Nowe wyzwania dla IT w szkole

Narzędzia
Typografia

Pilotaż rządowego programu "Cyfrowa Szkoła" na półmetku. Podręczniki się tworzą, sprzęt zakupiony, nauczyciele szkolą się na potęgę z "miękkich" technik bez dotykania klawiatur. Sieci współpracy utworzone z rozkazu i odgórnie, delikatnie mówiąc, kuleją. Kto przygotuje 400 tysięcy nauczycieli do używania IT na lekcjach i jak ma wyglądać "rytuał przejścia"? Kto wejdzie w rolę szamana szkolnego przewrotu?photo: sxc.hu

Prehistoria (Epoka kredy)

Na początku lat 90-tych informatyka wchodziła do szkół. Przygotowanie nauczycieli, którzy mogliby „ogarnąć“ przedmiot nie tylko od strony metodycznej ale i stricte technicznej (software i hardware) było wyzwaniem dla wszystkich. Ci z „pierwszego rozdania“ pracowni MEN-owskich to prawdziwi admini-pionierzy. Wtedy właśnie zupełnie oddolnie powstała Konferencja Administratorów Szkolnych Sieci Komputerowych w Mrozach, w kolejnych latach podobne inicjatywy w różnych częściach Polski: w Kołobrzegu, Nowym Tomyślu, Twardogórze. Na wszystkich imprezach wiodącą była tematyka techniczna: serwery, infrastruktura sieciowa, aplikacje do zarządzania pracownią. Wymiana doświadczeń między technicznymi pasjonatami komputerów i sprzętu IT w szkole zdominowała dwie dekady.

Ostatnie lata to wyraźna zmiana w agendach konferencji – coraz mniej projektów dla adminów (za to na coraz wyższym poziomie), coraz więcej propozycji dla wszystkich nauczycieli – przedmiotowców. Technologia „wyszła“ z sal informatycznych, rozpełzła się po szkole i dotarła do takich „zakamarków“ jak sale lekcyjne. No i do uczniów/nauczycieli w tych salach się/uczących oczywiście…

Big Bang (Teraz!)

Dostęp szerokopasmowy świadczony przez masowego operatora, techniczne możliwości korzystania z sieci w telewizjach kablowych, eksplozja mobilności - powszechny Internet w urządzeniach osobistych (smartfony i tablety) zmieniły chyba na zawsze relacje między uczniem a nauczycielem informatyki: sieć jest wszędzie i przenika całą rzeczywistość szkolną – czy tego chcemy, czy nie. W arkana sterowania urządzeniem z niej korzystającym (bo inne są nieważne) wprowadza nie tylko informatyk, ale każdy: od rodziców począwszy na kolegach skończywszy. Już nie udostępniamy, nie blokujemy, nie filtrujemy – sieć każdy nosi ze sobą. Własną.

Między administratorem infrastruktury informatycznej szkoły a nauczycielami przedmiotowymi coraz powszechniej korzystającymi z sieci również zmieniają się relacje – administrator ma za zadanie dostarczyć stabilny, silny i pojemny sygnał sieci do każdego zainteresowanego. Tajemny serwer w sali informatycznej, obsługiwany przez „magika“ w znakomitej większości polskich szkół stracił rację bytu. Przechowywanie danych w chmurach prywatnych, dostęp do sieci poprzez wi-fi, posiadanie własnych skrzynek e-mail jest normą, a dystrybutorem tych dóbr nie jest już szkoła. Nie jest ona również w stanie zablokować dostępu do sieci podłączonej do urządzeń bezpośrednio przez 3G, ani filtrować tych treści odsączając treści niepożądane, przynajmniej nie w zakresie środków, które posiada. Administratorzy się nudzą… Niedługo nie będzie zresztą już czym administrować: sieci szkolne w rozumieniu sprzed 20 lat przestaną istnieć. Oczywiście nadal trzeba będzie się nimi zajmować serwisowo, ale serwer szkolny (MS SBS czy inny) stanie się przeżytkiem bez wsparcia w fachowcu, więc pozostanie podpiąć kompy do switcha, switch do routera i… jazda bezserwerowa. Albo nic nie podpinać tylko połączyć się bezprzewodowo przez router (albo i nie) – z serwerem w chmurze. Chmura możliwości.

Supernowa (Jutro?)

Zmienić się musi więc rola administratora sieci – z maga o infrastrukturalnej wiedzy tajemnej, z rozdawcy haseł i loginów, z podpinacza kabelków w szafce ze szklanymi drzwiami – w lidera cyfrowej zmiany w szkole, który wprowadza – przede wszystkim nauczycieli, swoje koleżanki i kolegów, w świat web 2.0, 3.0…, w technologię laptopów, tabletów, w klasy wi-fi, chmury, narzędzia współpracy grupowej on-line, w webowe aplikacje biurowe, moodle itd.

Bo dzieciaki już tam są od dawna. Używają sieci jako krwioobiegu informacyjnego. Są na facebooku, twitterze, pinterest'cie, naszych klasach, warcraftach, prezich i w milionie innych miejsc. Od dawna – podkreślam. I właśnie te dzieciaki są największą nadzieją „naturalizowanych“ adminów – one umieją obsługiwać facebooka, natomiast nie znają zasad ostrożności w sieci. Wystarczy wymienić się informacjami – Ty uczysz mnie fejsa, ja powiem Ci jak ustawić zasady udostępniania materiałów. Pokaż mi Pinetrest – ja powiem Ci o prawach autorskich dotyczących zdjęć. Skąd masz kanał na youtube – zobacz jak wstawia się szablony css w wordpress.

Nadchodzi partnerstwo – słowo prawie nieznane w relacjach uczeń-nauczyciel

Dla mnie oczywistą sprawą jest, że informatycy szkolni w znakomitej większości nie znają narzędzi, którymi posługują się nauczyciele przedmiotowi – to nawet zrozumiałe przy narzędziach dedykowanych przez wydawnictwa. Jest jednak mnóstwo programów czy aplikacji sieciowych, które przy odrobinie kreatywności prowadzącego z powodzeniem można wykorzystać w sali lekcyjnej wyposażonej w komputer z dostępem do sieci (kluczowy „dostęp do sieci“ nadal jest piętą Achillesową?), rzutnik i ekran/ścianę (wersja minimum), tablicę interaktywną z głośnikami (wersja maximum) czy kilka/kilkanaście komputerów lub tabletów (wersja full-wypas).

I nie ma tu znaczenia system operacyjny – oczko w głowie każdego admina. Jest niewidzialny, przezroczysty, nieistotny – jak w Chromebooku. Mówię oczywiście o szkolnictwie powszechnym, a nie specjalistycznym, np. technikum informatycznym: to rządzi się zupełnie innymi prawami.

Administrator sieci z zupełnie nową rolą, zupełnie nowymi zadaniami. Ilu z nas zechce się przestawić, a ilu pozostanie w kurczącej się sferze szkolnych serwerów i ich administracji? Czy jest powszechna zgoda na tak ogromną zmianę roli admina/nauczyciela informatyki – i czy jest na to gotowość obu stron? Czy zmiana z technika-magika, boga haseł i zabezpieczeń, przydziałów dostępu i loginów w doradcę/eksperta IT i trenera kompetencji cyfrowych uczniów i nauczycieli jest realna? Czy może jedną z tych ról przejmie nauczyciel przedmiotowy biegły w wykorzystaniu narzędzi TIK a nieporadny w sferze infrastrukturalnej – bo to nie jego bajka? Czy czas już na edukatora medialnego zamiast/obok administratora/nauczyciela informatyki?

To mi teraz „chodzi po głowie“.

Jacek Ścibor – trener IT, nauczyciel akademicki, nauczyciel informatyki w Zespole Szkół w Chrząstawie Wielkiej. >25 lat doświadczenia w nauczaniu technologii informacyjnej w szkołach podstawowych, gimnazjach, szkole przy zakładzie poprawczym, Uniwersytecie w Białymstoku, projektach „unijnych”. Z zamiłowania majsterkowicz – więc projektant i wykonawca sieci szkolnych, autor wdrożeń e-dzienników, platform edukacyjnych i tablic interaktywnych w szkołach woj. Podlaskiego i dolnośląskiego. Rodowity zakopiańczyk, wychowany białostocczanin, obecny wrocławianin. Pierwotny artykuł ukazał się w Blogu SuperBelfrówlicencja CC-BY-SA.

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie