Wszystkie dzieci są zdolne

Narzędzia
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Pod koniec maja ukazała się nakładem wydawnictwa Dobra Literatura książka autorstwa Geralda Hüthera i Uli Hausera „Wszystkie dzieci są zdolne”. Jest to niezwykle ważna pozycja, która – mam taką nadzieję – dostarczy kolejnych argumentów przemawiających za koniecznością zmian w naszym systemie edukacyjnym.fot. sxc.hu

Gerald Hüther to profesor neurobiologii, który całe życie poświęcił badaniom mózgu. Jak mało kto rozumie mechanizmy sterujące procesami uczenia się i widzi, jak obecny system edukacyjny marnuje potencjał wielu dzieci. W dzisiejszym modelu edukacyjnym docenia się jedynie wybrane talenty, podczas gdy w pozaszkolnej rzeczywistości potrzebne są wszystkie.

Problem nie leży jedynie w niedostrzeganiu wielu uzdolnień, ale również w tym, że niewątpliwie utalentowanym dzieciom wciąż jeszcze odmawia się prawa do stworzenia pozytywnego obrazu samego siebie i do wiary we własne możliwości. Każdy z nas ma silne i słabe strony! Jednak obecny model wszystko uśrednia, nie dostrzegając, że słabsze wyniki w określonych dziedzinach mogą być rekompensowane przez inne talenty. Nawet najwybitniejsze jednostki nie są wolne od słabości. Nie koncentrujmy się na słabościach, ale pozwólmy każdemu rozwijać to, co w nim najlepsze, apeluje Hüther. Stawiając na przeciętność, wszyscy tracimy.

Pod koniec maja w konferencji poświęconej nowych trendom w nauczaniu uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi zorganizowanej we Wrocławiu przez Fundację Promyk Słońca wziął udział jeden z najlepszych polskich dziennikarzy Jacek Żakowski. Jego opowieści powinni wysłuchać wszyscy uczniowie, a szczególnie ci z problemami.

Małego Jacka – ze względu na silną dysleksję – nie chciano przyjąć do szkoły. Panie prowadzące badanie w Przychodni Pedagogiczno-Psychologicznej uznały, że jest po prostu za głupi, żeby móc się uczyć z normalnymi dziećmi. Tylko dzięki determinacji mamy Jacek poszedł do pierwszej klasy. Trzy pierwsze klasy to droga przez mękę. Najpierw w szkole, a potem w domu. Gdy inne dzieci bawiły się na podwórku, mały Żakowski godzinami odbrabiał z mamą lekcje. Jak sam mówi, postępy były raczej symboliczne, a każdy pretekst był dobry, żeby choć na chwilę przerwać tortury. „Trudno sobie wyobrazić, ile razy spadałem z krzesła, jak często „przez nieuwagę” strącałem ze stołu szklanki, wazony, co tylko dało się zrzucić” - opowiadał redaktor „Polityki”. Pod koniec trzeciej klasy dyrektorka szkoły postawiła pani Żakowskiej ultimatum, albo przeniesie syna do innej szkoły, albo zostanie skierowany do szkoły specjalnej. Mama Jacka wybrała pierwsze rozwiązanie. Z czasem mały dyslektyk radził sobie w szkole coraz lepiej, bo dysponował coraz skuteczniejszymi strategiami kompensującymi jego słabości. Jedna z jego nauczycielek języka polskiego z uznaniem zauważyła, że napisał długie wypracowanie, w którym nie było ani jednego słowa z „ż” i „rz”.

Dzięki wsparciu rodziców Jacek nie myślał o sobie jak o niezdolnym do niczego nieudaczniku. W starszych klasach coraz częściej mógł wykazać się swoimi uzdolnieniami. Żakowskiemu się udało! Mimo dysleksji skończył szkołę, poszedł na studia i zrobił karierę. Warto zastanowić się, co by się stało, gdyby jego mama pogodziła się z opinią specjalistów z Poradni Psychologiczno-pedagogicznej twierdzących, że problemy Jacka przekreślają jego szanse na szkolny sukces. Jak potoczyłyby się losy Żakowskiego, gdyby poszedł do szkoły specjalnej i uwierzył w łatkę, którą mu przypięto?

Czy zatem mały Jacek Żakowski był utalentowanym dzieckiem? Miał i do dziś ma jeden słaby punkt, trudności z poprawnym pisaniem. Czy ten deficyt był wystarczającym powodem, by uznać go za dziecko odstające od normy? Oprócz dysleksji nosił w sobie również ogromny potencjał! Czy jeden słaby punkt może unieważnić wszystkie inne talenty? W dzisiejszym modelu edukacyjnym osobie niezwykle uzdolnionej muzycznie drogę do akademii muzycznej zamyka niezdana matura z matematyki.

Wszystkie dzieci są zdolne. Jak marnujemy wrodzone talentyTrudno ocenić, ilu dzieciom skutecznie wmówiono, że są głupie i do niczego sie nie nadają, bo mają jakiś deficyt i z czymś radzą sobie słabiej. Temu problemowi poświęcona jest wydana właśnie przez Dobrą Literaturę książka Geralda Hüthera. Niemiecki neurobiolog wyjaśnia, w jakich warunkach naturalne talenty i uzdolnienia dzieci mogą się rozwijać i jak opiekunowie i rodzice mogą je wspierać. Kary i nagrody są metodami tresury a nie wychowania. Zamiast formatować dzieci według naszych wyobrażeń o tym, jakie powinny być, powinniśmy baczniej przyglądać się temu, jakie są i jaki tkwi w nich potencjał. Dzieci mają prawo do bycia sobą, nie przyszły na świat po to, by odgrywać wyznaczone im przez dorosłych role. Zadaniem szkół nie powinno być uśrednianie i niwelowanie różnic między dziećmi, ale umożliwienie im rozwijania wszystkich tkwiących w nich talentów i uzdolnień. Nie wszystkie będą profesorami, nie wszystkie chcą poznawać świat poprzez przekaz werbalny. Potrzebujemy nie tylko matematyków, lekarzy czy prawników, ale również dobrych kucharzy, fryzjerki, ogrodniów, tancerzy, piekarzy czy kreatorów mody. Nie ma powodu, by uważać, że bycie dobrym mechanikiem samochodowym czy hydraulikiem zasługuje na mniejszy szacunek niż bycie dobrym profesorem matematyki. Jeśli wszystkie dzieci wysyłamy do szkół, to naszym obowiązkiem jest stworzenie w nich warunków dla rozwoju wszystkich talentów.

Fragment książki Geralda Hüthera „Wszystkie dzieci są zdolne”:

„Dzieci rozpiera ciekawość otaczającego świata, nieustannie chciałyby coś odkrywać, zadawać pytania; czterolatki robią to nawet do 400 razy dziennie; ciągle przeżywają coś nowego, ucząc się w ten sposób życia. W tym wszystkim najważniejsze są te doświadczenia, które dziecko zbiera w kontaktach z innymi ludźmi, to one zapisują się najintensywniej w dziecięcych mózgach. To, że większość dzieci najpóźniej po dwóch latach chodzenia do szkoły traci wrodzoną ciekawość świata, nie wynika z jakiegoś naturalnego prawa. Nie są temu winne ani same dzieci, ani konstrukacja ich mózgów, lecz sposób prowadzenia zajęć w szkołach. Jakim cudem dzieci mają zachować swą otwartość na wszystko co nowe, jeśli bez przerwy są tylko pouczane. Gdyby mogły nieustannie odkrywać i badać otaczającą rzeczywistość, gdyby mogły wszystko wypróbowywać i stale czegoś się uczyć, z pewnością żadne z nich nie zatraciłoby tej wrodzonej ciekawości życia. Żadne dziecko nie rezygnuje dobrowolnie z poszukiwania, zadawania pytań i przyswajania sobie wciąż nowych faktów.

Ale kiedy nie ma w pobliżu człowieka, który okazałby mu zainteresowanie, wtedy rzeczywiście może stracić motywację do dalszego działania. Podobnie zareaguje w sytuacji, w której dorosły okaże brak cierpliwości, bo właśnie jest zajęty czymś innym, albo po prostu nie ma dla dziecka czasu, albo wtedy, gdy wciąż objaśnia mu rzeczy, o które wcale nie pytało, lub gdy jakiś wszechwiedzący dorosły wmawia dziecku, co jest najlepsze dla jego rozwoju.”

W dzisiejszym modelu edukacyjnym każemy dzieciom zajmować się głównie tymi przedmiotami, z którymi mają największe problemy. Jak rozwinęłyby swój potencjał, gdyby mogły same wybierać i poświęcić czas na to, co im wychodzi najlepiej. Czy jako rodzice i nauczyciele mamy prawo narzucać dzieciom swoją wolę i formatować je według naszych wyobrażań preferujących średniactwo? Czy nie szkoda nam zmarnowanych talentów?

Ważne, jak odpowiadamy na proste pytanie. Czy siedmioletni Jacek Żakowski był zdolnym dzieckiem czy nie? Przecież miał poważną dysfunkcję, i ma ją do dziś! To nie dysleksja była przeszkodą na drodze do sukcesu, ale sposób, w jaki podchodzili do niej nauczyciele.

Gerald Hüther, Uli Hauser, Wszystkie dzieci są zdolne. Jak marnujemy wrodzone talenty, Dobra Literatura, Słupsk 2014, ISBN: 9788364184123, http://www.dobraliteratura.pl/zapowiedz/162/wszystkie_dzieci_sa_zdolne.html.

***

Informacja dla osób zainteresowanych moją ostatnią książką „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi”. Książkę można kupić również m. in. w księgarni Kopernikańska.pl.

Notka o autorce: Marzena Żylińska jest wykładowcą metodyki w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych w Toruniu i w Dolnośląskiej Szkole Wyższej we Wrocławiu. Zajmuje się też wykorzystaniem nowych technologii w nauczaniu. Prowadzi seminaria dla nauczycieli, współorganizuje europejski projekt "Zmieniająca się szkoła". Autorka książki "Postkomunikatywna dydaktyka języków obcych w dobie technologii informacyjnych" i "Neurodydaktyka, czyli nauczanie przyjazne mózgowi". Prowadzi swój blog w partnerskiej dla Edunews.pl platformie blogowej Oś Świata pod adresem http://osswiata.pl/zylinska/. Artykuł jest przedrukiem wpisu zamieszczonego w Osi Świata.

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie