnorodnych środków wyrazu, pokrywając pełne spektrum zaproponowanych przez H. Gardnera inteligencji wielorakich. Prowadzi to do konkluzji, że narzędzia nowoczesnych technologii informacyjno-komunikacyjnych nie tylko nie wyzwalają kreatywności, ale wręcz są jej ograniczeniem. Ogniskują bowiem uwagę młodych ludzi na sobie, zabierają czas, a tym samym blokują rozwój ich kreatywności, nie dając szans na poznanie tego, co naprawdę dany człowiek kocha, co potrafi doskonale robić, z czego mógłby czerpać satysfakcję. K. Robinson wyraźnie zaznacza, że kreatywność może być powstrzymana przez zły środek wyrazu [tamże, s. 168]. Biegłe posługiwanie się narzędziami nowych technologii nie może być uznane za świadectwo kreatywności w tym obszarze, bowiem – jak podkreśla wspomniany autor – bycie w czymś dobrym nie jest wystarczająco dobrym powodem, żeby spędzić życie na robieniu tego [tamże, s. 169]. Szwajcarski psychiatra i psycholog Carl Gustav Jung uważał, że tworzenie czegoś nowego osiąga się nie poprzez sam intelekt, ale przez instynkt zabawy. Twórczy umysł bawi się obiektami, które kocha [tamże, s. 172]. Można postawić ostrożną tezę, że nowoczesne narzędzia TIK mogłyby być wykorzystywane do diagnozowania obszaru kreatywności młodego człowieka, a także typu jego inteligencji – do tego konieczne są jednak skomplikowane, trudno dostępne i drogie programy. Ponadto takie diagnozy mogą być zapewne przeprowadzane bez użycia komputerów.

W stronę szkoły 2.0

Jak wspomniano, żyjemy dziś w całkowicie odmiennych czasach, niż nasi dziadowie czy rodzice. Nowoczesne technologie za pośrednictwem swoich narzędzi kształtują nowy typ człowieka. Mamy do czynienia już nie z nowymi mediami, lecz – za sprawą Paula Levinsona – tzw. „nowymi nowymi mediami” [Levinson, 2010]. Media te, zachowując wszystkie cechy nowych mediów, dodają do nich „społecznosciowy” charakter. Do nowych nowych mediów zaliczamy więc Facebooka, Wikipedię, YouTube, Second Life, MySpace, Digg, Twitter i jego polski odpowiednik BLIP (akronim od pełnej nazwy: Bardzo Lubię Informować Przyjaciół). Jest to zasadnicza nowa jakość, gdyż audytorium potencjalnych odbiorców wytwarzanych przez internautę komunikatów staje się globalne. Mcluhanowska globalna wioska nie oznacza już więc kurczenia się świata – przeciwnie – świat kontaktów i obszar możliwej komunikacji znacznie się rozszerzyły.

Nowe nowe media kształtują nowy typ człowieka, ten zaś jest prekursorem zmian w szkole. Szkołę na miarę wyzwań społeczeństwa sieci kanadyjski badacz Internetu i wpływu nowych technologii na innowacyjność Don Tapscott proponuje nazwać – na wzór nazwy obecnej fazy rozwoju Internetu – Web 2.0 – szkołą 2.0 [Tapscott, 2010, s. 253-259]. Podobnie jak Web 2.0 oferuje użytkownikom możliwość współtworzenia zasobów internetowych, tak i szkoła 2.0 oznacza radykalną zmianę relacji między nauczycielami i uczniami, którą najlepiej charakteryzuje idea „partnerstwo dla prawdziwego uczenia się”. To krótkie hasło zawiera w sobie głęboką myśl i implikuje konieczność wprowadzenia daleko idących innowacji.

Problem niedostosowania polskiego szkolnictwa do wymogów współczesności polega – w dużej mierze – na niewłaściwej relacji między nauczaniem a uczeniem się. Szkoła ciągle opisywana jest jako instytucja nauczająca i z efektów tego nauczania jest rozliczana. Zapominamy o tym, że uczyć się każdy musi sam. Szkoła zatem, będąc miejscem nauczania, usiłuje być pasem transmisyjnym wiedzy, podczas gdy wymogiem współczesności jest, by stała się środowiskiem uczenia się i skoncentrowała swoje wysiłki na tworzeniu warunków i sytuacji, umożliwiających poszukiwanie, tworzenie oraz przetwarzanie wiedzy.

Przekształcenie szkoły ze środowiska nauczania w środowisko uczenia się jest ściśle związane z przyspieszoną ewolucją roli nauczyciela, który z głównego źródła wiedzy i „mędrca na katedrze” (ang. Sage on the Stage) musi stać się stojącym z boku doradcą ucznia, jego naukowym opiekunem, wspierającym ucznia w rozwoju intelektualnym (ang. the Guide on the Side). Wymaga to zgody nauczycieli na przekazanie przynajmniej części odpowiedzialności za własne (wy)kształcenie osobom uczącym się. Trzeba przypomnieć, że taki kierunek rozwoju szkoły lansował w latach 80. ubiegłego stulecia Seymour Papert, twórca języka Logo i koncepcji konstrukcjonizmu – odmiany konstruktywizmu. Jeszcze wcześniej jako zwolennik takiego podejścia dał się poznać Albert Einstein (1879–1955) oraz współtwórca psychologii humanistycznej Carl Ransom Rogers (1902–1987), którzy swoją działalność dydaktyczną określali hasłem: Nigdy niczego nie nauczyłem swoich studentów. Stworzyłem im jedynie warunki, w których mogli się uczyć. Wydaje się jednak, że pokolenie sieci jest słabo przygotowane na przyjęcie takiej odpowiedzialności – współczesna szkoła bowiem raczej zdejmuje z ucznia wszelką odpowiedzialność, niźli ją kształtuje.

Problem ten jest bardzo ważny, gdyż edukacja w coraz większym stopniu staje się aktem indywidualnym, czego efektem jest wzrost popularności edukacji domowej, ponadto będziemy świadkami stopniowego przechodzenia od edukacji zamkniętej w cykle kształcenia do edukacji całożyciowej (ang. Lifelong Education). W warunkach nieustannej zmienności i rozwoju, a tym samym konieczności aktualizacji wiedzy w celu przystosowania jej do wymogów rynkowych coraz większego znaczenia nabierać będzie metanauczanie – swoiste „nauczanie o nauczaniu”, polegające na przygotowywaniu uczniów do procesu ustawicznego samokształcenia. Kształcenie przedmiotowe stopniowo zostanie zastąpione kształceniem kompetencji w zakresie pozyskiwania i przekształcania wiedzy. Wymaga to zmiany modelu kształcenia nauczycieli, którzy obok posiadania specjalizacji w określonej dyscyplinie powinni też być ekspertami w dziedzinie uczenia się. Bardzo prawdopodobnym kierunkiem przekształceń edukacji będzie też szerokie łączenie procesu nauczania z rozrywką (ang. edutainment) [Kołodziejczyk, Kramek, 2010, s. 59-66]. Jak bowiem pisze D. Tapscott młode pokolenie chce, aby chodzenie do szkoły było dobrą i ciekawą zabawą [Tapscott, 2010, s. 237].

Zakończenie

Edukacja w epoce płynnej nowoczesności jest edukacją poszukującą swojej tożsamości. Proponowane są różne jej modele, różniące się stopniem radykalizmu i głębokości zmian – od kosmetycznych i fasadowych, aż po powrót do koncepcji I. Illicha likwidacji instytucji szkoły. Przedstawiony tu skrótowo model szkoły 2.0 wydaje się być rozsądnym kompromisem między oczekiwaniami uczniów, poziomem akceptacji zmian przez przeciętnego nauczyciela, technologicznymi osiągnięciami epoki informacyjnej i psychologicznymi uwarunkowaniami funkcjonowania człowieka. Nie jest to model całkowicie nowy, można by go raczej określić jako „na nowo odkryty w celu wdrożenia go w nowych warunkach”.

Wdrażanie takiego modelu, które w Polsce ma już swoją historię [zob. np. Szkoła z klasą 2.0, 2011] jest kolejną próbą reformy systemu kształcenia. Każda reforma, w szczególności reforma edukacyjna, zaczyna się w umysłach nauczycieli. To tam musi się narodzić akceptacja zmian. Ministerialne rozporządzenia są tylko „przepisaną przez lekarza receptą i listą zaleceń”, ale o końcowym rezultacie terapii zadecyduje sam pacjent, który może przepisane leki sumiennie przyjmować, ale może też ich w ogóle nie wykupić, może poddać się zabiegowi bądź rehabilitacji lub całkowicie zignorować te zalecenia. Jak trafnie zauważa K. Robinson, rewolucja w nauczaniu wymaga trudnego uwolnienia się od idei, które wydają się nam naturalne i niezmienne, a które krępują rzeczywisty rozwój i dostosowanie edukacji do wyzwań teraźniejszości.

Już w pracy wydanej w roku 1997 [Współczesna technologia…, 1997, s. 122] pisałem, że możliwości poprawy jakości kształcenia należy szukać nie w stosowaniu nowoczesnych środków technicznych, ale przede wszystkim w samym człowieku – szczególnie w jego motywacji do podejmowania nauki [Morbitzer, 1997]. Proces dydaktyczny ma bowiem charakter głęboko humanistyczny. Jedną z ważniejszych i trudniejszych zarazem powinności nauczyciela jest pomaganie uczniowi w odnajdywaniu jego własnych możliwości, w odkrywaniu drzemiącego w nim potencjału intelektualnego i osobowościowego. Odwołując się do podstawowych założeń psychologii humanistycznej A. Maslowa i C. Rogersa można powiedzieć, że zadaniem nauczyciela jest odkrywanie ukrytych możliwości ucznia, pomaganie, zachęcanie i pielęgnowanie, tak by to, co istnieje jako embrion stało się realne [Maslow, 1986, s. 159]. Współczesna szkoła za bardzo koncentruje się na mało rozwijających ucznia testach, a zupełnie zaniedbała potencjał intelektualny i osobowościowy, z jakim uczeń czy student przychodzą do szkoły.

Amerykański profesor kognitywistyki Howard Gardner, znany w Polsce głównie jako autor koncepcji inteligencji wielorakich, wymienia pięć typów umysłów, które będą szczególnie cenne w radzeniu sobie z problemami, jakie przyniesie przyszłość. Są to: umysł dyscyplinarny (niezbędny do opanowania określonej dyscypliny naukowej, rzemiosła albo profesji), syntetyzujący (konieczny do efektywnego przetwarzania informacji pochodzących z różnych źródeł), kreatywny (poszukujący nowych rozwiązań, stawiający nietypowe pytania), respektujący (dostrzegający i akceptujący różnice dzielące jednostki między sobą) oraz etyczny (niezbędny do funkcjonowania w sferze abstrakcji i rozumienia dążenia człowieka do zaspokajania tzw. celów wyższych) [Gardner, 2009, s. 12-13]. Kształtowanie wymienionych tu typów umysłów z pewnością należy włączyć do priorytetowych zadań współczesnej szkoły.

Na zakończenie oddajmy głos cytowanemu tu wielokrotnie Z. Baumanowi, który uświadamia trudności i problemy, jakie musi próbować rozwiązać współczesna i przyszła szkoła: Edukacja przybierała w przeszłości rozmaite formy i udowadniała, że potrafi przystosować się do zmieniających się okoliczności, wytyczając sobie nowe cele i opracowując nowe strategie działania. (…) obecna zmiana nie przypomina jednak tych wcześniejszych. (…) Po prostu nigdy nie byliśmy w takiej sytuacji. Musimy się dopiero nauczyć sztuki życia w świecie przesyconym nadmiarem informacji. A także jeszcze trudniejszej sztuki przyuczania innych do życia w takich warunkach [Bauman, 2011, s. 165]. Rację ma przeto redaktor naczelny czasopisma „Edukacja i Dialog”, gorący orędownik zmian w edukacji i dyrektor szkoły, będącej doskonałą egzemplifikacją takich zmian – Collegium Futurum – Witold Kołodziejczyk, głosząc już w tytule swojego artykułu, że szkołę przyszłości trzeba tworzyć od podstaw [Kołodziejczyk, 2010, s. 5].

(część II i ostatnia, źródło: Edukacja i Dialog Nr 5-6/2011)

Bibliografia

Notka o autorze: dr hab. inż. Janusz Morbitzer jest profesorem Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, na którym kieruje Katedrą Technologii i Mediów Edukacyjnych. Jest również m.in. organizatorem sympozjów naukowych CZŁOWIEK - MEDIA - EDUKACJA, które należą do najważniejszych w Polsce imprez naukowych poświęconych edukacyjnym zastosowaniom komputerów, Internetu i innych narzędzi technologii informacyjnej.

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie