Zapętlona szkoła - część II

Narzędzia
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Problemem dzisiejszego silnie zbiurokratyzowanego, przeracjonalizowanego, przeregulowanego i odhumanizowanego systemu edukacyjnego jest nie tylko zapętlenie skutkujące osiąganiem efektów z gruntu odwrotnych od zamierzonych, ale również zupełny brak spójności, który dotyka zarówno nauczycieli, jak również uczniów.(C) Tomasz Trojanowski - fotolia.com

Każdy nauczyciel musi dziś odpowiedzieć sobie na następujące pytania:

  • Rozwijać autonomię czy prowadzić uczniów „po śladzie”?
  • Rozwijać kreatywność i innowacyjne myślenie, czy uczyć, że na każde pytanie jest jedna poprawna odpowiedź?
  • Stosować efektywne, ale czasochłonne metody aktywne (pozwalać uczniom na samodzielne stawianie hipotez i ich weryfikowanie), czy raczej tradycyjne, mniej skuteczne, ale nie wymagające dużo czasu, metody podawcze?
  • Rozwijać myślenie, czy przygotowywać do zdawania testów opartych na zero-jedynkowym kluczu?
  • Kierować się zainteresowaniami uczniów, czy jedynie celami zawartymi w podstawie programowej?
  • Rozwijać kompetencje potrzebne w dalszej karierze edukacyjnej i w życiu czy koncentrować się na celach mogących pojawić się w testach?
  • Uwzględniać realne możliwości uczniów i dostosowywać do nich tempo pracy, czy kierować się przygotowanym jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego wynikowym planem pracy (rozkładem materiału), który z góry określa, kiedy, jaki temat powinien być zrealizowany?
  • Wracać do tematów, z którymi uczniowie mają problemy, czy je ignorować i nie bacząc na braki konsekwentnie realizować kolejne cele programowe?
  • Stawiać na radość odkrywania, co wymaga czasu, czy wyłożyć uczniom wszystko w formie wykładu, oczekując od nich jedynie reprodukcji?
  • Poświęcać czas na ważne społecznie, ale niepojawiające się na testach kompetencje, np. umiejętność pracy w grupie, czy selekcja i przetwarzania informacji, czy raczej ograniczać się do tzw. „testowalnej” wiedzy?

Odpowiedź na te pytania nie jest prosta, bo dzisiejszy system preferuje nauczycieli, którzy decydują się na drugą z podanych możliwości. Osoba, która wpisze wszystkie tematy do dziennika, nie musi obawiać się jakichkolwiek problemów. Nikt nie zapyta, czy w takim tempie uczniowie mogli cokolwiek sobie przyswoić, nikt nie zarzuci nierealistycznie szybkiego tempa. Problemy może mieć raczej ten nauczyciel, który na koniec roku napisze, że programu nie zrealizował, bo dostosował tempo do możliwości swoich podopiecznych. Kierowanie się interesem uczniów jest dziś kontrasystemowe. Choć teoretycznie edukacja ma służyć rozwojowi uczących się, to jednak cały system oparty jest na mechanizmach ignorujących ich rzeczywiste możliwości czy problemy; szybciej i więcej wypiera dziś mniej, ale dokładniej.

Obecna szkoła jest trudna nie tylko dla słabych uczniów, ale również dla tych najlepszych. Osoby kreatywne, lubiące szukać nowych rozwiązań i niechętnie chodzące wydeptanymi ścieżkami, często mają trudności z udzielaniem odpowiedzi zgodnych z kluczem. A przecież to od ich innowacyjnego potencjału zależy rozwój. Dlatego każdy mądry sytem edukacyjny powiniem troszczyć się o talenty, wspierać twórcze podejście do nowych zagadnień, umożliwiać rozwijanie kreatywności i autonomii. Środowisko musi wspierać to, co dała natura. W ciągu dwunastu lat spędzonych w szkole, mózgi uczniów ulegają ciągłym zmianom. W zależności od tego, czym uczniowie się zajmują, co jest nagradzane, do czego przywiązuje się wagę, w ich mózgach tworzą się określone połączenia neuronalne. Trzymanie się schematów, powielanie algorytmów, reprodukowanie wiedzy rozwija inne struktury, niż twórcze podejście i stosowanie wiedzy do rozwiązywania problemów. W deklaracjach szkoła ma służyć indywidualnemu rozwojowi uczniów, jednak istniejące mechanizmy zupełnie to uniemożliwiają. Powodem jest sztywna i przeładowana podstawa programowa i system ewaluacji wiedzy. To kolejny przykład zapętlenia systemu.

Gdy w 1989 roku rozpoczynano pracę nad nad reformą szkoły, deklarowanym celem było stworzenia elastycznego i otwartego systemu. Jednak szybko okazało się, że tzw. „minimum programowe” wzbogacane przez kolejnych specjalistów o „niezbędne” szczegóły, szybko zmieniło się w nierealistycznie rozbudowane maksimum. W ten sposób kolejna reforma polskiego systemu edukacyjnego zamieniła się w swoje przeciwnieństwo. Otwarty i elastyczny z założenia program okazał się jeszcze bardziej sztywnym i ograniczającym niż krytykowane programy z czasów socjalizmu.

Tak dotkliwy dla nauczycieli brak spójności obecnego systemu objawia się nie tylko tym, że co innego się deklaruje, a czego innego wymaga, ale również tym, że nie wiadomo, co tak naprawdę jest dobre. Problem pojawia się już w kształceniu nauczycieli. Studenci na metodycznych seminariach dowiadują się, że na lekcjach powinni rozwijać u uczniów autonomię i kreatywność, a potem uczy się ich pisania scenariuszy lekcji, w których co do minuty mają zaplanować, co uczniowie będą robić i co będą mówić. Wiele osób owej sprzeczności zdaje się nie dostrzegać.

Postulowana indywidualizacja nauczania i rozwijanie kreatywności i autonomii wymagają elastyczności programu i pewnej dozy wolności. Warto zadać pytanie, czy w dzisiejszych warunkach można stworzyć dobrą szkołę, dla której punktem odniesienia będzie dobro uczniów, ich rzeczywiste potrzeby, problemy, możliwości, zainteresowania i talenty? Jak na testach wypadać będą uczniowie, którzy w szkole będą się uczyć pracy w grupie, wyszukiwania i selekcji informacji, samodzielnego planowania własnej pracy i rozwiązywania problemów? Jak dadzą sobie radę ci, których szkoła zachęcać będzie do odchodzenia od algorytmów i nagradzać za kreatywne i innowacyjne rozwiązania? Ile procent zdobędą na teście osoby, które nauczą się szanować innych nawet wtedy, gdy myślą inaczaj, dbać o środowisko, chodzić do teatru, czytać książki i samodzielnie je interpretowa, rozwiązywać konflikty przez rozmowę, a nie przez kłótnie, krytycznie podchodzic do tego, co mówią „autorytety”, stawiać hipotezy i samodzielnie je weryfikować? Jak napiszą test osoby, którym powtarzano, że nie mają ślepo podążać za innymi, ale powinni raczej skupić się na własnych mocnych stronach i dążyć do tego, co im samym wydaje się w życiu ważne ?

Zburzyć ścianę

W piosence „We don’t need no education” legendarny zespół Pink Floyd utożsamia edukację z kontrolą myśli, narzucaniem wszystkim tych samych wartości i niszczeniem wszelkich przejawów indywidualizmu. Ten znany wszystkim utwór jest wezwaniem do zniszczenia systemu przerabiającego uczniów na cegły  o jednakowych parametrach. Muzycy apelują do nauczycieli, aby zostawili uczniów w spokoju. Ale czy to nauczyciele są źródłem zniewolenia? Oni, podobnie jak uczniowie są dziś jedynie trybikami owej biurokratycznej machiny. Obecny system edukacyjny przestał pełnić swoją rolę, jest drogi, niespójny i kontraproduktywny. W dzisiejszych szkołach nie ma życia i energii, wieje z nich nudą. Kto powinien zacząć rozbijać ten mur?

Notka o autorce: Marzena Żylińska jest wykładowcą metodyki w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych w Toruniu. Zajmuje się też wykorzystaniem nowych technologii w nauczaniu. Prowadzi seminaria dla nauczycieli, współorganizuje europejski projekt "Zmieniająca się szkoła". Autorka książki "Postkomunikatywna dydaktyka języków obcych w dobie technologii informacyjnych". W przygotowaniu jest jej nowa książka "Neurodydaktyka, czyli nauczanie przyjazne mózgowi". Prowadzi swój blog w partnerskiej dla Edunews.pl platformie blogowej Oś Świata pod adresem http://osswiata.nq.pl/zylinska/.

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie