Jaki jest prawdziwy koszt wyboru szkoły?

Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Każdego roku setki uczniów z własnej okolicy codziennie wsiadają do pociągów i autobusów jadących do dużych miast. Dla wielu rodzin jest to oczywisty wybór. Wielkomiejskie szkoły często zajmują wysokie miejsca w ogólnopolskich rankingach, dlatego łatwo dojść do wniosku, że właśnie tam dziecko otrzyma najlepszą edukację.

Ale czy rzeczywiście codzienny, wielogodzinny dojazd jest jedyną drogą do dobrej szkoły?

Być może wybierając szkołę, zadajemy sobie niewłaściwe pytanie. Zamiast zastanawiać się, która szkoła znajduje się wyżej w rankingu, warto zapytać: gdzie moje dziecko będzie miało największą szansę rozwinąć swoje możliwości? Gdzie spotka nauczycieli, którzy dostrzegą jego potencjał, wesprą je w chwilach trudności i pomogą uwierzyć we własne możliwości?

Dobra szkoła nie zawsze jest tą, która osiąga najwyższe wyniki egzaminacyjne. Często jest nią ta, która najlepiej odpowiada na potrzeby konkretnego młodego człowieka.

Oczywiście nie oznacza to, że wybór szkoły w dużych miastach jest błędem. Dla wielu uczniów będzie to najlepsza decyzja. Problem pojawia się wtedy, gdy wysoka pozycja szkoły w rankingu staje się jedynym argumentem przemawiającym za wyborem szkoły, mimo że wiąże się on z codziennymi dojazdami i innymi obciążeniami.

Wielu uczniów marzy o dostaniu się do renomowanej szkoły w jakimś dużym mieście. Często wiąże się to z przekonaniem, że właśnie tam otrzymają najlepsze wykształcenie. Po rozpoczęciu nauki okazuje się jednak, że bardzo wysoki poziom oczekiwań, ogromna liczba sprawdzianów, intensywne tempo pracy, zmęczenie spowodowane dojazdami oraz silna konkurencja między uczniami stanowią dla części z nich ogromne obciążenie. Nie każdy nastolatek odnajduje się w takim środowisku, nawet jeśli wcześniej osiągał bardzo dobre wyniki.

To prowadzi do ważnego pytania: czy szkoła w mieście będzie najlepszym miejscem właśnie dla mojego dziecka? Dla jednego ucznia wymagające środowisko stanie się impulsem do rozwoju, dla innego może oznaczać narastający stres, przemęczenie, utratę motywacji i spadek poczucia własnej wartości. Sama lokalizacja szkoły ani jej miejsce w rankingu nie dają jeszcze odpowiedzi na pytanie, czy będzie ona odpowiednim miejscem dla konkretnego młodego człowieka.

W swojej pracy nauczyciela i psychologa wielokrotnie spotykałem uczniów, którzy trafili do szkół uznawanych za bardzo prestiżowe. Część z nich rozwinęła skrzydła. Inni po raz pierwszy zaczęli doświadczać serii niepowodzeń.

Niektórzy po raz pierwszy doświadczają sytuacji, w której zdecydowaną większość ocen stanowią oceny niedostateczne, mimo że wcześniej otrzymywali bardzo dobre wyniki. Taka sytuacja może prowadzić do utraty wiary we własne możliwości i przekonania: „chyba jednak się do tego nie nadaję”, choć w rzeczywistości często zmieniło się przede wszystkim środowisko oraz poziom stawianych wymagań.

Wielu z nich po lekcjach spędza kolejne godziny na korepetycjach, nieustannie – i nierzadko bezskutecznie – próbując sprostać bardzo wysokim wymaganiom. Warto zastanowić się, jaki wówczas obraz samego siebie buduje młody człowiek, który przez wiele miesięcy wraca do domu z kolejną oceną niedostateczną lub słyszy przede wszystkim, że jego odpowiedzi są niewystarczające. Czy po roku nauki wychodzi z przekonaniem: „rozwinąłem się”, czy raczej: „jestem za słaby”?

Największym problemem nie jest jednak sama trudność nauki, lecz sposób, w jaki młody człowiek zaczyna postrzegać samego siebie. Konsekwencje pojawiają się wtedy, gdy uczeń przez wiele miesięcy otrzymuje przede wszystkim sygnały, że jego odpowiedzi są niewystarczające. Coraz częściej młodzież bardziej niż samej nauki zaczyna bać się oceniania. Czasami jedno życzliwe słowo lub jedna dobra ocena potrafią całkowicie zmienić sposób, w jaki nastolatek postrzega własne możliwości. To pokazuje, jak ogromny wpływ ma sposób oceniania i komunikowania się z uczniem. Dziecko bardzo szybko buduje obraz samego siebie na podstawie tego, co regularnie słyszy od dorosłych.

Warto również zadać sobie pytanie, czy celem szkoły powinno być przede wszystkim przygotowanie ucznia do kolejnego sprawdzianu, czy raczej rozwijanie jego wiedzy, ciekawości, samodzielności i wiary we własne możliwości. Jeżeli osiągnięcie wysokich wyników wymaga codziennych, wielogodzinnych dojazdów oraz kolejnych godzin spędzanych na korepetycjach, warto zastanowić się, czy taki model edukacji będzie najlepszy właśnie dla mojego dziecka.

Rozwój młodego człowieka bardzo rzadko przebiega liniowo. Niektórzy dojrzewają później, rozwijają się nierówno, potrzebują więcej wsparcia albo rozkwitają dopiero po czasie. Uczeń, który dziś potrzebuje więcej czasu, za kilka lat może osiągać znakomite wyniki. Szkoła powinna umieć taki potencjał dostrzec i rozwijać, a nie jedynie porównywać uczniów między sobą.

Dlatego rankingi pokazują tylko część rzeczywistości. Informują o wynikach egzaminów czy sukcesach uczniów, ale nie odpowiadają na pytania, które dla konkretnego dziecka mogą okazać się równie ważne. Nie powiedzą nam, czy uczeń będzie czuł się w tej szkole bezpiecznie, czy znajdzie nauczyciela, który pomoże mu w trudnym momencie, czy codzienny, wielogodzinny dojazd nie odbije się na jego zdrowiu, samopoczuciu i relacjach z rodziną.

Taki sposób patrzenia na szkołę ma jeszcze jedną konsekwencję. Skupiając się przede wszystkim na wynikach, znacznie rzadziej zastanawiamy się nad tym, jaki koszt ponosi część uczniów, próbując sprostać wysokim oczekiwaniom. Za sukcesami mogą kryć się nie tylko ambicja i ciężka praca, ale również przewlekły stres, lęk przed porażką oraz poczucie, że wartość młodego człowieka zależy wyłącznie od osiągnięć.

Edukacja to nie tylko wynik egzaminu. To również relacje, poczucie bezpieczeństwa, wiara w siebie, odporność psychiczna, możliwość rozwijania się we własnym tempie, ale także czas spędzony z rodziną i możliwość odpoczynku po szkole. Dobra szkoła to miejsce, w którym nastolatek rozwija swoje możliwości, buduje poczucie własnej wartości i wychodzi z przekonaniem, że potrafi uczyć się dalej.

Jako rodzice chcemy dla swoich dzieci jak najlepiej. To naturalne. Chcemy, aby miały dobrą szkołę, dobrych nauczycieli i jak największe szanse na udaną przyszłość. Łatwo wtedy uwierzyć, że najlepszym wyborem będzie szkoła znajdująca się najwyżej w rankingu albo ta, o której najwięcej się mówi. Tymczasem każde dziecko jest inne. To, co jednemu pozwoli rozwinąć skrzydła, dla innego może okazać się źródłem codziennego stresu, zmęczenia i utraty wiary we własne możliwości. 

Najtrudniejsze decyzje wychowawcze nie polegają na wyborze tego, co wydaje się najlepsze dla wszystkich, lecz tego, co będzie najlepsze właśnie dla naszego dziecka.

Dlatego świadomy rodzic powinien wiedzieć zarówno, co rankingi pokazują, jak i czego nie są w stanie pokazać. Dopiero połączenie dostępnych danych z osobistym poznaniem szkoły, rozmową z nauczycielami i uczniami oraz uwzględnieniem potrzeb własnego dziecka pozwala podjąć naprawdę dobrą decyzję.

Rodzic powinien odpowiedzieć sobie przede wszystkim na jedno pytanie:

W której szkole moje dziecko będzie miało największą szansę stać się szczęśliwym, pewnym siebie i dobrze wykształconym człowiekiem?

Nie zawsze będzie to szkoła znajdująca się najwyżej w rankingu. Nie zawsze będzie to również szkoła położona najdalej od domu. Dlatego przed podjęciem decyzji warto dobrze poznać również szkoły znajdujące się bliżej miejsca zamieszkania. Często okazuje się, że oferują one znacznie więcej, niż sugerują same rankingi.

Czasem najlepszą szkołą okazuje się bowiem ta położona kilka kilometrów od domu. Taka, do której dziecko wraca wcześniej i bezpieczniej. Taka, w której czuje się zauważone, rozumiane i potrzebne. Taka, która nie tylko przekazuje wiedzę, ale także pomaga młodemu człowiekowi uwierzyć w siebie i przygotowuje go do dorosłego życia.

Okolice w których mieszkają uczniowie na pewno dysponują licznymi liceami, technikami i szkołami branżowymi o zróżnicowanych profilach. Warto je poznać, zanim z góry założymy, że najlepsza edukacja znajduje się wyłącznie w dużych miastach.

 

Notka o autorze: Sebastian Matysiak jest nauczycielem w Zespole Szkół Zawodowych im. Marszałka Franciszka Bielińskiego w Górze Kalwarii, wykładowca Warszawskiej Akademii Medycznych Nauk Stosowanych oraz psycholog dzieci i młodzieży. Pracował również w Powiatowym Ośrodku Interwencji Kryzysowej w Piasecznie. W swojej pracy łączy dydaktykę z psychologią uczenia się i dobrostanem uczniów.

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

Ekrany pogarszają sen, ale stres i późno jedzona kolacja robią to BARDZIEJ. Technologie wypierają ak...
Ppp napisał/a komentarz do Szkoła jako gra w cudzą grę
PEŁNA ZGODA.Pozdrawiam.
Opisane problemy nie dotyczą tylko smartfonów. Można ignorować swoje dziecko, by rozmawiać z koleżan...
Ppp napisał/a komentarz do Jaki jest prawdziwy koszt wyboru szkoły?
PEŁNA ZGODA. Tzw. "dobre szkoły" bazują na tym, że przyjmują bardzo dobrych uczniów, którzy większoś...
PS Dodam jeszcze o "dochodzeniu do czegoś życiu" - nie ma jednej definicji sukcesu, nie każdy musi b...
Pytanie co nazywamy szkołą. Zgadzam się, że szkoła powinna uczyć myślenia i dać przestrzeń do pytań,...
Miło się czytało, ale to tylko teoria. Na stu kilkudziesięciu nauczycieli, których spotkałem, tylko ...
Ppp: To uczenie krytycznego myślenia pod koniec artykułu chyba jest raczej postulatem autorki, która...

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie