Minimum programowe dla edukacji (na wybory)

fot. Fotolia.com

Narzędzia
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Czytając artykuły, które w ciągu ostatnich lat opublikowałem na blogu „Wokół szkoły”, łatwo można dojść do wniosku, że moje sympatie polityczne lokują się daleko od obecnej władzy. Nie ukrywałem w tym czasie zarówno swojej krytycznej opinii o reformie wprowadzanej przez panią minister Annę Zalewską, jak o samym sposobie działania szefowej resortu edukacji. Zdarzyło się, nie raz i nie dwa, że czytelnicy zarzucali mi w komentarzach wręcz zaangażowanie polityczne i świadome czarnowidztwo, powodowane osobistą niechęcią do partii rządzącej.

Jednak wizja Jarosława Pytlaka – aktywisty antyPiS-u jest trudna do pogodzenia z moim wcześniejszym zaangażowaniem w akcję „Ratuj Maluchy”, co w oczach wielu znajomych lokowało mnie z kolei po stronie ówczesnej opozycji, czyli PiS-u właśnie. Tymczasem ja po prostu mam bardzo konkretne i pryncypialne poglądy zawodowe, oparte na wykształceniu pedagogicznym i wieloletnim doświadczeniu, i przez ich pryzmat oceniam działania w sferze edukacji władz dowolnego autoramentu.

Jako że zdarzało mi się siedzieć okrakiem na barykadzie, mogę wskazać pewną istotną różnicę pomiędzy obecnymi zarządcami MEN, a ekipą PO-PSL sprzed lat czterech i więcej. Otóż w poprzednim rozdaniu rządowym moje krytyczne poglądy, nie tylko o posłaniu sześciolatków do szkoły, ale także o rozrastającym się do granic absurdu powszechnym testowaniu, znajdowały pewien posłuch, a przynajmniej forum, na którym mogłem je głosić, jak choćby na Kongresie Polskiej Edukacji w Katowicach, gdzie w programie znalazła się moja debata z panem Marcinem Smolikiem, szefem Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Rzecz za obecnej władzy nie do pomyślenia, bowiem wprowadzana przez nią w życie wizja narodowej edukacji nie przewiduje dyskusji na temat założeń, celów i metod jej wdrażania. Co prowadzi do wielu dramatycznych skutków, włącznie ze strajkiem nauczycielskim, które jednak nawet o jotę nie naruszają determinacji rządzących w MEN, by podjęte dzieło doprowadzić do końca, bez względu na cokolwiek. Oczywiście pozostaje mi forum głoszenia poglądów, jakim jest internet, ale bez nadziei, że znajdzie to jakieś przełożenie na rzeczywistość. Patrząc z tego punktu widzenia jestem więc siłą rzeczy zaangażowany politycznie. Nie widząc szansy na zmianę fatalnego kursu w dziedzinie edukacji przez partię rządzącą, a dostrzegając ogromną potrzebę takiej zmiany, kibicuję wszystkim, którzy byliby gotowi podjąć w tej kwestii konkretne zobowiązania. Ponieważ jednak, jak dotąd, nie ustawia się kolejka chętnych po mój głos, pozwalam sobie zapisać poniżej edukacyjny program wyborczy minimum, którego oczekiwałbym od polityków aspirujących do przejęcia władzy.

Nie będzie to wizja na dziesięciolecia. Takowe mnożą się ostatnio jak króliki – sam nawet mam w tym pewien udział, ale ich wprowadzenie w życie wymaga długiego czasu, a przede wszystkim politycznego konsensusu, który dzisiaj nawet nie rysuje się na horyzoncie. Moja propozycja to program krótkofalowy, który można przedstawić wyborcom z zapowiedzią jego realizacji w ciągu co najwyżej roku od chwili objęcia rządów. Uczmy się od najskuteczniejszych w polityce – tak właśnie PiS zapowiedział, a po wygranych wyborach błyskawicznie zrealizował, wycofanie sześciolatków ze szkół. Można uważać, że z punktu widzenia interesu społecznego był to błąd, ale trzeba przyznać, że spełniona w ten sposób „twarda” obietnica wyborcza została z uznaniem przyjęta przez znaczną część elektoratu. Ja ze swej strony proponuję partiom opozycyjnym przyjęcie kilku innych tego typu „twardych” zobowiązań.

Kładę ów program na chodniku, wystarczy schylić się i podnieść.

„Mając świadomość, że właściwe funkcjonowanie systemu edukacji stanowi fundament przyszłej pomyślności społeczeństwa, oraz uważając za konieczne ograniczenia negatywnych skutków wielostronnej reformy wprowadzonej w latach 2016-2019, zobowiązujemy się, że po objęciu rządów, nie później niż przed rozpoczęciem kolejnego roku szkolnego:

1. Stworzymy warunki do przywrócenia w szkołach radości z uczenia się i nauczania, poprzez ograniczenie obowiązkowych treści nauczania, zawartych w podstawie programowej kształcenia ogólnego. W ten sposób zmniejszymy obciążenie uczniów koniecznością zapamiętywania wielu niepowiązanych ze sobą informacji, a nauczycielom umożliwimy spokojną pracę, bez presji braku czasu związanego ze zbyt wielką liczbą wymagań programowych. Zadanie ograniczenia objętości podstawy programowej powierzymy niewielkiemu, interdyscyplinarnemu zespołowi ekspertów zobowiązany również do zadbania o wewnętrzną spójność nowej wersji dokumentu. Doraźna zmiana zostanie przeprowadzona w sposób, który nie spowoduje konieczności natychmiastowego oddania na przemiał setek tysięcy podręczników, zakupionych w ostatnich latach z funduszy państwowych.

2. Uczynimy krok w kierunku przywrócenia nauce w szkole podstawowej jej podstawowego charakteru, poprzez umożliwienie przywrócenie w klasach 5-6 przedmiotu przyroda, w miejsce osobnych zajęć z zakresu biologii i geografii, z możliwością prowadzenia zajęć przez nauczycieli posiadających kwalifikacje do nauczania przyrody.

3. Umożliwimy samorządom bardziej elastyczne działanie w zakresie wykorzystania posiadanych zasobów lokalowych i ludzkich przy organizacji nauczania na poziomie podstawowym, poprzez ułatwienie lub umożliwienie organizowania placówek o niepełnej strukturze, np. tylko klas 7-8 na bazie infrastruktury pozostałej po zlikwidowanym gimnazjum.

4. Zbadamy rzeczywiste koszty poniesione przez samorządy na realizację „bezkosztowej” reformy systemu edukacji wprowadzonej w latach 2016-2019 i zaproponujemy sposób ich zrekompensowania.

5. Zadbamy, aby wszelkie ustawowe zmiany mające wpływ na finansowanie działalności edukacyjnej przez samorządy lokalne, także te, które zostały już wprowadzone w 2019 roku przez rząd Zjednoczonej Prawicy, miały pełne pokrycie w kwotach przekazywanych z budżetu państwa. Przy tej okazji obejmiemy regulacją dotyczącą minimalnej wysokości dodatku za wychowawstwo także nauczycieli przedszkoli i zapewnimy na to niezbędne środki finansowe.

6. Stworzymy warunki prawne i finansowe dla poprawy dostępności pomocy psychologicznej i pedagogicznej w szkołach, szczególnie w zakresie możliwości zatrudniania większej liczby niezbędnych specjalistów.

7. Uczynimy pierwszy krok w kierunku decentralizacji systemu edukacji przywracając kuratorom oświaty status organów samorządu wojewódzkiego.

8. Dokonamy audytu prawa oświatowego w celu przygotowania rekomendacji zmian, dotyczących jego uproszczenia, ze szczególnym uwzględnieniem określenia zadań dyrektora placówki oświatowej na poziomie umożliwiającym skuteczne zarządzanie i ponoszenie za nie odpowiedzialności.

I tyle.

Oczywiście punkt 8 może wydawać się li tylko wyrazem mojej dyrektorskiej prywaty, ale muszę przestrzec w tym miejscu wszystkich zainteresowanych, że bez radykalnej zmiany w tym zakresie już niedługo funkcje kierowniczą w oświacie będą podejmować jedynie ludzie pozbawieni wyobraźni i/lub instynktu samozachowawczego.

I jeszcze jedno. Postulat „odchudzenia” podstawy programowej jest w środowisku oświatowym powszechny. To, czego brakuje, i co warto by podjąć nie czekając na wybory, to zaprezentowanie przykładu, chociażby jednego tylko przedmiotu, jaki mógłby wyglądać efekt takiej operacji. Bowiem, jak wie z osobistego doświadczenia wielu ludzi, odchudzić się wcale nie jest tak łatwo…

 

Notka o autorze: Jarosław Pytlak jest dyrektorem Szkoły Podstawowej nr 24 STO na Bemowie w Warszawie oraz pomysłodawcą i wydawcą kwartalnika pedagogiczno-społecznego Wokół Szkoły. Działalnością pedagogiczną zajmuje się przez całe swoje dorosłe życie. Tekst ukazał się w blogu autora.

 

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie