W stronę nowej kultury nauczania i uczenia się (2)

Narzędzia
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

system oświatyUczniowie przychodzą do szkół z niebywałym potencjałem. Najnowsze badania mózgu pokazują, że w wieku 6 lat sieć neuronalna w płacie czołowym jest maksymalnie rozbudowana. Natura obdarowuje każdego człowieka szczodrze, ale nie jesteśmy w stanie wszystkiego wykorzystać. Połączenia, które są używane, stabilizują się i zostają zachowane, te nieużywane mózg usuwa.

 

Na proces ten ma wpływ stopień aktywności jednostki i różnorodność zajęć. Niektóre pobudzają aktywność mózgu silniej, inne słabiej. Rozwój sieci neuronalnej zależy z jednej strony od tego, na ile stymulujące jest środowisko, w jakim przebywają uczniowie. Drugim, nie mniej ważnym czynnikiem jest stopień ich aktywności. Przebywanie w bogatym w bodźce i zachęcającym do różnorodnych działań środowisku ma pozytywny wpływ na rozwój potencjału mózgu, a ograniczanie aktywności przynosi skutek przeciwny.

Dzięki metodom neuroobrazowania wiemy, że rozwój mózgu najsilniej stymulują różne rodzaje sztuki. Przykładowo muzykowanie aktywizuje wiele struktur mózgowych zarówno w lewej, jak i w prawej półkuli, co ma wpływ na proces zapamiętywania, a jednocześnie usprawnia komunikację między półkulami, co przyczynia się do lepszej mielinizacji włókien nerwowych. Podobnie rzecz się ma z innymi rodzajami sztuki czy rzemiosła. Rysowanie, malowanie, rzeźbienie, garncarstwo, teatr czy taniec – wszystko to wszechstronnie stymuluje rozwój połączeń neuronalnych. Dziś wiele się mówi o odchodzeniu od podziału wiedzy na poszczególne przedmioty, propaguje się międzyprzedmiotowe projekty i – tak korzystne z punktu widzenia funkcjonowania mózgu – łączenie treści z rozmaitych dziedzin. Zdaniem neuronaukowców włączenie sztuki do nauczania różnych przedmiotów nie tylko miałoby pozytywny wpływ na motywację, ale również przyczyniłoby się do podniesienia efektywności nauczania. Uczniowie powinni nie tylko czytać sztuki, ale także sami je pisać i wystawiać.

Nauczanie przyjazne mózgowi (ang. brain friendly learning)

Nauczanie przyjazne mózgowi, wykorzystując jego silne strony i naturalne sposoby funkcjonowania, czyni naukę nie tylko dużo efektywniejszą, ale i przyjemniejszą. Od badaczy mózgu płynie dziś w kierunku szkół wiele praktycznych wskazówek. Ponieważ nauka wymaga aktywności, najważniejszym postulatem zdaje się być zahamowanie aktywności nauczycieli i maksymalna aktywizacja uczniów. W tradycyjnym modelu edukacyjnym aktywni są przede wszystkim nauczyciele, którzy znudzonym często uczniom starają się przekazać olbrzymie ilości wiedzy. Problem w tym, że wiedzy nikomu przekazać nie można, bo nauka wymaga aktywności uczącej się jednostki. Po jednej stronie mamy dziś przeciążonych, zmęczonych i bardzo aktywnych pedagogów, po drugiej biernych uczniów o niskim poziomie motywacji, których głównym zadaniem jest reprodukowanie podanej wcześniej wiedzy.

Opracowany przez Janusza Czapińskiego „Raport roczny społecznego programu »Szkoła bez przemocy«” daje mało optymistyczny obraz szkolnej rzeczywistości. Ponad 60 proc. uczniów szkół ponadgimnazjalnych deklaruje, że nudzi się w szkole. Jednocześnie spadł odsetek uczniów, którzy zadeklarowali, iż lekcje ich interesują. W ostatnim badaniu było ich tylko 28 proc. Sytuacja wygląda najlepiej w szkołach podstawowych, gdzie lekcje są interesujące dla 41 proc. badanych. Wśród gimnazjalistów takiej odpowiedzi udzieliło 27 proc. uczniów, a w szkołach ponadgimnazjalnych jedynie co piąta osoba. Reprodukowanie wiedzy jest nudne, a nuda jest największym wrogiem efektywnej nauki.

Warto odnieść dane zebrane przez prof. Czapińskiego do formuły funkcjonowania obecnego modelu edukacyjnego, w którym uczniowie nie mają możliwości wpływania na organizację procesu dydaktycznego. To nauczyciel podejmuje decyzje dotyczące metod pracy, doboru materiału czy sposobu oceniania. Choć od uczniów oczekuje się maksymalnego zaangażowania w naukę, to jednak decyzje podejmują inni. Zdaniem psychologów ludzie niechętnie włączają się w narzucone im działania, na które nie mają żadnego wpływu.

Od węgla do innowacyjnego myślenia

Szkoła uczy dziś, co to są wielomiany, fukoksantyna i jak funkcjonuje układ oddechowy żaby, ale nie przekazuje, jak bez przemocy rozwiązywać konflikty, jaki sposób prowadzenia rozmowy blokuje porozumienie i jak radzić sobie z własnymi emocjami. Choć o nowych technologiach mówi i pisze się niemal wszędzie, to jednak szkoły nie uczą, jak wykorzystywać je do działań twórczych i nie pogłębiają poziomu kompetencji medialnej, którą pokolenie digitalnych tubylców zdobywa samodzielnie. Uczniom nie przekazuje się, jak zachować krytyczną postawę wobec manipulacji, jakim poddaje nas świat reklamy. Szkoła nie rozwija też wielu umiejętności niezbędnych do funkcjonowania w społeczeństwie wiedzy, takich jak selekcja czy przetwarzanie informacji.

Dzisiejszy model edukacyjny ma swoje korzenie w początkach ery industrialnej. Został on stworzony ponad dwieście lat temu i miał służyć zupełnie innym celom niż te, które decydują o sukcesie w społeczeństwie wiedzy. Jednak wartości typowe dla ery, której symbolem była maszyna parowa, wciąż nie odeszły do lamusa i w niektórych dziedzinach nie chcą ustąpić pola ponowoczesnym ideom. Dotyczy to również systemów edukacyjnych w niemal wszystkich krajach świata. Jednym ze skutków tego sporu jest różne podejście do proinnowacyjnych postaw.

W społeczeństwie industrialnym za bogactwa naturalne uznawano węgiel, złoża rud żelaza czy saletry. Kto miał zasoby naturalne i potrafił rozwinąć odpowiednie gałęzie przemysłu, ten zapewniał sobie rozwój gospodarczy. W społeczeństwie wiedzy bogactwem naturalnym są głównie wytwory ludzkich umysłów, dostęp do informacji, umiejętność ich przetwarzania, a także zdolność zastosowania nowych technologii. Postęp zależy od umiejętności wykorzystywania wiedzy, od kreatywności, innowacyjności i zdolności pracy w grupie.

Zasoby, które decydowały o bogactwie w społeczeństwie industrialnym, były ograniczone i prędzej czy później musiały ulec wyczerpaniu; zasoby decydujące o rozwoju w erze wiedzy są nieograniczone i mogą się mnożyć nawet wtedy, gdy ludzie się nimi dzielą. Nauczyciele potrafiący z jednej strony rozwijać talenty swoich uczniów, a z drugiej postawy twórczej autonomii, mogą wciąż od nowa dostarczać społeczeństwu nowych bogactw, które będą podstawą rozwoju. Kraje, które innowacyjność potraktują na równi z umiejętnością pisania i czytania, zapewnią sobie przewagę nad innymi.

Dzisiejszy system edukacyjny często odbierany jest przez uczniów jako nieprzystający do obecnego świata, również ze względu na realizowane w szkołach cele. Dwieście lat temu w powstających masowo fabrykach potrzebni byli karni, zdyscyplinowani, bezkrytyczni i podporządkowani przełożonym robotnicy. Głównym zadaniem szkół było wykształcenie tak sformatowanych ludzi. Dla wielu nauczyciel był jedynym źródłem wiedzy, poza szkołą dostęp do niej mieli tylko nieliczni. Dziś świat wygląda inaczej. Ilość dostępnej wiedzy podwaja się co siedem lat i proces ten wciąż przyśpiesza. Niemal każdy mieszkaniec krajów rozwiniętych może korzystać z internetu, a ambicją twórcy Wikipedii Jimmy’ego Walesa jest, by każdy człowiek miał dostęp do sumy ludzkiej wiedzy. Jesteśmy dziś na najlepszej drodze do zrealizowania tego marzenia. Problem w tym, że sam dostęp do wiedzy o niczym nie przesądza, sukces zależy od zdolności jej wykorzystania.

Kto powinien decydować o modelu edukacji?

W obliczu głębokich zmian, jakie zaszły w społeczeństwie, zmieniły się również oczekiwania pracodawców, którzy nie potrzebują już karnych, zdyscyplinowanych i bezkrytycznych pracowników, lecz szukają osób twórczych, samodzielnych, potrafiących rozwiązywać problemy, pracować w grupie i biegle posługiwać się nowymi technologiami. Znalezienie ich nie jest dziś łatwym zadaniem. Pracodawcy w wielu krajach skarżą się, że zatrudniając absolwentów, najpierw muszą ich wysyłać na kursy rozwijające podstawowe kwalifikacje. Dlatego domagają się możliwości wpływania na programy nauczania. Ich zdaniem wymienione powyżej kompetencje kluczowe powinny być rozwijane już w szkołach.

Uzasadnione wydaje się pytanie, kto ma decydować, czego dziś uczą szkoły i w jaki sposób funkcjonują. Co powinno być dla nich punktem odniesienia? Często w tym kontekście można usłyszeć argument, że nikt nie wie, jak za kilka lub kilkanaście lat będzie wyglądał świat i jakie umiejętności będą potrzebne dzisiejszym uczniom, gdy ci będą rozpoczynać życie zawodowe. Trzeba się zgodzić z twierdzeniem, że nie jesteśmy w stanie określić, na ile przydatna będzie wiedza, którą dziś wtłacza się uczniom do głów. A mimo to jedno można powiedzieć z całą pewnością: umiejętność rozwiązywania problemów, kreatywność, zdolność krytycznego i innowacyjnego myślenia przydadzą się każdemu niezależnie od obranej drogi życiowej i zmian, jakie niechybnie zajdą w najbliższych latach w otaczającej nas rzeczywistości.

System edukacyjny jest z natury rzeczy strukturą dynamiczną, skazaną na ciągłe podążanie za zachodzącymi w społeczeństwie zmianami. Dlatego dobrym rozwiązaniem wydaje się stworzenie elastycznego modelu mającego zdolność płynnego akomodowania się do zmieniających się warunków. Oznacza to konieczność odejścia od odgórnego zarządzania edukacją.

Nawet najlepsi urzędnicy ministerialni nie są w stanie na bieżąco tworzyć rozwiązań dobrych dla wszystkich. Szkoły, nauczyciele i uczniowie muszą mieć większą autonomię, a podstawa programowa i programy nauczania powinny formułować jedynie bardzo ogólne cele.

Indywidualizacja nie powinna być błędnie rozumiana jako indywidualne traktowanie każdego ucznia przez nauczyciela, ale jako wprowadzanie nowego stylu nauczania, dopuszczającego uczniów do głosu i umożliwiającego im współdecydowanie o tym, czego i jak się uczą. W nowej kulturze nauczania i uczenia się to uczniowie są podmiotami. W obliczu lawinowego przyrostu wiedzy jedynym rozwiązaniem jest zdolność mądrej selekcji. Dlatego testy powinny mieć charakter typowo kompetencyjny. Trzeba też zrobić wszystko, by szkoły nie niszczyły ciekawości poznawczej i motywacji dzieci, by nauka kojarzyła się z radością i ciekawymi przeżyciami, a nie z nudą, biernością i egzaminacyjnym stresem. Natura wyposażyła wszystkich ludzi w narzędzia pchające nas ku poznaniu. Aby je wykorzystać, trzeba stworzyć model nauczania przyjaznego mózgowi. Kraj, który pierwszy wprowadzi do szkół nową kulturę, na długie lata zapewni sobie rozwój gospodarczy. Trzeba tylko zrozumieć, że ten nie zależy już od węgla. Bogactw naturalnych w erze wiedzy trzeba szukać w szkołach.

Notka o autorze: dr Marzena Żylińska jest psychologiem i pracownikiem naukowym Nauczycielskiego Kolegium Języków Obcych w Toruniu.

 
 
[Źródło: Pomorski Przegląd Gospodarczy nr 4/2010 (47)]  
 
 

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie