Drugi etap AI w szkole

Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Sztuczna inteligencja dotarła do polskich szkół, ale czy w niej zostanie na dłużej z pożytkiem i dla uczniów i dla nauczycieli? Co dalej po kursach z promptów, które spora część nauczycieli już w mniejszym lub większym zakresie zaliczyła?

Co dała pierwsza fala - i czego nie dała?

Przez ostatnie dwa lata polska edukacja przeszła przez etap, który można nazwać oswajaniem. Nauczyciele uczyli się pisać prompty, generować grafiki na lekcję, skracać czas potrzebny na pojedyncze zadanie - konspekt, kartę pracy, quiz. To był etap potrzebny i nie ma sensu go dziś deprecjonować. Zanim ktokolwiek zacznie mówić o systemowym wykorzystaniu AI w szkole, musi najpierw przestać się go bać albo traktować jak ciekawostkę z internetu. Kursy z promptów tę barierę zdjęły - pokazały nauczycielowi, że może wydać maszynie polecenie i dostać coś użytecznego z powrotem.

Problem w tym, że na tym etap ten się kończy z definicji, nie z powodu złej woli czy braku kompetencji. Narzędzie ogólne - czatbot, generator obrazów, asystent do pisania - jest zaprojektowane do obsługi pojedynczego, oderwanego zadania. Nie dlatego, że twórcy nie pomyśleli o edukacji, tylko dlatego, że narzędzie ogólne z definicji nie ma pamięci o niczym, co nie zmieściło się w bieżącym oknie rozmowy.

Gdzie kończy się narzędzie ogólne?

Poprośmy dowolny popularny model generatywnej AI o kartę pracy na jutrzejszą lekcję - dostaniemy ją w kilkanaście sekund, często naprawdę dobrą. Ale ten sam model nie wie, że Kasia z 2b ma orzeczenie i potrzebuje innej wersji polecenia, że klasa tydzień temu utknęła akurat na tym zagadnieniu, że troje uczniów już zdało to zadanie w innej formie i dostanie je drugi raz będzie stratą czasu. Nie wie tego, bo nikt mu tego nie powiedział - a powiedzenie mu tego za każdym razem, ręcznie, jest dokładnie tą pracą, którą AI miało zdjąć z nauczyciela.

W efekcie oszczędność czasu, którą się obiecuje, w dużej części znika w samej obsłudze narzędzia: sformułowanie dobrego polecenia, sprawdzenie wyniku, dostosowanie go do realiów klasy, przeniesienie do dziennika czy platformy, na której uczniowie faktycznie pracują. Zostaje wrażenie, że AI pomaga - bo pojedyncze zadanie rzeczywiście idzie szybciej - ale całościowy rachunek czasu nauczyciela wcale nie musi wyjść na plus, jeśli policzyć wszystko dookoła.

Murarz i architekt

Tu dochodzę do sedna tezy - i chcę od razu przesunąć ciężar w inne miejsce, niż sugerowałby sam tytuł tego tekstu. Nie chodzi o to, żeby AI było "lepsze" technicznie, tylko o to, do jakiej roboty je zaprzęgamy.

Pisanie tekstów na lekcję, wymyślanie kolejnych scenariuszy, formatowanie karty pracy po raz setny - to jest robota „murarska”. Potrzebna, żeby budynek w ogóle powstał, ale mechaniczna: cegła na cegle, według gotowego wzoru. Właśnie tę robotę AI potrafi dziś przejąć naprawdę dobrze - nie dlatego, że jest inteligentne w głębokim sensie, tylko dlatego, że układanie cegieł da się zautomatyzować, kiedy zna się plan budynku.

Problem w tym, że przez ostatnie lata nauczyciel był zmuszany, żeby być głównie murarzem. Większość czasu poza samą lekcją pochłania właśnie ta warstwa mechaniczna - a nie ta, w której nauczyciel jest naprawdę niezastąpiony: jako pedagog, metodyk, psycholog, ktoś, kto zna relacje w klasie i wie, co konkretnemu dziecku pomoże, a co zaszkodzi. Innymi słowy: nauczyciel od dawna jest architektem z wykształcenia, ale godzinami wykonuje pracę murarza, bo nikt inny cegieł nie ułoży.

System dedykowany - taki, który zna materiał, klasę, przypisanie zadania i wynik, który z niego wyszedł - różni się od narzędzia ogólnego właśnie tym, że potrafi przejąć warstwę murarską w sposób ciągły, a nie tylko przy pojedynczym poleceniu. To zwalnia czas, który architekt może wreszcie wydać na decydowanie, gdzie i po co położyć kolejną cegłę - czyli na to, co z całego tego materiału ma dla tej konkretnej klasy wyniknąć.

Co to oznacza dla szkół z nowym sprzętem?

Tu wracam do uwagi, którą warto przytoczyć wprost, bo trafia w sedno problemu: do tysięcy polskich szkół trafiły dziś dobrej jakości pracownie AI i STEM, finansowane z krajowych i unijnych środków. Sprzęt jest realny i solidny. Pytanie, czy trafia na grunt gotowy, żeby coś na nim wyrosło, czy raczej na ściernisko, jest jak najbardziej zasadne.

Samo urządzenie niczego nie rozwiązuje. Rozstrzyga to, czy nauczyciel wie, co konkretnie ma z nim zrobić w poniedziałek rano - a nie w abstrakcyjnym scenariuszu ze szkolenia. Jeśli odpowiedzią na "mamy AI w szkole" jest ponownie ogólne narzędzie do pojedynczych zadań, ryzykujemy powtórzenie pierwszego etapu na większą skalę: sprzęt najwyższej klasy, dalej zaprzęgnięty do roboty murarskiej.

Do tego dochodzi moment, w którym ten sprzęt trafia do szkół - równolegle z reformą programową, która sama w sobie wymaga od nauczycieli ogromnej pracy organizacyjnej i metodycznej. Bałagan wdrożeniowy, który towarzyszy każdej dużej zmianie programowej, realnie zjada czas i uwagę, które inaczej mogłyby pójść na przemyślenie, jak sensownie wykorzystać nowe narzędzia. W takich warunkach naturalną koleją rzeczy jest sięgnięcie po rozwiązanie najprostsze i najmniej wymagające namysłu - czyli dokładnie po kolejne narzędzie do układania cegieł, zamiast po coś, co pozwoli w końcu spojrzeć na budynek jako całość.

Po co w ogóle więcej AI w szkole?

Zanim przejdę do sedna, chcę się odnieść wprost do obawy, którą słyszę najczęściej i którą traktuję poważnie: że AI odciąża nas poznawczo i przez to osłabia zdolność do samodzielnego myślenia. Uważam, że to lęk tej samej rodziny co obawy towarzyszące każdej wcześniejszej technologii, która przejmowała jakąś funkcję poznawczą człowieka - piśmie, które miało zniszczyć pamięć, maszynie do pisania, kalkulatorowi, internetowi, który miał zrobić z nas ludzi niezdolnych do samodzielnego wyszukania informacji. Za każdym razem coś rzeczywiście zanikało. I za każdym razem okazywało się, że to, co zanikło, nie było tym, co najcenniejsze - a to, co się w zamian uwalniało, dawało więcej, niż kosztowało.

Nikt dziś nie oczekuje, że będę pamiętał telefon do każdego znajomego albo umiał znaleźć źródło w bibliotece bez pomocy internetu - a mimo to nie uważamy się za gorzej myślących niż pokolenie sprzed tych narzędzi. Uważam, że tak samo będzie z nauczycielem, któremu AI odbierze pisanie kolejnego scenariusza lekcji od zera. Tym bardziej że dziś nauczyciel jest kognitywnie dociążony w zdecydowanej większości nie tym, co powinno budzić troskę - papierami, procedurami, sprawozdawczością, właśnie tym murowaniem, o którym pisałem wyżej - a nie głębokim namysłem pedagogicznym. Jeśli AI odciąży go z tego rodzaju pracy, nikomu krzywda się nie stanie. Ryzyko nie leży w samym odciążeniu, tylko w tym, czy uwolniona energia poznawcza trafi w dobre miejsce, czy przepadnie.

A to już zależy od nas, nie od samej technologii. Nauczyciele są - z mojego doświadczenia - ambitniejsi, niż dotychczasowy system im pozwalał być. Odpowiednio pokierowani i uświadomieni, naturalnie zaczną rozwijać się w tych wyższych funkcjach zawodu, do których wcześniej brakowało im czasu, a nie chęci. I to jest właśnie ta rzecz, którą uważam za najważniejszą w całym tym tekście. Więcej AI w szkole nie powinno być celem samym w sobie - i obawa przed tym, że maszyna zacznie wypierać człowieka z relacji, z wychowania, z oceniania, jest w pełni zasadna, jeśli AI budujemy bez zastanowienia, w co konkretnie ma uderzyć logika czystego marketingu ("must have, must use").

Ale ta sama technologia, użyta odwrotnie, może zrobić coś, czego dotąd w edukacji masowej po prostu nie dało się zrobić: uwolnić nauczyciela od warstwy murarskiej na tyle, żeby przy trzydziestce dzieci w klasie - a nie tylko na korepetycjach jeden na jeden - było fizycznie możliwe realizowanie tego, co w zawodzie nauczyciela najwyższe. Wychowania. Pielęgnowania relacji. Mentoringu. Wsparcia psychologicznego, kiedy dzieciak wyraźnie się poddaje, a nie tylko myli w zadaniu. Kreatywności i personalizacji, które przy trzydziestu uczniach i stosie kartek do sprawdzenia dziś zwyczajnie nie mają się z czego wziąć - nie z braku dobrej woli, tylko z braku czasu.

Dlatego uważam, że kierunek, w którym powinny iść rozwiązania AI budowane dla szkół, jest odwrotny do tego, którego wielu się dziś obawia. Nie chodzi o to, żeby AI stopniowo przejmowało coraz więcej z tego, co ludzkie w edukacji - tak skalibrowane narzędzie faktycznie prowadziłoby do marginalizacji nauczyciela. Chodzi o to, żeby AI przejęło to, co mechaniczne, po to konkretnie, żeby relacja między nauczycielem a uczniem mogła się wreszcie odbywać w skali masowej, a nie tylko tam, gdzie akurat starczyło czasu. Miarą sukcesu tego etapu nie powinno być to, ile zadań AI wykonało za nauczyciela, tylko to, ile więcej czasu i uwagi nauczyciel realnie ma dziś dla konkretnego dziecka niż miał przed wdrożeniem.

Sprzęt w pracowniach już tam stoi. Od tego, czy zostanie zaprzęgnięty do układania kolejnych cegieł, czy do uwolnienia rąk architekta, zależy, czy w 2030 roku będziemy pisać o polskiej edukacji, która wykorzystała ten moment, żeby wzmocnić to, co w niej ludzkie - czy o kolejnej fali inwestycji w infrastrukturę, po której zostały głównie niewykorzystane komputery i nauczyciele równie zagubieni jak przed zakupem.

 

Notka o autorze: Dariusz Sochacki buduje EduHero, polską platformę AI dla nauczycieli, i ma w tej dyskusji jawny interes - dlatego zdecydował się nie przywoływać w tekście nazw własnych ani linków do własnego produktu. Powyższe stanowisko jest głosem w dyskusji o kierunku rozwoju AI w edukacji, nie materiałem promocyjnym.

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

Danuta Sterna napisał/a komentarz do Jak zachować spokój w zawodzie nauczyciela?
Faktycznie przeprosiny są najważniejsze, ale też najtrudniejsze. Tak samo jak przyznanie się do błęd...
Panie Michale, we wcześniejszym komentarzu zapytywał Pan Pana Tomasza, cytuję: "Czy czytał Pan uważn...
Jan napisał/a komentarz do Jak zachować spokój w zawodzie nauczyciela?
Ppp: Nie, ten akapit wcale nie powinien być na pierwszym miejscu. Z przepraszaniem uczniów również n...
Ppp napisał/a komentarz do Jak zachować spokój w zawodzie nauczyciela?
Akapit o przeprosinach powinien być nas PIERWSZYM miejscu. Błędów nie da się uniknąć, każdemu może s...
Być najlepszym nauczycielem i wykonywać dobrą robotę, ok, ale według jakich i czyich kryteriów oceni...
A może to strach? Raz - ktoś może wyskoczyć i zawołać "Wcale nie jesteś OK, mnie skrzywdziłaś tak i ...
Stanisław Czachorowski napisał/a komentarz do Nie bój się powiedzieć światu, że robisz dobrą robotę!
Znowu posłuchałem (na YT) z dużą przyjemniością i zostaje ze sporą dawka inspiracji.
No jasne że i Katowice i Wodzisław mają swoją wspaniałą specyfikę, wyjątkowy klimat, charakterystycz...

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie