"Nie" z miłości

fot. Adobe Stock

Narzędzia
Typografia

Większość z rodziców najchętniej niczego nie odmawiałaby swoim dzieciom. Chcieliby im dać wszystko, na co ich stać. Wielu zadeklarowałby również, że jest w stanie oddać życie za swoje dzieci. Dzieje się tak, ponieważ słowo „tak” jest najprostszym symbolem miłości.

Rodzic – Przyjaciel

W zasadzie nie można nic zarzucić komuś, kto pozwalałby dzieciom na wszystko – pod warunkiem, że jego zgoda wypływałaby z głębi serca i byłaby wolna od ukrytych myśli i niewypowiedzianych oczekiwań. W swojej książce „Nie z miłości” Jesper Juul, duński pedagog i psychoterapeuta twierdzi, że w dzisiejszych czasach jest wiele powodów, dla których rodzice dosyć rzadko mówią „nie” swoim dzieciom.

Jedną z przyczyn może być fakt, iż żyjemy obecnie w czasach dobrobytu i konsumpcjonizmu (dla większości rodziców nie ma finansowego znaczenia, czy ich dziecko zje loda za 5 czy 10 zł). Innym powodem może być chęć uniknięcia konfliktów lub własna wygoda. Są rodzice, którzy chcieliby zamienić dom, w którym żyją w raj dla dziecka, a bywają i tacy, którzy nie odmawiają, ponieważ chcą zbudować z dziećmi luźną relację, tzw. przyjacielską.

Zgodnie z przekonaniem

Ludzie odczuwają potrzebę akceptacji, potrzebę bycia ważnym dla osób, na których im zależy. Wielu z nas (rodziców, nauczycieli, wychowawców) dąży do tego, by być traktowanym przez nasze dzieci, uczniów, wychowanków jako autorytet. Ponadto wielu rodziców chciałaby sprawić, aby ich dzieci miały lepsze życie niż oni sami. I stąd bierze się problem ze znalezieniem złotego środka pomiędzy „tak” a „nie”.

Rodzicom dużo trudniej odmawiać dzieciom niż spełniać ich oczekiwania, ponieważ to wymaga więcej roztropności, zaangażowania, szczerości, odwagi, a nieraz niewygodnych rozmów.

Oczywiście nie jest zasadą, że im więcej razy odmówimy dziecku spełnienia jego prośby, tym nasza rodzina będzie szczęśliwsza. Prawidłowość jest raczej taka, że jeśli zbyt często godzimy się na określone zachowanie dziecka, a jednocześnie nasza zgoda jest nieszczera, wymuszona i nie płynie z naszego przekonania, to w rezultacie może ona bardzo negatywnie wpłynąć na relacje pomiędzy nami a dzieckiem.

Myślę, że bardzo dobrze zobrazuje to poniższy dialog:
- Mamo, czy pójdziemy dzisiaj do McDonalds’a?
– Nie, nie chcę tam iść.
– Ale dlaczego?
– Ponieważ nie chcę wydawać pieniędzy na tak niezdrowe jedzenie.
– Ale Michał i Julka zawsze chodzą z rodzicami do McDonalds’a.
– Wynika z tego, że ich rodzice mają na ten temat inne zdanie niż ja.
– A nie możesz zmienić swojego zdania?
– Mogę, ale nie chcę.
– Ale to jest głupie, że inne dzieci mogą, a ja nie.
– Rozumiem, że chciałbyś tam iść, ale musisz poczekać, aż sam będziesz o tym decydował. Ja w każdym razie nie pójdę tam dziś z Tobą.
– Mam Cię dość!
– Trudno. Mam nadzieję, że Ci to przejdzie.

W powyższej sytuacji widać, że rodzic, zamiast godzić się na wizytę w popularnej, modnej, ale serwującej niezdrowe (jego zdaniem) jedzenie, odmawia dziecku spełnienia prośby w sposób klarowny, bez naruszania niczyjej (także swojej) integralności i godności.

Rodzic, który w tej sytuacji zgodziłby się na wizytę w restauracji wbrew swoim przekonaniom, będzie odczuwał złość, frustrację i niespełnienie, co może przełożyć się na poczucie nieposiadania autorytetu u swojego dziecka. W dalszej kolejności taka sytuacja może stać się przyczyną konfliktów i innych patologii w relacjach pomiędzy nim a jego dzieckiem.

Przytoczony powyżej dialog ukazuje również inną, bardzo ważną kwestię dotyczącą relacji rodzic-dziecko, a mianowicie to, że umiejętność troszczenia się o własne potrzeby – bez lekceważenia potrzeb dziecka – jest charakterystyczne dla dobrego przywództwa, także w rodzinie. Daje ono dzieciom poczucie bezpieczeństwa i gwarantuje związek oparty na jednakowym szacunku dla obu stron. Związek taki wyróżnia się tym, że obie strony mają jednakową godność – a nie tym, że mają jednakowe prawa i obowiązki, czyli że mogą tyle samo.

Chęć czy potrzeba?

W procesie stawiania granic dzieciom bardzo ważne jest rozróżnienie pomiędzy chęcią dziecka a jego potrzebą. Wydaje się, że rozróżnienie to jest tym łatwiejsze, im dziecko jest młodsze.

W dzisiejszych czasach nasze pociechy mają bardzo dużo zabawek. Dziecko nieraz chciałoby dostać nową zabawkę, ponieważ wyobraża sobie, jak fajnie byłoby ją mieć i się nią bawić. Faktem jest jednak, że dzieci nie potrzebują nowej zabawki, ale chcą uciec od nudy otaczając się wciąż nowymi przedmiotami.

U starszych dzieci czy młodzieży kwestia ta wydaje się poważniejsza i bardziej złożona (zgodnie z powiedzeniem: „małe dzieci – mały problem, duże dzieci – duży problem”). Może ona dotyczyć modnej garderoby, atrakcyjnego sposobu spędzania wolnego czasu, planów na wakacje itp.

Zarówno młodsze dzieci, jak i te trochę starsze nie są do końca świadome swoich rzeczywistych potrzeb, ale zawsze wiedzą na co mają chęć. Dlatego potrzebują mądrych rodziców, od których mogą nauczyć się różnicy między tymi dwiema rzeczami – chwilową chęcią (kaprysem) i rzeczywistą potrzebą. Rodzice także powinni wskazywać im, której z nich należy przyznać pierwszeństwo.

Przykład, a nie wykład

Praktyka rodzicielska, nauczycielska czy wychowawcza podpowiada nam jednak, że pomaganie dzieciom (szczególnie tym starszym) w identyfikacji ich potrzeb czy zachcianek wcale nie jest łatwe. Nie ma jednego, uniwersalnego klucza, którym moglibyśmy się posłużyć w tym zadaniu. Dodatkowo łatwa dostępność do różnorodnych dóbr materialnych nie ułatwia tego zadania.

Warto więc czasami spojrzeć nie tylko na dziecko, ale też na przykład, jaki dajemy my sami. Pamiętajmy, że dzieci podążą raczej za przykładem, nie za słowem.

Sami często chcemy posiadać nową „zabawkę”, mimo że dotychczasowa sprawdza się idealnie (np. nowa torebka czy nowszy model telefonu), ponieważ wierzymy, że to zaspokoi naszą konkretną potrzebę. I tutaj – podobnie jak u dzieci – istnieją także mniej kosztowne sposoby zaspokojenia tej samej potrzeby, ale wielu z nas, dorosłych ich nie wybiera i pędzi za nową błyskotką.

Myśląc zaś o tym, czy zgodzić się na kolejną zachciankę dziecka „dla świętego spokoju”, miejmy w głowie myśl Jaspera Juula, że „człowiek niepotrafiący zadbać o własne granice, jest jak ogród bez ogrodzenia, z którego każdy może korzystać, kiedy tylko mu się podoba”.

 

Bibliografia:

1. Jesper Juul, „Nie” z miłości. Mądrzy rodzice – silne dzieci, Pruszków 2011.
2. Kamil Nowak, Idealny rodzic nie istnieje i wszystkie inne rzeczy, które chciałbym wiedzieć o wychowaniu dzieci, zanim zostałem ojcem, Bielsko–Biała 2018.

 

Notka o autorze: Piotr Jankowski – wychowawca świetlicy, nauczyciel wspomagający w Szkole Podstawowej Paderewski, pracuje z osobami z niepełnosprawnością intelektualną. Niniejszy artykuł ukazał się w blogu Edukacja i Inspiracje, licencja CC-BY-SA.

 

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie