Koedukacja kontra szkoły żeńskie i męskie

Szkoły i uczelnie
Narzędzia
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times
system oświatyCoraz częściej zauważalne są w przestrzeni publicznej debaty zwolenników i przeciwników szkół żeńskich oraz męskich. Jakie są ich argumenty? Jaki model nauczania bardziej podoba się dzieciom? Czy badania naukowe prowadzone w szkołach różnego poziomu pomagają w uzyskaniu odpowiedzi, która opcja jest korzystniejsza dla uczniów?
 
Dzieci uzyskują lepsze wyniki, jeśli uczą się w szkołach żeńskich oraz męskich niż gdy uczęszczają do szkół koedukacyjnych. Takie są doświadczenia nauczycieli i dyrektorów wielu szkół na świecie. Potwierdzają je naukowcy. W 2001 roku Australijskie Towarzystwo Badań nad Edukacją (The Australian Council for Educational Research, ACER) ogłosiło rezultaty prowadzonego przez sześć lat badania, którym objętych zostało 270 tysięcy dziewcząt oraz chłopców, uczących się w różnych typach szkół. Wyniki były jednoznaczne. Osoby, które ukończyły szkoły żeńskie lub męskie, na studiach osiągają znacznie lepsze wyniki niż ich koledzy i koleżanki ze szkół koedukacyjnych. Podobne wnioski z badań przedstawiła w 2002 roku brytyjska Narodowa Fundacja na Badań nad Edukacją (The National Foundation for Educational Research).

Nowe szkoły uczące dzieci tylko jednej płci powstawały w ostatnich latach jak grzyby po deszczu. Ogromną popularnością cieszą się one w Stanach Zjednoczonych, gdzie w 2006 roku działały 44 żeńskie oddziały oraz 167 szkół koedukacyjnych, w których zajęcia odbywały się osobno dla dziewcząt i dla chłopców. Tego typu rozwiązania znane są również Wielkiej Brytanii. W koedukacyjnej szkole Moulsham High School and Humanities College w Chelmsford w hrabstwie Essex, do której uczęszczają uczniowie w wieku od 11 do 17 lat, dziewczęta i chłopców zaczęto uczyć oddzielnie 39 lat temu. W ciągu pierwszych trzech lat nauki dzieci mają wszystkie zajęcia osobno, natomiast w kolejnych latach część przedmiotów nauczana jest w grupach koedukacyjnych, a część osobno (należą do nich j. angielski, matematyka oraz fizyka z chemią). Gdy dzieci osiągną wiek 16 lat, już wszystkie zajęcia odbywają się w grupach mieszanych.

Chris Nicolls, dyrektor Moulsham High School and Humanities College, tłumaczy, że przejście od całkowitej separacji do integracji dziewcząt i chłopców odzwierciedla ich potrzeby edukacyjne. Dzieci różnią się od siebie najbardziej, gdy są młodsze. Chłopcy wymagają większej kontroli i „silnej ręki” nauczyciela; z kolei dziewczynki najlepiej pracują w grupach. Podział uczniów na klasy żeńskie i męskie pozwala nauczycielom odpowiedzieć na potrzeby zarówno jednych, jak i drugich.

Błędem byłoby jednak sądzić, że sam podział wystarczy, aby zmobilizować dzieciaki do efektywnej nauki. Kluczowa w tej sytuacji jest rola nauczyciela, który musi być w stanie poradzić sobie z "jednopłciową" klasą. W przypadku braku odpowiedniego podejścia, pedagog stojący przed grupą nastoletnich chłopców mógłby oczekiwać katastrofy. W końcu brak dziewczynek, które łagodziłyby zachowania chłopców, może znacznie wpłynąć na jego osiągnięcia pedagogiczne. Jeśli jednak nauczyciel rozumie zachowania chłopców i potrafi poradzić sobie z sytuacją, wyniki lekcji mogą okazać się zaskakująco pozytywne.

Chris Nicols przekonuje, że nauka w grupach jednopłciowych bardzo podoba się zarówno uczniom, jak i rodzicom. Po trzech latach zajęć wśród samych dziewcząt, uczennice świetnie radzą sobie z pracą grupową i nie obawiają się nagłego napływu chłopców do klasy. W raporcie opublikowanym w 2008 r. przez Ofsted, brytyjską agencję rządową zajmującą się edukacją dzieci, podkreślono ponadprzeciętną dojrzałość uczniów ostatnich klas Moulsham High School. Jej dyrektor tłumaczy, że przynajmniej po części jest to wynikiem osobnej edukacji dziewcząt i chłopców.

W dyskusji na temat zasadności wprowadzania podziału na szkoły żeńskie i męskie słychać też głosy przeciwne. Antony Seldon, dyrektor szkoły Wellington College w angielskim hrabstwie Berkshire, do której uczęszcza 950 uczniów w wieku od 13 do 18 lat, przekonuje, że doświadczenia w nauczaniu oraz badania naukowe świadczą na korzyść koedukacji w klasie. Na potwierdzenie swoich słów przytacza raport opublikowany przez profesora Alana Smithersa z Uniwersytetu w Buckingham, który badał zachowania dzieci w wielu krajach na świecie i dowiódł, że brak jest przekonywujących dowodów świadczących na korzyść edukacji męskiej i żeńskiej. Antony Seldon powołuje się również na doświadczenia pedagogów na całym świecie. Wynika z nich, że socjalizacja dzieci przebiega lepiej, gdy odbywa się w środowisku koedukacyjnym zarówno na przerwach, jak i w klasie. Podczas lekcji interakcje dziewczynek i chłopców są nieocenione - uczą dzieci szacunku dla odmiennego sposobu postrzegania świata. Utalentowany nauczyciel wie, w jaki sposób zachęcać uczennice do śmiałego wyrażania swoich opinii oraz mitygować śmiałość chłopców.

Co więcej, dyrektor przekonuje, że rolą szkoły jest nie tylko jak najlepsze przygotowanie dzieci do egzaminów, ale przede wszystkim edukacja młodej osoby na wszystkich poziomach. Aby rozwinąć w dziecku kreatywną inteligencję niezbędne jest połączenie żeńskiej oraz męskiej perspektywy, co jest bardzo trudne w szkołach jednopłciowych.

W Polsce dyskusja na temat szkół "jednopłciowych" toczy się od kilkunastu lat. Tak jak na całym świecie, słychać zarówno głosy jej zwolenników, jak i przeciwników. Czasy socjalizmu odzwyczaiły nas od myśli o takich szkołach, ale obecnie coraz więcej osób przypomina sobie zalety przedwojennych doskonałych męskich i żeńskich gimnazjów. Najnowsze badania, świadczące o różnicach w zachowaniach dziewcząt i chłopców i o potrzebie odmiennego traktowania jednych i drugich, są kolejnym argumentem za tworzeniem szkół nie-koedukacyjnych. W 1990 roku w Warszawie ponownie otwarto zamkniętą przez władze komunistyczne żeńską Szkołę Podstawową im. Cecylii Plater-Zyberkówny. Z kolei Stowarzyszenie Wspierania Edukacji i Rodziny Sternik, prowadzi w Warszawie męskie i żeńskie szkoły podstawowe i gimnazja. W najbliższych latach otwarte zostaną również "jednopłciowe" licea.

Zwolennicy szkół żeńskich i męskich z zapałem mówią o zaletach oddzielnej edukacji dziewcząt oraz chłopców, a przeciwnicy posyłają swoje dzieci do szkół koedukacyjnych. Pamiętajmy jednak, że w ostatecznym rozrachunku liczy się to, co w edukacji liczy się najbardziej, czyli jakość kształcenia.

(Źródło: The Guardian, opr. red.)


Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie