O jak ocenianie

fot. Joanna Krzemińska

Narzędzia
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Czasami mam wrażenie, że istotą bycia nauczycielem jest wystawianie ocen. Za odpowiedź, notatkę w zeszycie, rozwiązane zadanie, klasówkę, wypracowanie… Właściwie za wszystko. W takich chwilach rodzi się we mnie tylko jedno pytanie: po co?

Nie lubię stawiać ocen. I nie jestem w tym osamotniona. Co chwilę spotykam na swojej drodze pedagogów, którzy kochają swoją pracę, ale cierpią, gdy muszą wciskać dzieciaki do szufladek opatrzonych konkretnymi cyferkami. Jak wiele mówi to bowiem o rzeczywistych umiejętnościach młodego człowieka? Czy jeśli otrzymał z ocenę niedostateczną to faktycznie niczego nie wie i nie umie? Albo odwrotnie, szóstka świadczy o tym, że posiadł już wszelką wiedzę?

Ocenianie: co zamiast tradycyjnych numerków?

W mojej opinii żaden numerek nie jest w stanie zdefiniować dziecka. Ani uczeń, ani jego rodzic nie otrzymuje żadnego konkretu, który powie, jak wiele już potrafi, gdy do dziennika trafia na przykład trójka. Bądźmy szczerzy: czy to znaczy, że zna przypadki rzeczownika i potrafi przez nie odmieniać? A może tylko wskazuje rzeczownik w tekście? A co jeśli potrafi dopasować formę wyrazu, ale tylko wtedy, gdy do nazwy przypadka dopisane są pytania? I najgorsze: a co, jeśli wszystko to, co zostało ocenione uczeń skopiował od kolegi/z książki. Otrzymał wysoką ocenę, ale czy na nią zasłużył? Czy umie?

Na szczęście (i dla mnie i dla uczniów) pracuję w miejscu, w którym od dawna posługujemy się alternatywnym systemem oceniania. W pierwszym kroku tradycyjne oceny w skali od 1 do 6 zastąpione zostały skalą procentową (0-100). Niby niewiele, a jednak. Weźmy na przykład taką jedynkę (znów). Tradycyjnie uczeń otrzymuje komunikat: nic nie potrafisz. W rozszerzone skali ocenie niedostatecznej przypisano zakres od 0 do 49%. Nawet jeśli nie otrzymałeś zaliczenia materiału, bo Twój wynik nie przekroczył wymaganego progu, to takie 35% świadczy jednak o tym, że coś umiesz. Można powiedzieć: to żadna różnica, a jednak!

Informacja zwrotna - bezcenna

Tak funkcjonujący system bieżącego oceniania stał się przyczynkiem do dalszej ewolucji. Chociaż starsi uczniowie (licealiści oraz siódma i ósma klasa sp) pozostali przy procentach, w młodszych klasach postawiliśmy na całkowity brak oceny liczbowej, na rzecz informacji zwrotnej.

Skąd taka decyzja? Mamy za sobą lata poszukiwań lepszej edukacji. Myślenie o szkole ewoluowało z roku na rok, dostrzegając coraz wyraźniej to, co jest naprawdę istotne. Przestała nam wystarczać rola dostawcy informacji (z resztą, akurat na tej płaszczyźnie łatwo nauczyciela zastąpić). Ważne stało się kształtowanie postawy, rozbudzanie ciekawości poznawczej, wzmacnianie. Nie bezkrytyczne głaskanie po głowie (czasem spotykam się z twierdzeniem, że wyłącznie tym się zajmujemy), ale wskazywanie tego, co w dziecku wartościowe i piękne, czego się już nauczyło, przy równoczesnym nakreślaniu obszarów, w których warto jeszcze popracować.

Mam takie przekonanie, że budując poczucie własnej wartości w dość bezbronnej, młodej istocie, dajemy jej o wiele więcej niż garść suchych faktów. Budując edukację w oparciu o relacje pokazujemy złożoność świata. Ktoś powie: życie nie składa się z pasma sukcesów, trzeba uczniów na to przygotować. Każde ich działanie niesie ze sobą konsekwencje. I będzie miał rację. Tylko czy przypadkiem nie jest tak, że dając przyzwolenie na popełnianie błędów, eksperymentowanie w bezpiecznych, szkolnych warunkach, nie wypuszczamy w świat zaradnych, otwartych, mądrych ludzi? Takich, którzy znają ciężar odpowiedzialności, ale też potrafią mierzyć siły na zamiary. I przede wszystkim: nie kieruje nimi strach, a ciekawość. Nie potrzebują motywacji zewnętrznej, mają jej dość w sobie.

Doceniaj, nie oceniaj

Trzeci rok pracujemy z oceną opisową w klasach 4-6 (w nauczaniu początkowym nigdy poza nią nie wyszliśmy). Nie był to łatwy dla nas czas. Głównie dlatego, ze wszyscy musieliśmy się wszystkiego nauczyć od nowa. Cudowna jest jednak jakość pracy, w której nie pada przy każdym zadaniu pytanie: czy to będzie na ocenę? Nie dla ocen wszak się uczymy, a dla posiadania wiedzy (chociaż ta zmiana nadal nie dokonała się całkowicie, to widać już jej pierwsze pozytywne efekty).

Czasami spotykam się z pytanie: jak radzicie sobie na koniec roku szkolnego? Przecież cyferki, widoczne na świadectwie nie biorą się z nieba. No, nie biorą się. Ale dzięki obserwacji poczynań dziecka, monitorując jego wiedzę i umiejętności wiem, jaką cyfrę wystawić na koniec. Być może nie jest to proste (czy w ogóle w ocenianiu jest coś prostego?), przyjęłam jednak system, w myśl którego odhaczam indywidualnie każdemu dziecku nabyte umiejętności (każda ocena ma swoją listę takowych). Kryteria są jasne. Ocena przestaje być karą lub nagrodą, staje się wyłącznie informacją. I tylko wtedy jest coś warta, gdy włącza opis opanowanych obszarów wiedzy.

Wewnętrznie zmotywowani

I na zakończenie krótka anegdota. W pierwszej klasie liceum, takiej która utworzyła się po szkole podstawowej i złożona jest niemal wyłącznie z dzieciaków „napływowych” (zwykle kontynuowali u nas naukę głównie uczniowie znani z wcześniejszych lat, tu stało się inaczej), wywiązała się ostatnio dyskusja. Jednym z wniosków, które padły w jej trakcie było stwierdzenie: przychodzimy do szkoły nie po to, żeby się nauczyć, ale dla ocen (bo rodzice płacą nam za dobre wyniki, albo ich od nas oczekują, a my nie chcemy ich zawieść). Jeśli nie wiemy, że coś jest na ocenę, nie będziemy się starać wykonać tego najlepiej jak potrafimy. Potrzebujemy motywacji w postaci ocen, by chciało nam się działać. Smutna to dla mnie konstatacja. I tak się tylko zastanawiam, czy przez najbliższe cztery lata, które najprawdopodobniej spędzimy razem, uda mi się przekonać tych młodych, że zawsze warto się starać. Że nie robią tego dla rodziców, ani dla mnie, a dla siebie.

I już zupełnie kończąc. Tak wielu jest przeciwników jak i zwolenników tradycyjnego oceniania. Każda ze stron ma swoje racje, których gotowa jest bronić własna piersią. I tylko jedno pozostaje bez odpowiedzi: gdzie jest w tym wszystkim dziecko?

 

Notka o autorce: Joanna Krzemińska jest nauczycielką języka polskiego w Szkołach Prywatnych "Mikron" w Łodzi. Prowadzi własny blog edukacyjny Zakręcony Belfer, w którym ukazał się niniejszy artykuł. Należy do społeczności Superbelfrzy RP. Licencja CC-BY.

 

PRZECZYTAJ TAKŻE:

>> Pomysł na ocenianie zachowania uczniów

>> Ocenianie jest OK

>> Czemu służy ocenianie?

 

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie