Ze świata edukacji
Więcej
Nastolatki żyją dziś w kulturze konsumpcji, w jednej bańce informacyjnej – słysząc, że dążenie do wartości materialistycznych jest jedyną drogą do szczęścia i sukcesu w życiu - uważa psycholog prof. dr hab. Anna Maria Zawadzka z Uniwersytetu Gdańskiego (UG).
W Polsce marnujemy rocznie około 5 mln ton żywności, z czego aż 60 proc. w naszych domach. To nie tylko straty produktów, ale też wody, energii, pracy ludzi i pieniędzy. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi rozpoczyna kampanię „Żywność to wartość”, która przybliży, jak proste codzienne nawyki mogą zmniejszyć skalę marnowania jedzenia.
Już 63% Polaków potwierdza, że zdarza im się marnować żywność. Jedzenie, które każdego roku marnuje się w Polsce mogłoby wyżywić średniej wielkości miasto przez cały rok. Najczęściej do kosza trafia pieczywo (55%), owoce (46%) i warzywa (44%). Głównym powodem jest przekroczenie terminu przydatności do spożycia, wskazywane przez 57% badanych - wynika z najnowszego raportu Banków Żywności “Nie Marnuj Jedzenia”.
Polacy, którzy w ciągu ostatniego roku skorzystali z różnych form pożyczek i kredytów, na ogół nie są osobami z poważnymi problemami finansowymi, coraz bardziej wpadającymi w spiralę zadłużenia. Dla większości z nich pożyczanie to element strategii zarządzania budżetem domowym, a nie „łatania w nim dziury”. Potwierdza to wysoki odsetek pożyczkobiorców (89 proc.), którzy regularnie spłacają swoje długi - wynika z badania „Polacy wobec swoich zadłużeń”. Akurat dziś 15 marca wypada Światowy Dzień Konsumenta - warto przyjrzeć się temu, jak spłacamy swoje długi finansowe.
Co trzeci Polak ocenia swoją sytuację finansową pozytywnie, a co piąty dostrzega jej poprawę. Prawie 30% określa ją jako stabilną, ale tylko co piąty badany czuje się bezpiecznie finansowo. To wnioski płynące z najnowszego badania Fundacji Think!, która od 2008 razem z Fundacją Citi Handlowy im. L.Kronenberga bada i analizuje nastawienie Polaków do obecnej i przyszłej sytuacji materialnej.
Czy dziecko może wydać kieszonkowe na wszystko, co chce? Jak rozmawiać z nim o oszczędzaniu pieniędzy i zasobów? Gdzie przechowywać jego pieniądze – w skarbonce czy na koncie rodzica? Dzięki nowym kartom do rozmowy tematy dotyczące pieniędzy – tak dziecka, jak i Twoich, będą łatwiejsze.
„Proszę natychmiast przeprosić kolegę”, „Koniec dyskusji”, „Pójdziecie do dyrektora i on zdecyduje, kto ma rację” – takie komunikaty często pojawiają się w sytuacjach konfliktowych. Choć mogą szybko zakończyć spór, rzadko pomagają rozwiązać jego przyczyny.
Dlaczego? Bo tak naprawdę nie wymyślamy niczego nowego tylko wracamy do tego, co dla Homo sapiens było naturalne od zawsze. Zanim powstały szkoły, zanim ktoś wpadł na pomysł, by usadzić ludzi w ławkach i uczyć ich według jednego programu, człowiek uczył się nieustannie: od starszych, od rówieśników, na własnych błędach, obserwując przyrodę i innych ludzi. Wiedza była jak chleb, zdobywana codziennie, w małych kawałkach, w rytmie codziennego życia. Dopiero później przyszła epoka wielkich instytucji, które próbowały zamknąć proces uczenia w sztywnych ramach: od września do czerwca, od pierwszej lekcji do ostatniej, od podstawówki do dyplomu.
Z myślą o nauczycielach eksperci Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu (UMW) przygotowali pierwszą w kraju, kompleksową publikację przygotowaną specjalnie na potrzeby nowego przedmiotu, jakim jest edukacja zdrowotna. Publikacja, napisana przez specjalistów, w zamierzeniu autorów łączy aktualną wiedzę medyczną, psychologiczną i społeczną z realnymi potrzebami edukacji.
Miejscem pracy nauczyciela jest mózg. A właściwie - mózgi: własny oraz ten należący do ucznia. To właśnie one codziennie przetwarzają informacje, regulują emocje, podejmują decyzje i próbują odnaleźć się w świecie pełnym bodźców, presji i ciągłego pośpiechu. Pytanie brzmi: w jakiej kondycji są dziś te mózgi? Coraz częściej odpowiedź nie napawa optymizmem.
Zima to dla wielu dzieci i młodzieży szczególnie wymagający okres. Obniżenie nastroju, deficyt światła słonecznego oraz zmiany w obszarze codziennej rutyny sprawiają, że młodzi ludzie częściej doświadczają trudnych emocji i kryzysów psychicznych. Przedstawiciele Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę zwracają uwagę, że wbrew popularnym hasłom takim jak „Blue Monday”, zimowy kryzys dzieci i młodzieży nie jest marketingowym mitem. Dane z telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111 Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę pokazują wyraźnie, że właśnie zimą zapotrzebowanie na pomoc znacząco rośnie.
Każdy z nas ma w życiu momenty, w których spada na nas zbyt wiele obowiązków. Najczęściej nie mamy wówczas możliwości się z nich wycofać, ale w każdej z takich sytuacji mamy możliwość uporządkowania swojej rzeczywistości tak, aby była nam choć trochę bardziej przyjazna. Jeśli już musimy się zmierzyć z zadaniami, które piętrzą się przed nami, to w jaki sposób można sobie wtedy pomóc? Jak się sobą zaopiekować w okresach przeciążenia?
Media społecznościowe to nie tylko znajomi. To także obcy, którzy mogą wejść do Twojej kieszeni jednym DM-em. Prośba o dodanie, „hej”, komentarz, zaproszenie do grupy — to wygląda normalnie, bo platformy mieszają kontakt prywatny z publicznym. Dla młodszych to szczególnie zdradliwe, bo granice „kto jest swój, a kto nie” są mniej oczywiste niż w realnym świecie. Ktoś może pisać miło, budować klimat bliskości, robić wrażenie, że „rozumie” — i właśnie wtedy łatwo oddać komuś za dużo: uwagi, zaufania, informacji.
W realnym życiu większość sytuacji ma swój koniec: coś powiesz, ktoś się pośmieje, temat gaśnie, ludzie idą dalej. W sieci jest inaczej, bo treści mają pamięć i potrafią żyć własnym życiem. To, co wrzucisz „na chwilę”, może zostać zapisane zrzutem ekranu, udostępnione dalej, skopiowane, wysłane na grupę, wyjęte z kontekstu i pokazane komuś innemu. I nagle okazuje się, że Twoja decyzja z 10 sekund miała konsekwencje na tygodnie albo miesiące…
Dawniej nagrody miały swoją „cenę” w czasie i wysiłku. Trzeba było iść, szukać, czekać, próbować, czasem wrócić z niczym. To naturalnie ograniczało liczbę wzmocnień w ciągu dnia. Polowanie na zwierzynę, zbieranie jedzenia, zdobywanie informacji, nawet kontakt z innymi ludźmi – wszystko było bardziej rozciągnięte w czasie, a nagroda pojawiała się rzadziej. W takim środowisku cierpliwość i zdolność czekania miały sens, bo świat był wolniejszy, a nagrody nie pojawiały się co kilka sekund.
To, co widzisz podczas przeglądania mediów społecznościowych, bardzo często nie jest Twoim świadomym wyborem. To nie Ty „idziesz po treść” — to treść przychodzi do Ciebie, podana w kolejności ułożonej przez algorytm. Feed wygląda jak neutralna lista, ale w praktyce jest wynikiem selekcji: ktoś (a dokładniej coś) decyduje, co ma Ci się wyświetlić teraz, co ma zostać podbite, a co ma zniknąć. I zwykle nie po to, żebyś zobaczył to, co dla Ciebie najlepsze, tylko to, co najskuteczniej zatrzyma Cię na dłużej.
W bliskiej grupie brak reakcji rzadko jest neutralny. Łatwo odczytać go jako komunikat: „ignorujesz mnie”, „nie zależy ci”, „znikasz”. A relacje od zawsze były inwestycją: dawały wsparcie, poczucie przynależności, ochronę, dostęp do informacji. Ich utrata mogła realnie kosztować, dlatego mózg jest wyczulony na społeczne „długi” i sygnały zaniedbania więzi. Kiedy ktoś pisze, a Ty nie odpowiadasz, w tle potrafi uruchomić się napięcie: „czy teraz coś psuję?”, „czy ktoś się obrazi?”, „czy wypadnę z obiegu?”. Z drugiej strony, kiedy to Ty czekasz na odpowiedź, pojawia się podobny mechanizm: niepewność i brak domknięcia sprawiają, że myśl wraca do telefonu jak bumerang.
W grupie uznanie nigdy nie było tylko „miłe”. Było sygnałem: czy jestem potrzebny, czy mnie akceptują, czy jestem bezpieczny. Przez większość historii człowieka bycie lubianym i widzianym oznaczało realne rzeczy: łatwiejszą współpracę, większą szansę na pomoc, lepszą pozycję, mniejsze ryzyko odrzucenia. Dlatego mózg tak mocno reaguje na znaki aprobaty — nie dlatego, że jesteśmy „próżni”, tylko dlatego, że dla psychiki przynależność była powiązana z przetrwaniem. Odrzucenie bolało, bo mogło kosztować samotność, a samotność dawniej była zagrożeniem.
