Szkoła zdalnie sterowana

fot. Fotolia.com

Narzędzia
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Jeśli do tej pory uważaliśmy, że szkoły wykazują zbyt mało inicjatywy, bo dyrektorzy „nic nie mogą”, to wkrótce może się okazać, że będzie jeszcze gorzej… Plany rządowe wobec oświaty zakładają dalsze zmiany w kierunku ubezwłasnowolnienia dyrektorów, którzy będą mogli zarządzać szkołą na tyle, na ile pozwoli widzimisię umocowanego przez rząd kuratora oświaty. Szkoła będzie jeszcze mniej samorządna i mniej samorządowa. Wygląda na to, że wracamy do ulubionych przez aktualny rząd szkoły czasów PRL-u… Nie publicznej, lecz państwowo-partyjnej.

Pierwszy krok, to zadbanie o nominację uległego i pokornego dyrektora szkoły na stanowisku. Może być nawet mierny, byle wierny. To dlatego zmiany w prawie oświatowym zwiększają liczbę przedstawicieli kuratora przy wyborze dyrektorów szkół. W komisjach konkursowych będzie ich nie trzech jak obecnie, ale pięciu (samorządy mają 3 przedstawicieli, a pozostali są z rady rodziców i rady pedagogicznej).

Drugi krok to walka z „nieprawomyślnością”. Kuratoria zyskają nowy oręż w walce z wszelkimi przejawami samodzielnego myślenia niezgodnego z jedynie słuszną linią Partii. Jeżeli dyrektor szkoły nie będzie realizował zaleceń kuratora oświaty, ten będzie mógł wystąpić do samorządu z wnioskiem o odwołanie dyrektora w czasie roku szkolnego bez wypowiedzenia. Kurator będzie też mógł złożyć wiążący wniosek do organu prowadzącego szkołę o zawieszenie dyrektora w pełnieniu obowiązków, jeszcze przed złożeniem wniosku o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego, w sprawach związanych z zagrożeniem bezpieczeństwa uczniów. To też stary trik PRL-owski – kwestiami zapewnienia bezpieczeństwa można uzasadnić każdą, nawet najbardziej nieprawdopodobną, głupotę, co daje dość dużą swobodę kuratorom w ocenie tego, co może być takim „zagrożeniem”.

Planowane jest ograniczenie liczby działających na terenie szkoły instytucji proponujących dodatkowe zajęcia dla uczniów. Bo tylko tak można tłumaczyć kolejną proponowaną zmianę w ograniczeniu kompetencji dyrektora. Jak czytamy w komunikacie MEiN, „dyrektor szkoły lub placówki będzie miał obowiązek – przed rozpoczęciem zajęć prowadzonych w ramach działalności stowarzyszenia lub organizacji w szkole lub placówce – uzyskać szczegółową informację o planie działania na terenie szkoły oraz konspekt zajęć i materiały wykorzystywane na oferowanych zajęciach, a także uzyskać pozytywną opinię kuratora oświaty dla działań takiej organizacji na terenie szkoły lub placówki. Po jej uzyskaniu, przed rozpoczęciem zajęć, dyrektor będzie zobowiązany do tego, aby przedstawić rodzicom niepełnoletniego ucznia lub pełnoletniemu uczniowi szczegółową informację o celach i treściach realizowanego programu zajęć, a także materiały do zajęć. Ponadto udział ucznia w zajęciach będzie wymagał pisemnej zgody rodziców niepełnoletniego ucznia lub pisemnej zgody pełnoletniego ucznia.” Wprowadzenie takich biurokratycznych zapisów oznacza, że liczba realizowanych na terenie szkoły projektów edukacyjnych dla uczniów gwałtownie spadnie. Prowadząc walkę z organizacjami zajmującymi się edukacją seksualną rząd wylewa chyba „dziecko z kąpielą”...

Zmiany mogą doprowadzić do tego, że trudno będzie znaleźć na stanowisko szkoły dyrektora, który będzie wykazywał się wysokimi kompetencjami i racjonalnym podejściem do rzeczywistości. Już teraz w zasadzie przepisy o wielu dyrektorach szkół można powiedzieć, że „boją się własnego cienia” – po wejściu proponowanych przepisów ich pozycja będzie jeszcze słabsza.

Czarne(k) chmury zbierają się też nad szkołami niepublicznymi. Ministerstwo chce podporządkować kuratorom nie tylko dyrektorów szkół publicznych, ale też i niepublicznych. Widocznie są one dla Partii zbyt niezależne i autonomiczne, a tzw. życzliwi donosiciele powiadomili ministra, że występują pewne trudności w sprawowaniu nadzoru pedagogicznego w szkołach i placówkach niepublicznych i wskazują na brak możliwości przeprowadzenia tam czynności z zakresu nadzoru pedagogicznego. Czytaj – szkoły niepubliczne nie chcą pokornie nosić kagańca oświaty, więc trzeba im go założyć…

Oczywiście w planowanych zmianach MEiN nie widzi nic złego. "Kurator oświaty ma dbać o prawidłowe realizowanie przez szkoły i placówki zadań dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych. Jest zobowiązany do dbania o jakość edukacji, badania jej i oceniania. Ma do tego wyspecyfikowaną jednostkę i narzędzia. Dlatego istotne jest stworzenie takich przepisów, dzięki którym przy podejmowaniu decyzji na poziomie lokalnym można było mieć znaczący głos w najistotniejszych kwestiach dotyczących funkcjonowania szkół i placówek. I my to konsekwentnie realizujemy" - o planowanych zmianach przeczytać można na stronie ministerstwa (tutaj).

To na razie tylko projekt, ale jest szansa, że w końcowej propozycji znajdzie się jeszcze kilka kwestii, które zaskoczą i osłabią polską szkołę.

 

Notka o autorze: Marcin Polak jest twórcą i redaktorem naczelnym Edunews.pl (2008) i organizatorem cyklu INSPIR@CJE. Zajmuje się zawodowo polską edukacją od ponad 15. lat i jest głęboko zaangażowany w debatę na temat modernizacji i reformy szkolnictwa (zob. np. Dobre zmiany w edukacjiJak będzie zmieniać się edukacja?). Realizuje projekty edukacyjne i szkoleniowe o zasięgu ogólnopolskim i międzynarodowym. Blisko współpracuje z nauczycielami i szkołami. Jest również członkiem grupy Superbelfrzy RP.