Manuśle czyli myślenie wizualne 3D

fot. Stanisław Czachorowski

Narzędzia
Typografia

Spada czytelnictwo (nie wierzę!), ale jeśli tak, to bardzo dobrze, bo to oznacza postęp. Postęp w komunikacji międzyludzkiej. Poza przekazem multimedialnym można wykorzystać także i manuśle (zaraz wyjaśnię co to jest, cierpliwości - czytaj do końca, ilustrowany przykład na zdjęciu).

Odkrywamy czasem to, co istnienie od dawna w naszym życiu. Ale uległo zapomnieniu. Wraca do nas najczęściej pod postacią angielskich nazw (sketchnoting, graphic recording, graphic facilitation). Lepiej się jednak zapamiętuje we własnym języku, zapamiętuje ze zrozumieniem, z głębszymi powiązaniami z innymi pojęciami. Bo łatwiej tworzą się skojarzenia. Stąd czasem warto tworzyć słowa własne a nie tylko przejmować z ogólnego obiegu. Dlatego wymyśliłem manuśle, rękosięgi i grafonspekty. Prawie jak Klapaucjusz w Cyberiadzie. Przynajmniej dla siebie samego. Ale mam nadzieję, że i komuś innemu się spodobają. Tak jak już istniejące i dobrze funkcjonujące ryślenie czy myślografia (nie ja to wymyśliłem, ale trafne i używam - poetycko piękne słowa).

Powszechne jest narzekanie na spadek czytelnictwa. A przecież mamy nadmiar słów pisanych i czytanych. W epoce dominacji słowa i myślenia słowami odkrywamy inne kanały informacji i inne sposoby myślenia, uczenia się, zapamiętywania. One istniały od zawsze. Teraz je doceniamy (po chwilowym zapomnieniu). Bo mamy nadmiar monopolu słownego. A monokultura upośledza. Różnorodność jest efektywniejsza. Tak jest z myśleniem wizualnym, myśleniem obrazami. Zawsze istniało, ale w kulturze dominacji słowa pisanego i czytanego zostało po części zapomniane, zepchnięte na margines, także w praktyce szkolnej.

Pamięć - wizualna, dźwiękowa, dotykowa. Poznajemy całym sobą: patrząc (i widząc całościowo obrazy), słuchając (nie tylko treść ale i dźwięki), działając całym sobą (ruch i notowanie) oraz słowami. Szkoła ma nadmiar słów. A mózg pracuje całościowo. Słowa to tylko część mózgu. Szkoła pisana-czytana sprzyja tylko części populacji. Inne sposoby myślenia i inteligencji spycha na margines.

Wiedza to z całą pewnością słowa, ale wiedzę zdobywamy także poprzez ruch (ćwiczenia, eksperymenty, działania manualne), czy w relacjach społecznych poprzez dyskusje (rozmowy i dialog z innymi). Na powrót odkrywamy i ponownie wprowadzamy do szkoły i edukacji pozawerbalne przekazy informacji. Do niektórych te kanały informacji docierają sprawniej. Po prostu pełniej wykorzystujemy możliwości mózgu. A nie ma ludzi jednakowych, różnimy się znacznie od siebie także w preferowanych kanałach informacji.

Myślenie wizualne i manualne w szkole industrialnej (klasy, program, lekcje) zawsze gdzieś było na obrzeżach, ale było nieświadomie dyskredytowane. Bo przecież trzeba czytać i pisać, pisać i czytać. Same słowa, zdania, teksty. W tym znaczeniu spadek (domniemany) czytelnictwa w ogóle mnie nie martwi. Osobiście sądzę, że czytamy i piszemy znacznie więcej niż nasi przodkowie. Tyle, że nie czytamy tylko na papierze ale i na ekranach smartfonów, tabletów itd.

Wypunktowania w tekście są formą myślenia wizualnego, nieliniowego. Szczątkowego ale jednak. Myślenie z natury jest nieliniowe, skojarzeniowe. Jest jak sieć. Do rozwiązania można dojść różnymi drogami. Pismo alfabetyczne jest myśleniem liniowym, jest jak sznurek, jak nić Ariadny (można dość tylko jedną jedyną drogą). Pozwala przekazać coś daleko (na dużą odległość przestrzenną i czasową). Zawiera duży poziom abstrakcji. Pismo ma niezaprzeczalne walory w komunikacji na odległość i komunikacji asynchronicznej - przekaz dociera tam, gdzie głos i wzrok nie sięga i tam, gdzie sami nie dotrzemy z opowieścią ustną, z przykładem, demonstracją. Pismo pozwoliło na znaczne rozszerzenie komunikacji i rozwój cywilizacji. Możemy odczytać cudze myśli po setkach lat i tysiące kilometrów dalej.

Ale teraz, dzięki technice: internet, multumedia - telekomunikacja zawierać może także obrazy, dźwięki i filmy. To znaczny postęp i dopiero się go społecznie uczymy. W tym sensie uważam ewentualny spadek czytelnictwa za postęp. Bo wcale nie musi oznaczać spadku komunikacji i wymiany myśli.

Już wcześniej dostrzegliśmy mind-mapping (nieliniowe mapowanie myśli). Teraz modne staje się dostrzeganie myślenia wizualnego (ryślenie, myślografia) oraz myślenia manualnego, włączającego drobne działania rękodzielnicze. Mam na myśli lapbooki. Mini-książki ręcznie robione, do wewnętrznego użytku (uzupełnienie bezpośredniego kontaktu). Takie myślenie wizualne 3D. Mapy myśli robimy głównie dla siebie, z niepełną informacją, wymagającą dopowiedzenia. Są w jakimś stopniu konspektem, mapą po której idziemy po własnym rozumowaniu, znajdujemy skojarzenia i opowiadamy pełnymi zdaniami. Tworzymy dopiero opowieść. Mapa myśli bez opowieści autorskiej jest jak scenariusz bez filmu, albo nuty bez muzyki.

Teraz, dzięki technice, wracamy do dawnych możliwości komunikacji, jakie wykorzystywaliśmy przez setki tysięcy lat. Nie musimy tylko pisać, możemy przesłać film. Pismo pozwalało na asynchroniczną komunikację. Teraz wzbogacone jest łatwo przesyłanymi obrazami, dźwiękiem i filmem. Tak jakbyśmy byli obok. To znacznie szerzej niż pismo.

Zatem nie ma co lamentować nad spadkiem czytelnictwa. Zastanówmy się raczej czy jest spadek komunikacji międzyludzkiej. Bo to byłoby dopiero groźne. Powtarzam się? Ale powtarzanie jest istotą uczenia się. Tak jak i wykorzystywanie wszystkich zmysłów: słowa, obrazy, działania.

Lapbook pozwala na wydłużone przebywanie z (własnymi) myślami, z problemem (zagadnieniem): zapisujemy, organizujemy relacje przestrzenne z różnymi pojęciami, wycinamy, składamy(różne origami), sklejamy. I to, co dla mnie ważne - recyklingujemy. Tworzymy z tego, co pod ręką. Dajemy drugie życie teczkom biurowym, kolorowym papierom, tasiemkom, wycinkom z gazet, sznurkom od bukietów z kwiaciarni. I rysujemy, malujemy. Myślenie manualne, czyli słowa, obrazy ale także działanie. Przykładem są lapbooki. Można poszerzyć je (wykorzystać) o mały teatrzyk (rękodzielnicze kamishibai). A więc jeszcze więcej.

Ale jak nazwać to coś, co jest lapbookiem? Pamiętacie szkolne ściągi? Najważniejsze z punktu widzenia edukacyjnego jest… robienie tych ściąg. Bez korzystania w czasie egzaminu. Bo przygotowując przetwarzamy treści, piszemy, wybieramy rzeczy najważniejsze do zapisania, manualnie przygotowujemy harmonijki, rolki itd. Przypominamy sobie treść, dokonujemy syntezy, aktywnie przepisujemy, manualnie działamy. Wiele zmysłów jest zaangażowanych - cały mózg. Najlepiej, jeśli te „ściągi-repetytoria” wykonujemy z innymi ludźmi. Gdy musimy komuś opowiedzieć. A zatem to nie ściąga tylko repetytorium sposób aktywizującego uczenia się i porządkowania wiedzy, myśli, pomysłów. Konspekt wypowiedzi 3 D.

Ryślenie, myślografia, rysnotki - to neologizmy dla nazwania myślenia wizualnego, notowania i odczytywania mind-mappingu (nielinearne mapowanie myśli). To widzenie całości (w czasie wypowiedzi), konspekt nieliniowy, łatwy do modyfikacji za względu na czas (gdy musimy nagle skończyć) i zdarzenia na sali (improwizujemy i modyfikujemy, dostosowując się z wypowiedzią do tu i teraz). Notatki-konspekt w formie kartek czy Power Pointa uniemożliwiają widzenie całości, trudno wiedzieć w jakim momencie "zwoju papirusowego" jestem (można numerować slajdy, ale to nie to wystarczy). Trzeba przewinąć całość by dojść i pokazać coś z końca, albo z początku. W rezultacie w takiej powerpointowej wypowiedzi jesteśmy bardziej czytnikiem niż twórca. To utrudnia modyfikację i dostosowanie się do dialogu. Prezi wbrew pozorom jest takie same.

Książka z kartek była dużym postępem w stosunku do papirusowego zwoju. Tak samo myślenie wizualne jest niejednokrotnie wygodniejsze od liniowego, przewijanego jak papirus Power Pointa.

Jak po swojemu nazwać lapbook (emocjonalnie i koncepcyjnie oswoić)? Najbardziej podoba mi się nazwa manuśle - myślenie manualne. Inne słowa, jakie wymyśliłem to: manualsiążka, rękosięga, rękosiąga, manusiąga (manualna ściąga). Albo ksiąga - książka i ściąga. Nakosiążka (książka na kolana) - niemalże bezpośrednie kształcenie. Grafonspekt też mi się podoba. Graficzny konspekt 3D. Bo nie tylko elementy graficzne ale i przestrzenne, wykonane w ramach domowych prac ręcznych. Najlepiej z materiałów z recyklingu - dodatkowo pobudza wyobraźnie i kreatywność.

Lapbooki najbardziej efektywnie wykorzystywane są w nauczaniu domowym. Niejako z konieczności. Ale w kontakcie z małymi grupami i przy wzrastającej indywidualizacji nauczania manuśle mogą znaleźć znacznie szersze zastosowanie. Przede wszystkim to efektywna metoda do indywidualnych (lub grupowych) powtórzeń. Chcę wprowadzić ryślenie i manuśle do praktyki akademickiej, tak jak gamifikajcę (dwa lata temu). Kto stoi w miejscu ten się nie rozwija. A ja mam wrażenie, że dydaktyka akademicka zatrzymała się na etapie kserokopii i PowerPointa.To były nowinki... ale 20 lat temu!

Zanim jednak coś przekażę-pokaże studentom, sam na sobie sprawdzam. Sam na sobie eksperymentuję. Dlatego ćwiczę ryślenie (jako przypomnienie sobie mind-mappingu) oraz manuśle. Próby wdrożenia pokażę w swoim czasie. Gdy spróbuję zrealizować to ze studentami i wmontuje w program konkretnego przedmiotu. Jest pomysł, ale teraz potrzebne wdrożenie...

Przeczytaj także w Edunews.pl: 

 

Notka o autorze: Prof. dr hab. Stanisław Czachorowski jest biologiem, ekologiem, nauczycielem i miłośnikiem filozofii przyrody, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Niniejszy wpis ukazał się na jego blogu Profesorskie Gadanie. Licencja CC-BY. Na zdjęciach powyżej - sketchnotki autora.

 

Edunews.pl oferuje cotygodniowy, bezpłatny (zawsze) serwis wiadomości ze świata edukacji. Zapisz się:
captcha 

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie