Sprawczość uczniów brzmi dobrze. Ale co właściwie jesteśmy gotowi im oddać w szkole?
Z dużym zainteresowaniem przeczytałam nowy poradnik IBE Sprawczość w szkole. To ważna publikacja — także dlatego, że język, którym od wielu lat posługuje się środowisko edukacji demokratycznej, coraz wyraźniej wchodzi do głównego nurtu polskiej edukacji. Podmiotowość. Autonomia. Realny wybór. Odpowiedzialność. Współdecydowanie. Samorządność.
W poradniku sprawczość nie jest przedstawiana jako edukacyjny dodatek, lecz jako jeden z istotnych wymiarów kształcenia i wychowania, obok wiedzy i kompetencji. I właśnie tutaj zaczynają się dla mnie najciekawsze pytania.
Bo z perspektywy prawie dwóch dekad doświadczeń szkół demokratycznych wiem, że sprawczość nie jest przede wszystkim metodą dydaktyczną. Jest pytaniem o władzę.
Kto decyduje o tym, czego uczeń się uczy?
Kto decyduje, jak spędza swój czas?
O czym naprawdę może współdecydować społeczność uczniowska?
Czy wybór nadal jest wyborem, jeśli wszystkie dopuszczalne możliwości
wcześniej ustalił dorosły?
I czy jesteśmy gotowi zaakceptować decyzję młodego człowieka także wtedy, kiedy sami podjęlibyśmy inną?
Napisałam o tym szerzej w tekście Sprawczość nie jest metodą. Jest pytaniem o władzę w szkole - recenzji poradnika z perspektywy doświadczeń Summerhill, Sudbury i szkół demokratycznych, a przede wszystkim Wolnej Szkoły Demokratycznej Bullerbyn.
Poradnik oceniam bardzo wysoko. Jednocześnie chciałabym zaprosić do rozmowy o tym, co znajduje się jeszcze jeden krok dalej za sprawczością rozumianą jako „dawanie uczniom wyboru”.
Bo być może prawdziwa zmiana zaczyna się dopiero wtedy, kiedy przestajemy pytać:
Ile sprawczości możemy dać uczniom?
a zaczynamy pytać:
Dlaczego to my mamy decydować, ile mogą jej mieć?
Notka o autorce: Marianna Kłosińska jest prezeską i założycielką Fundacji Bullerbyn oraz Fundacji Dzieci Mają Głos. Założycielka Wolnej Szkoły Demokratycznej Bullerbyn – dyrektorka Liceum Astrid i Szkoły Podstawowej Ronja.


